artykuly-Słowiańska dusza Floriana Ceynowy
Losowe zdjęcie
Gardna Wielka
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Słowiańska dusza Floriana Ceynowy
Author: s_ch_ (cholcha at wp dot pl)
Published: 21.11.2011
Rating 0.00
Votes: 0
Read: 2160 times
Article Size: 13.25 KB

Printer Friendly Page Tell a Friend

Sylwetka ideowa „budziciela Kaszub” prezentuje się dość mglisto. Powód jest prosty: brak wystarczającej ilości świadectw.

Nie przeszkadza to wszakże temu, by o niej pisać liczne i obszerne dzieła; musimy jednak pamiętać, że są to najczęściej projekcje iluzorycznych konstrukcji, poczętych w umysłach ich autorów.


Dysponujemy skromnym zbiorem tekstów i faktów, które mogą oświetlić nam światopogląd Ceynowy. Nie tworzą one pełnej kolekcji przesłanek na rzecz wszystkich – a choćby i najważniejszych – pytań, na jakie chcielibyśmy znać odpowiedź. Od prawdy o Ceynowie dzieli nas pewna bariera językowa i dystans czasowy, a także specyfika historyczna czasów, w których żył.
Wyliczmy te przesłanki, które wiążą się z tematem słowiańskim:
1. Florian Ceynowa był w latach swych wrocławskich studiów członkiem Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. Tu ukształtował się ideowo na wiele lat, a może i resztę życia. Tadeusz Cieślak stwierdził, że Ceynowa ze studiów wyniósł „zainteresowanie losem innych narodów słowiańskich” oraz „przekonanie o wspólnocie doli narodów słowiańskich i konieczności ich współdziałania”, które potem jakoby często manifestował. O wiele krócej i konkretniej pisze na ten temat prof. Jerzy Treder, wg którego „we Wrocławiu uformował się Ceynowa słowianofil”. Wypada się z tym zgodzić i dodać, że słowianofilstwo wielkiego Floriana wydaje się świadome i szczere, a także uduchowione i z gruntu romantyczne. Trudno mi wszak podeprzeć tę tezę jakąś konkretną „manifestacją”.
2. Ewidentna jest bogata i długotrwała współpraca Ceynowy z kręgami naukowymi Czech, Łużyc i Rosji. Najważniejszymi jej przejawami są kontakty korespondencyjne z Ismaelem Srezniewskim i bezpośrednie z Aleksandrem Hilferdingiem. Ich efektem były publikacje kaszubskich materiałów etnograficznych w zbiorach czeskich i rosyjskich, za życia Ceynowy, jak i po jego śmierci. Jak wiemy, Ceynowa wysyłał swe zapisy i opracowania również do Prus, gdzie wielkiego entuzjazmu nie wzbudziły. Czy w rezultacie tego chłodnego odbioru zdecydował się zwrócić do Rosjan? Nie można tego wykluczyć.
3. W 1867 r. Ceynowa zdecydował się samotnie wziąć udział w Zjeździe Słowiańskim w Moskwie, gdzie też dostarczył materiały etnograficzne na wystawę. Co konkretnie posłał – to również zagadka, choć najczęściej mówi się o publikacjach i opisach strojów kaszubskich. Wyjazd ten był porażką i spowodował falę oskarżeń o wysługiwanie się zaborcy i rusofilstwo.
4. Pod koniec życia Ceynowa opublikował trzy śpiewniki, którym dał zbliżone tytuły: Sbjór pjesni svjatovich, które naród (zamiennie: lud) słowiański w Królestvje Pruskim spjevac lubi. Ale należy ostrożnie podchodzić do tego tytułu. Słowo „słowiański” bowiem – moim zdaniem – zastępuje tu słowo „kaszubski” lub „polski”. Zresztą jaki inny „naród słowiański” we wspomnianym królestwie bytował?
