artykuly-Nagonka trwa, czyli Sucharski ma być „be” (część 3). Autor: Andrzej Szutowicz
Losowe zdjęcie
Pręgowo. Prywatne muzeum Szczepana Czerwińskiego
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Nagonka trwa, czyli Sucharski ma być „be” (część 3). Autor: Andrzej Szutowicz
Author: Bogumiła Cirocka (bcirocka at wp dot pl)
Published: 28.10.2012
Rating 7.00
Votes: 11
Read: 4215 times
Article Size: 23.96 KB

Printer Friendly Page Tell a Friend

Niniejsze opracowanie w formie listu zostało wydrukowane w miesięczniku „Odkrywca” (2007, nr 10). Było ono reakcją autora na szkalowanie dobrego imienia mjr. Sucharskiego.

Efekt tej publikacji okazał się widoczny. Od momentu ukazania się artykułu kpt. Dąbrowski pozostał w przysługującym mu miejscu w szyku obrońców Westerplatte, których dowódcą był mjr Henryk Sucharski – człowiek ze wsi, syn szewca, gorliwy katolik.

Cała ta nagonka na Sucharskiego zbiegła się (może przypadkowo) z wydaniem komiksu o obronie Westerplatte, w którym Major przedstawiony jest jako tchórz. Temat odbrązawiania Sucharskiego podjęła prasa ogólnopolska i także regionalna, niestety wyrażane tam opinie są jednostronne, a polemiczne do nich poglądy nie są drukowane. Mało tego, redakcje tych gazet chyba wiedzą, że uczestniczą w jakiejś farsie, bo nawet nie stać ich na powiedzenie „dziękujemy, nie wydrukujemy.
Po okresie stosunkowo długiej ciszy odezwała się jako pierwsza pewna nadmorska gazeta. Używając starych argumentów, „najechała” na Sucharskiego. Napisałem do redakcji swoją wykładnię problemu. Efekt wiadomy – odpowiedzi nie było. Zatem napisałem do redaktora naczelnego. Skutek był ten sam. Aż padł cios z innej, lecz znanej strony. Tym razem zaopatrzony został w ostrożne łagodzące uderzenie pytanie „Szokująca prawda czy ryzykowne tezy ? Mianowicie w popularnym miesięczniku pojawił się kolejny artykuł, idący w swojej treści jeszcze dalej, bo sugerujący ,że Sucharski był zdrajcą. Na końcu tego opracowania czytelników zachęca się do poznania jedynej prawdy i prezentuje się książkę, której dwuczłonowy tytuł zawiera zwrot „…Prawdziwa historia”. Oczywiście książka ta ma dopiero się ukazać. Cóż, prawa rynku. Lecz czemu ożywienie wokół Sucharskiego następuje przed wydaniem kolejnej książki ? W całej nagonce na Sucharskiego porusza się stereotypowe już problemy.