Sądzę, że wymieniłem wszystkie istotne „poszlaki” miłości Floriana Ceynowy do Słowiańszczyzny. Można jeszcze wskazać tu kilka drobiazgów, często przywoływanych w literaturze, jak: motto Xążeczki dlo Kaszebóv, czyli „Vszetkjim Słowianom braterskie pozdrowienie”, tłumaczenia utworów Puszkina i Tiutczewa czy (na co wskazał Tadeusz Cieślak) zamieszczenie pieśni Słovjanska ojczizna w jednym ze wspomnianych śpiewników. Złączone razem detale te pozwalają mierzyć Ceynowę skalą ogólnosłowiańską i wyznaczać mu na niej poczesne miejsce. Uczynił tak m.in. Leon Roppel, a po nim Andrzej Bukowski. Ten pierwszy ogłosił również dwa rzekome listy Ceynowy do Stefana Ramułta, wielkiego badacza języka kaszubskiego. Podejrzewam, że nie są one całkowicie autentyczne, więc ich zawartości nie będę analizował.
Jan Karnowski może mienić się pierwszym obiektywnym badaczem życia i dzieła Ceynowy. Na miarę swych możliwości starał się on opisać je wyczerpująco, jednak z dzisiejszego punktu widzenia teksty jego wykazują liczne nieścisłości i pewną żonglerkę pojęciami. O interesujących nas tu sprawach pisze on np. tak: „Szczytem stosunków rusofilskich jest udział Ceynowy w zjeździe słowiańskim w Moskwie i obecność jego na słowiańskiej wystawie etnograficznej w Moskwie (rok 1867)\". W podsumowaniu zaś czytamy: „Doświadczenie porobione na zjeździe (...) przyczyniło się niezawodnie do tego, że aspiracje swe rusofilskie znacznie zrewidował. (...) Zdaje się, że od tego czasu także jego stosunki naukowe i literackie z Petersburgiem ustały”. Warto zważyć, że tekst ten pochodzi z 1927 r., a więc jest dojrzałym owocem studiów nad Ceynową, które Karnowski zaczął przynajmniej 10 lat wcześniej.
Rzekome rusofilstwo Ceynowy przewija się w mniej lub bardziej fachowej literaturze tematu. Roztrząsają je m.in. Leon Roppel i Andrzej Bukowski. Silniejszego pojęcia, bo „moskalofilstwa”, użył zaś Konstanty Kościński, wielki przeciwnik Ceynowy, choć tym mianem określił on poglądy Hilferdinga, którego „Ceynowa w r. 1858 podejmował u siebie gościnnie”. Niewątpliwie cień tej grzesznej myśli padł też na osobę gospodarza.
Ani moskalofilstwa, ani rusofilstwa zdiagnozować się u Floriana ze Sławoszyna nie podejmuję. Główną poszlaką są tu bowiem głęboko literackie opisy rzekomych spotkań Ceynowy z licealistami w kilku miastach Pomorza, będące moim zdaniem fantazją ich autora, czyli ks. Gustawa Pobłockiego, drugiego z zaciekłych wrogów naszego sławoszanina. Obiektywność poglądów i wyważone, chłodne pióro były mu obce.
Ale warto w tym miejscu zgłębić występujące tu pojęcia. Od razu zauważymy, że wszystkie one mają niejednorodną etymologię, nie łączą się też w zgodne pary, choć jakoś tam się zazębiają. Musimy też pamiętać, że powstały prawie 200 lat temu i na pewno znaczyły wtedy co innego niż dziś.
Rusofilstwo nie jest zbyt bliskim krewnym słowianofilstwa, i to mimo etymologicznego pokrewieństwa. Słowianofilstwo jest pojęciem neutralnym – ot, jakieś tam rojenia pięknoduchów o braterstwie Słowian, poparte romantycznymi strofami, obrazami chwalebnej przeszłości i mitologią. Natomiast niezdrowa skłonność ku Rosji to w tamtej epoce był już delikt. Rusofilstwo mogło być tylko obelgą.