1. Pochodzenie – motyw propagandowy
Red. Jan Iżycki zauważył, że Sucharski znał dobrze problemy szeregowych, być może jest to również przyczyna pewnej niechęci oficerów do niego. To, że Sucharski żył problemami podległych żołnierzy, przysporzyło mu pewnej popularności, a po wojnie stworzyło wizerunek majora z ludu. Wszak szeregowi byli też z tego ludu, dlatego Major był ich. Obecnie podkreśla się, że Sucharski dzięki komunistom z uwagi na plebejskie pochodzenie, w miejsce Dąbrowskiego, został wykreowany na niezłomnego bohatera. Sucharski był synem ubogiego szewca, a Dąbrowski miał szlacheckie korzenie (był synem węgierskiej baronówny i polskiego szlachcica).
Jeśliby nawet ta argumentacja miała być słuszna, to jaka w tym wina Sucharskiego? Żadna. Patrząc z innej strony, to biografia Sucharskiego nie pasuje do socjalistycznego stereotypu, gdyż brał czynny udział w wojnie polsko-bolszewickiej, pochodził z bardzo katolickiej rodziny, a stryj jego matki Jakub Bojko był znanym politykiem ludowym, dwukrotnym posłem na sejm (1919–1922 wicemarszałek i 1928–1930 marszałek senior) i senatorem – wicemarszałkiem senatu RP (1922–1927 ,1930–1935). Henryk Sucharski był za bardzo religijny, aby mieć cokolwiek wspólnego z nurtem lewicowym. Jak wspomina jeden z kapelanów: „Był człowiekiem dojrzałej wiary. (...) Często przystępował do komunii świętej”. Ani w Oflagu II B, ani w Oflagu II D nie przystawał do oficerów reprezentujących lewicowe poglądy. A mógł, wszak były tam takie tuzy socjalizmu, jak Rapacki czy Kruczkowski. Natomiast często widziano go modlącego się w kaplicy.
Myślę, że ze względu na swoje przekonania nie zdecydował się pozostać w Gross Born i czekać nadejścia frontu. Mimo słabego zdrowia poszedł na zachód. A mógł zostać, tak jak zrobiło to kilkuset oficerów tego oflagu, w tym i Kruczkowski.
Oczywiście, że zdjęcie Majora z krową pasowało propagandowo, ale Westerplatte było zbyt symboliczne, aby wizerunek chłopa Sucharskiego przeważył i zatuszował niewygodną prawdę. Po prostu nie lansowano by Majora tchórza, bo byłaby to propagandowa kompromitacja. Jak to? Major z ludu i tchórz – nie podjęto by takiego ryzyka. Przeważył Sucharski –żołnierz. Dobry żołnierz. Także jeśli chodzi o sprowadzenie jego szczątków do Polski, to inicjatywa ta wcale nie wyszła ze sfer rządowych, lecz ze środowiska kościelnego. Dlatego krytykując ówczesny trend propagandowy wokół Sucharskiego, trzeba o tym wszystkim pamiętać. Atakujący Sucharskiego zapominają, że kij ma dwa końce i już uderza w Dąbrowskiego, gdyż szlachcic Dąbrowski zaakceptował władzę ludową, wstąpił do LWP i dosłużył się stopnia komandora porucznika. Był członkiem PPR/PZPR i to aktywnym. Choć pochodzenie i status oficera sanacyjnego zaszkodziły mu, lecz nie on z „władzy ludowej”, lecz „władza ludowa” z niego zrezygnowała. Natomiast, co jest ciekawe, Dąbrowski nigdy, nawet przy kieliszku, nie wypowiadał się źle o Sucharskim.

2. Problem szabli
Podobnie przeinacza się historię z szablą .Po wywiezieniu z Westerplatte, oficerów umieszczono w Central Hotelu. Podczas oczekiwania na przydzielenie pokoi mjr Sucharski, trzymając w ręku szablę, której prawo noszenia otrzymał podczas aktu kapitulacji, zwrócił się do Dąbrowskiego, mówiąc, żeby ją wziął, gdyż należy do niego. „Teraz nie jest już moja, generał dał ją tobie, więc noś ją, póki pozwolą” – miał odpowiedzieć Dąbrowski. To scena świadcząca o tym, że sprawa przynależności tej szabli została usankcjonowana również przez samego Dąbrowskiego. I nie była to ze strony Sucharskiego deklaracja uznania, że Dąbrowski dowodził obroną półwyspu, lecz zwykły akt uczciwości, gdyż oddawał szablę jej właścicielowi. Ponieważ Sucharski miał szablę Dąbrowskiego.
A stało się to tak: Tuż przed wyreżyserowaną kapitulacją Niemcy zorientowali się, że brakuje im bardzo ważnego rekwizytu dla tego aktu, a mianowicie szabli. Wysłano więc do willi oficerskiej żołnierza, który po pół godzinie ją przyniósł. Jak się okazało, była to szabla Dąbrowskiego. Niemiecki żołnierz, wpadając do willi, wziął albo pierwszą lepszą, albo najładniejszą, gdyż ta była ze złocistą frędzlą. Sucharskiego miała być skromniejsza. Ponoć zorientowano się w tym tuż przed ceremonią, lecz ze względu na czas i jako że dla propagandy był to szczegół mało istotny, zrezygnowano z ich zamiany. W obozie Klein Dexen według por. Kręgielskiego Sucharski, tłumacząc się z prawa noszenia szabli, miał zwrócić się do Dąbrowskiego w te słowa: „ta szabla tobie się należy, tyś na nią zasłużył, ale pozwól mi ją nosić, a ja po wojnie sprawę załatwię”. Zachodzi tylko pytanie: Po cóżby wracano do tej sprawy, skoro została ona rozstrzygnięta jeszcze w Gdańsku? Nie podano natomiast, w jakiej sytuacji padły te słowa. Możliwe, że Sucharski ponownie wrócił do kwestii jej własności. Możliwe też, że słów tych nie zacytowano dosłownie, innych świadków tej rozmowy nie było.