Oba powyżej wymienione pojęcia mają źródłosłów słowiańsko-łaciński, panslawizm zaś jest „dzieckiem” greki i łaciny. W przeciwieństwie do słowianofilstwa, które miało li tylko charakter kulturalny i niezorganizowany, idea połączenia Słowian miała aspekt polityczny. Nieco przesadzając, można skrótowo powiedzieć, że słowianofilstwo było ruchem, a panslawizm – doktryną. Niewątpliwie nastał on po nim (a istniał już w latach młodości Ceynowy!) i przybrał konkretniejszą postać, azaliż nie przejął całości „spadku” po rodzicu. Mieczysław Tanty (nieco mieszając pojęcia) objaśnia to tak: „Ruch panslawistyczny i słowianofilski spotkał się z życzliwością u cara Aleksandra II, dzięki czemu mógł szerzej rozwinąć swoją działalność”. Przybrało to postać hegemonii carskiej na terenach zamieszkałych przez Słowian, pobratymców Moskali. Można dostrzec wyraźne powiązanie takiej – wcielonej – wersji panslawizmu z omawianym rusofilstwem; oczywiście gdy mówimy o przypadkach spoza Rosji.
Jeśli Ceynowa był panslawistą, to tylko nieświadomym. Mógł wybrać się na moskiewski zjazd, uległszy propagandzie, wszak był to z nazwy zjazd „słowiański”, a nie „panslawistyczny” czy „carski”. Słowiańskość tę potraktował dosłownie, czyli najprawdopodobniej tak, jak czuł. Wytrwał w Moskwie dopóty, dopóki wszystko mu się zgadzało, czyli braterstwo, jedność, współpraca i zgoda narodów. Wyjechał, gdy przekonał się, że za hasłami kryje się inna rzeczywistość, w której narody słowiańskie nie są bynajmniej równe, bo w cieniu potężnej Rosji takimi być nie mogą. Karnowski pisze: „Jedność i zgoda ludów słowiańskich w formie federacji – to było jego ideałem”. Trudno to gdzieś u Ceynowy wyczytać. Prawdopodobnie federacja była ideałem jakiegoś odłamu słowianofilów, którą badacz przypisał też naszemu Florianowi. Czy identyfikował się on z jakimiś szerszymi kręgami tego ruchu? Zważywszy, że miał naturę samotniczą i takież życie, śmiem powątpiewać.
Problem ideologii Floriana Ceynowy nabrał znaczenia po ostatniej wojnie. Prof. Andrzej Bukowski wymienił kilka kampanii ceynowowskich, w których zresztą był najodważniejszym harcownikiem. Już w 1947 r. napisał dłuższy szkic pt. Florian Cenowa – twórca regionalizmu kaszubskiego, wydany potem w osobnej nadbitce i prawie bez zmian włączony do przesławnego Regionalizmu kaszubskiego z roku 1950. Tu badacz sugeruje, że Ceynowa stał się słowianofilem dopiero po roku 1846, czyli po nieudanym powstaniu, imputuje mu też gołosłownie jakieś nieokreślone „przekonania panslawistyczne”. Znajdujemy tam nawet oddzielny podrozdział pt. Panslawizm, poświęcony głównie zjazdowi w Moskwie. W jego lekko poetyckiej konkluzji czytamy: „Cenowa był nie tyle (...) rusofilem, ile słowianofilem. Poza uczuciami, którymi darzył wszystkich Słowian, łączyły go z Rosjanami stosunki wyłącznie naukowe, słowianofilstwo natomiast odgrywało w życiu jego wyjątkową rolę. W niektórych momentach wydaje się, jakby wyrastało ono ponad jego uczucia narodowe, jakby czuł się więcej Słowianinem niż Polakiem. Nie mamy jednak danych, które by stwierdzały, iż przekroczył dopuszczalne granice”. Trzeba tu dodać, że nie mamy też danych, by stwierdzić cokolwiek o uczuciach Ceynowy, a zatem potwierdzić również to, co pisze Bukowski.
Trudność powyższa nie przeszkodziła temu badaczowi powtarzać i rozwijać zadzierzgnięty wątek ideowy w zależności od potrzeb. Półtora dekady później rozegrał on partię interpretacyjnych „szachów” z Leonem Ropplem. Zarzewiem boju był numer specjalny „Biuletynu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego”, poświęcony Ceynowie, zredagowany przez Roppla, wydany w 1966 r., a rok później uzupełniony.