3. Relacja z obrony
Jednym z żelaznych argumentów wyciąganych przeciw Sucharskiemu jest zarzut, że chociaż obiecał, to jednak nigdy prawdy o obronie półwyspu nie ujawnił, a wszystkie zasługi wziął na siebie.
Ukazało się tylko jedno wspomnienie autorstwa Sucharskiego o obronie Westerplatte. Wydrukowała je pod tytułem „Westerplatte” jeniecka gazeta „Za drutami” z 13 września 1940 r. w Oflagu II B Arnswalde (Choszczno) [opublikowaliśmy je jako 1. część cyklu o mjr. Sucharskim]. Wspomnienie Sucharskiego przyjęło formę suchej relacji. Nie wymienił w nim nazwisk i nikogo indywidualnie nie wyróżnił. Lecz siebie też nie gloryfikował. Mało tego, nie przedstawił w nim swego dowodzenia, wspominał jedynie o dwóch decyzjach: pierwszej dotyczącej zniszczenia szyfrów i dokumentów (2. dzień obrony), drugiej o kapitulacji. Z tych wspomnień nie wynika, jak chcą inni, że Sucharski przypisał jedynie sobie zasługę obrony półwyspu przez 7 dni. Nie uwypuklił też swojej roli jako dowódcy. Czy będąc w niewoli wśród 2000 oficerów, mógł pisać o swoich słabościach, rozterkach? Myślę, że nie, nie był to czas na opisywanie słabości, artykuł miał bowiem podnosić na duchu.
Podczas ewakuacji Oflagu II D Gross Born Sucharski złamał obojczyk. Do służby przywrócono go w roku 1946 (6. Baon Strz. Karpackich 2. Korpus Polski), wówczas był już chory i w tym samym roku zmarł. Czyli nie miał czasu zrealizować zamiaru opisania przebiegu obrony w prasie wojskowej (co deklarował por. Iżyckiemu w czasie rozmów w Oflagu II B). Jednak za taką relację niektórzy uznają książeczkę autorstwa Melchiora Wańkowicza. Trudno dziś ustalić, co konkretnie Major opowiadał Wańkowiczowi, a ile w Wańkowiczowym „Westerplatte” jest charakterystycznego dla tego pisarza-gawędziarza ubarwiania opowieści. Dlatego nie można jego „Westerplatte” traktować jako koronnego argumentu przeciw postawie Sucharskiego. Ponadto Major nie autoryzował swojej relacji, bo już nie żył. Jedyną stuprocentową jego wypowiedzią na temat obrony Westerplatte jest zatem napisany w Choszcznie artykuł.
4. Kontrowersje wokół 2 września
4.1. Choroba czy tchórzostwo
Najwięcej kontrowersji budzi dzień 2 września, w którym zmasowany nalot dokonał ogromnych zniszczeń i zginął ulubiony ordynans Sucharskiego strz. Kita. Rozbite i zniszczone zostały wszystkie moździerze, obrońcom została już tylko broń strzelecka. Przerwany został system łączności przewodowej. Sucharski myśląc, że to już koniec, kazał zniszczyć szyfry i akta i zdecydował się na wywieszenie białej flagi.
Co się dzieje dalej? Kpt. Dąbrowski zrywa flagę i razem z por. Grodeckim robią Sucharskiemu gorzkie wyrzuty, zdecydowanie sprzeciwiając się kapitulacji. Mjr Sucharski wpada w szał, dostaje jakiegoś nerwowego ataku, może nawet epilepsji. Dopiero medyczna interwencja lekarza kpt. Słabego pomaga opanować ten atak. Pod wpływem lekarstw Sucharski zasypia. Jest możliwe, że ten atak furii wymagał radykalnej interwencji – nawet w postaci przywiązania Majora do łóżka, lecz jeśli tak zrobiono, to tylko po to, aby Sucharskiemu dać zastrzyk. Czy to wydarzenie, nawet gdyby przebiegało w tak dramatyczny sposób, to tchórzostwo?
Czy można się dziwić, że po śmierci ulubionego żołnierza, obarczony odpowiedzialnością za życie 200 ludzi i zmęczony dwudniowym nieprzerwanym dowodzeniem, mając na uwadze fakt wykonania zadania, przyzwyczajony do bezwzględnego posłuszeństwa dowódca nie wytrzymał sprzeciwu bezpośredniego podwładnego i wybuchł? Jedyny, który znał prawdę o stanie zdrowia Sucharskiego, kpt. dr Słaby został po wojnie zamordowany przez UB i nie zostawił jakichkolwiek relacji.

4.2. Biała flaga i Niemcy
Sugestie, jakoby wywieszenie 2 września białej flagi miało spowodować wyjście Niemców w celu przyjęcia kapitulacji, są niedopuszczalne. Oficerowie niemieccy nie byli głupcami, dobrze wiedzieli, że białą flagę może wywiesić zwykły żołnierz, na ogół kapitulację poprzedzają parlamentariusze, rozmowy itp. Ma to na celu uniknięcie prowokacji czy zbędnych ofiar. W 1939 r. zdarzały się przypadki, że mimo wywieszonych flag dochodziło do wymiany ognia. Tak było przy kapitulacji Modlina w 1939 r. Tam też kapitulację poprzedziły rozmowy. Na Westerplatte nikt z Niemcami o kapitulacji nie negocjował. Czyli dla Niemców flaga to był incydent, który wymagał potwierdzenia. Jednocześnie był to dla nich sygnał, że morale załogi się waha. Mógł to być dodatkowy bodziec do rozpoczęcia w godzinach nocnych intensywnych działań. Przecież logika nakazywała wykorzystać skutki ataku lotnictwa. Tak też się stało, lecz napór Niemców został powstrzymany i spodziewanego sukcesu nie odnieśli.

4.3. Dąbrowski miał rację
Okazało się, że Sucharski nie miał racji i dzięki sprzeciwowi podwładnego Westerplatte broniło się jeszcze pięć dni – i to jest zasługa reakcji Dąbrowskiego. Przedśmiertne powiedzenie Majora „Dąbrowski miał rację” odnieść trzeba do konfliktu w sprawie kapitulacji w drugim dniu obrony, a nie do faktu dowodzenia obroną przez Dąbrowskiego. Obrona Westerplatte jest zasługą załogi i dwóch ludzi, pierwszym był mjr Sucharski, który należycie przygotował półwysep do obrony, wyszkolił żołnierzy i wpoił im odpowiednie morale. Wykonał postawione mu zadanie obrony półwypu przez 12 godzin i obronę kontynuował, dowodząc sprawnie przez dwa dni i podejmując decyzję kapitulacji w siódmym dniu. Drugim zasłużonym jest kpt. Dąbrowski, który miał rację zdecydowanie przeciwstawiając się wyrażonej przez Sucharskiego chęci kapitulacji w drugim dniu działań. Dąbrowski opanował kryzys związany z chorobą dowódcy i przez następne dni, akceptowany przez Sucharskiego, mógł mieć dużą samodzielność. I to nie dziwi – był przecież zastępcą. Gdy w szóstym dniu obrony przyszedł czas na radykalne działania, za które dowódca ponosi jednoosobową odpowiedzialność, całkowitą inicjatywę dowódczą przejął Sucharski. 7. dnia skapitulował.