Leon Roppel dość luźno rozwodzi się nad interesującymi nas aspektami sylwetki ideowej Floriana Ceynowy. Posądza go o sympatię dla panslawizmu, wzmiankuje bliżej nieokreśloną „słowiańską myśl”, „ideę” czy nawet „program” Ceynowy, omawia też utopijny projekt wspólnego alfabetu słowiańskiego, wyjęty z „listów” do Ramułta. Tematy te miesza z radykalizmem społecznym i demokratyzmem swego bohatera, które wydają mu się ważniejsze. Swe tezy tylko niekiedy jest w stanie uzasadnić czy podeprzeć jakimś argumentem. Zdecydowanie skupia się na popularyzacji postaci i dzieła Ceynowy, a nie na jego zgłębieniu.
A. Bukowski atakuje wszystkie słabe punkty pracy Roppla, w tym „sprawę” słowiańską. W jego optyce przemyślenia Roppla stają się groteskowe: „Tak określony, wygląda dziwnie ten kaszubski rewolucjonista, idący na pasku rusofilizmu i carskiego, reakcyjnego panslawizmu”. Po właściwy obraz rzeczy polemista odsyła do swej rozprawy pt. Źródła słowianofilstwa F. Ceynowy z 1954 r. Tam całą sylwetkę ideową „budziciela” ujmuje jako wytwór warunków społeczno-historycznych, czyli rozmaitych ucisków i walk klasowych. Kwestię dlaczego Ceynowa stał się tym Ceynową, jakiego czcimy, pozostawia nierozwiązaną. Marksizm, któremu Bukowski był wtedy wierny, jako filozofia klas i warstw społecznych nie był w stanie objaśnić indywidualnych losów konkretnych ludzi, więc nawet tego nie próbował.
Na atak prof. Bukowskiego mgr Roppel odpowiedział jeszcze dłuższym elaboratem, w którym powtórzył wszystkie swe tezy odnośnie słowiańskich poglądów Ceynowy, choć nie stały się one przez to jaśniejsze ani konkretniejsze. Niegrzecznie dodał na koniec, że „na dyskusję na ten temat po prostu szkoda słów”.
Andrzej Bukowski uważał jednak inaczej i skontrował niemal natychmiast, zamieszczając swe uwagi zaraz w tym samym numerze „Gdańskich Zeszytów Humanistycznych”. „W rzeczywistości jest nad czym dyskutować” – zapowiedział tamże, zasadniczo powtórzył jednak swe wcześniejsze tezy. Dla niego Ceynowa „nie miał nic wspólnego z (...) panslawistycznym zaprzaństwem narodowym”, natomiast „był przedstawicielem postępowego słowianofilstwa”. Wywody te nie są jednak niczym poparte i rozmywają się w przypuszczeniach, skądinąd dość rzadkich w pracach tego autora.
Wydaje się, że dyskusja o Ceynowie przygasła po publikacji tych tekstów. Po z górą dekadzie Lech Bądkowski w swych rozmyślaniach Co z Ceynowy na dziś? wspomniał jeno marginalnie „słowiańską” przeszłość ziem utraconych na rzecz Niemców, którą Ceynowa przypominał, i jest to jedyne w tym tekście wystąpienie tego czy pokrewnego słowa. Niemniej warto do tych – pomijanych obecnie – zagadnień wracać. Działalność słowiańska Floriana Ceynowy stanowi bowiem argument na rzecz słowiańskości Kaszub, która bywa niekiedy podawana w wątpliwość. Zdarzyło mi się niedawno nawet z ust nauczyciela języka kaszubskiego (i polonisty) usłyszeć, że język kaszubski wydaje mu się mieć więcej wspólnego z językiem niemieckim niż z polskim! Do dziś nie wiem, czy to nie był żart.
Po słynnym wystąpieniu Ceynowy w chełmińskiej „Szkole Narodowej” jego polemista zniechęcał go do obranej drogi, radząc: „Pracuj w duchu polskim, bo Kaszubi [to] Polacy”. Na pewno pogodziłaby ich myśl szersza, taka mianowicie, że Kaszubi to Słowianie!

[Referat został odczytany podczas V Spotkań na Gochach]




1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Komentarze wyrażają poglądy ich autorów. Administrator serwisu nie odpowiada za treści w nich zawarte.
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002