5. Problem kapitulacji
Kolejny stawiany Sucharskiemu zarzut jest taki, że za szybko kapitulował: mimo że były jeszcze materiały, były środki, czyli można było dalej walczyć, tak jak chciał tego Dąbrowski. Ale nikt nie mówi o tym, że wskutek braku opatrunków, nici, lekarstw, ranni pozostawieni byliby bez pomocy, cierpieli i umieraliby przy bezradnym z tego powodu lekarzu. Pomijając to, można zadać pytanie: jaką szansę miało Westerplatte, by wytrwać kolejne natarcie? Jak długo mogło się bronić? Mogłoby się jeszcze bronić dzień – dwa. I co byłoby dalej? Ponad dwie setki grobów.
Decyzja Sucharskiego była słuszna, została podjęta w odpowiednim momencie. Decyzja ta to też jeden z powodów legendy o Westerplatte. Jednocześnie dowodzi, że Sucharski miał posłuch, tzn. gdyby się uparł, załoga by kapitulowała w 3., 4. czy 5. dniu obrony. Tak jak się stało 7 września, gdy mimo sprzeciwu Dąbrowskiego, to Sucharski zadecydował i jego rozkaz został wykonany. Oficerowie odmówili jednak pójścia na pozycje niemieckie w celu poddania Składnicy. Sucharski poszedł więc do Niemców sam, jedynie w towarzystwie dwóch żołnierzy. I w tej sytuacji ma mu się za złe, że miał przekręcony pas i był bez czapki... Gdyby załoga kapitulowała wcześniej, nawet tego drugiego dnia, nikt by dziś nie miał o to pretensji, nie byłoby jedynie legendy Westerplatte, a Sucharski za dwa dni obrony mógł dostać kolejne Virtuti lub Krzyż Walecznych.

6. Ostatnie rewelacje
Autor ich, cytując bez komentarza relację plut. Wróbla, podaje, że Sucharski nie miał rozkazu bronić się przez sześć i więcej godzin. Plut. Wróbel podsłuchał rozmowę Majora z wizytującym Westerplatte ppłk. Sobocińskim, podczas której nie było mowy o czasie obrony. Zachodzi pytanie: a czy takie słowa miały paść? Czy plutonowy miał wgląd w plany i dokumenty operacyjne dowódcy Składnicy? Przecież tam były szczegółowe zadania. Sobociński według Wróbla powiedział Sucharskiemu, że Niemcy jutro zaatakują. Ten termin ataku miał przekazać pułkownikowi oficer wywiadu mjr Żychoń. Niestety mjr Żychoń nigdy nie zaświadczył o tym fakcie. Zginął, o ile dobrze pamiętam, pod Monte Cassino. Szkoda, że tak szczegółowego terminu nie znano na innych ważniejszych odcinkach polskich pozycji – na pewno dzień 1 września miałby inny przebieg. Sobociński, żegnając się z oficerami, prosił ich, aby nie dali się zaskoczyć, lecz ewentualnego terminu nie podał. I to jest logiczne. Następnie autor przytacza szereg działań Sucharskiego, które w obliczu zagrożenia wydają się niewytłumaczalne. Poprzez to doprowadza czytelnika do postawionego w tytule artykułu pytania: zdrajca i tchórz? I w świetle przedstawionych argumentów aż chce się głośno potwierdzić: tak ! tak! ZDRAJCA!
Ale pojawia się inne pytanie. Jeśli Sucharski był zdrajcą, to po co mu były informacje Sobocińskiego, przecież znałby termin od chlebodawców. Tymczasem po odjeździe pułkownika Sucharski pod wpływem uzyskanych wiadomości miał mieć twarz sinozieloną. I pewnie miał, gdyż dowiedział się, że na wypadek ataku zostanie sam, bo marsz. Śmigły rozformował korpus interwencyjny. Gdyby Sucharski był zdrajcą, to by się cieszył, że bez problemów spowoduje zajęcie półwyspu przez Niemców, a nie wieczorem przemawiałby wzruszony do żołnierzy. Autor już na wstępie pyta: „Skąd dowództwo Grupy Eberhardta było pewne, że Wojskowa Składnica Tranzytowa nie stawi tego dnia silnego oporu”. I dalej prawie wskazuje palcem, skąd… Tymczasem niemiecka pewność wynikać mogła z ich błędnych danych wywiadowczych, złych kalkulacji lub z własnej buty. Bo gdyby Sucharski był na żołdzie niemieckiego wywiadu, zapłaciłby za to, że tylu Niemców zginęło i na pewno nie dostałby szabli. Ponadto Niemcy mieliby pełne rozeznanie w systemie obrony Westerplatte, a takiej wiedzy z ich strony nie było. Natomiast zgadzam się z tym, że Sucharski współpracował z polskim Oddziałem II Sztabu Gen., natomiast sugestie typu „nie tylko” są zwykłym pomówieniem...
Nerwowość ostatnich dni sierpnia wywoływała napięcie psychiczne, co stwarzało także przesłanki do obaw o niepotrzebny incydent, który mógł być wykorzystany przez niemiecką propagandę jako dowód polskich agresywnych zapędów. Obawy tego typu wykazywały najwyższe szczeble wojskowe, dlatego nie byłoby dziwne, gdyby takie miał i Sucharski. A może nawet dostał od Sobocińskiego zadanie: „Heniek, nie daj się zaskoczyć i nie daj się sprowokować”? Westerplatte było newralgicznym miejscem. Możliwe, że Major dlatego podjął takie a nie inne środki (nawet kosztem osłabienia systemu obrony), by ryzyko wystąpienia nieprzewidzianego zdarzenia zminimalizować. Sensacyjny wyjazd w ostatnich dniach sierpnia do Jastrzębiej Góry mógł nie być sensacyjny, lecz np. męski. Jeśli tak było (w co wątpię), to w świetle niedalekiej przyszłości świadczyłoby to o Sucharskim jako o człowieku bardzo przewidującym.
Po wojnie tysiące żołnierzy zdecydowały się pozostać na obczyźnie, nie przekonuje zatem sugestia, jakoby „nie tylko współpraca z polską dwójką” była powodem podobnej decyzji Majora. Ponadto jako domniemany agent nie zabiegałby o służbę w Korpusie gen. Andersa. Co jak co, ale tam agentów obu opcji wyłapywano szybko. Natomiast najciekawszym faktem przytoczonym w artykule jest ów przypadkowy strzał na pozycjach niemieckich – oznaczać to może, że pierwszy strzał padł jednak na Westerplatte.
Kilka lat po wojnie por. J. Iżycki zapisał: „Wciąż marzył o powrocie do kraju. Gdy wrócę, opiszę to wszystko w »Bellonie«, powtarzał, uważając to za swój obowiązek żołnierski. Często wspominał swych podwładnych, mówił o żywych i poległych, znał dobrze każdego ze swych żołnierzy”. Ciekawym agentem musiałby być ten Sucharski!

7. Dowodzenie i odpowiedzialność
Zorganizowany pododdział wojska jest jak żywy organizm, gdyż żołnierz od żołnierza jest zależny i jak organ w organizmie, tak jeden z elementów w pododdziale może zaszwankować. Aby zminimalizować tego skutki, wprowadza się zastępców, uczy się np. drugich specjalności, itp. Kpt. Dąbrowski był zastępcą mjr. Sucharskiego i dlatego nie było nic dziwnego i szczególnego w tym, że w okresie niedyspozycji zdrowotnych Majora kontynuował dowodzenie.
Nikt do tej pory nie zwrócił uwagi na kwestię zakresu obowiązków kpt. Dąbrowskiego. Dlaczego? Bo może się okazać, że z punktu widzenia kompetencji, na Westerplatte nic szczególnego nie zaszło. Chyba że to, iż kpt. Dąbrowski wzorowo wykonywał swoje obowiązki zastępcy dowódcy Składnicy. Jeden z biografów Kapitana napisał: „Do najważniejszych obowiązków kpt. Dąbrowskiego, specjalisty od broni maszynowej, należało szkolenie żołnierzy Składnicy z zakresu ochrony obiektów na zamkniętym terenie placówki. Poza tym przeprowadzał odprawy z dowódcami wart, zaznajamiał patrole i roty oficerskie z obiektami oraz rejonami obserwacji i podsłuchu. Dowódcą oddziału wartowniczego i zastępcą komendanta Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte był od grudnia 1937 do 7 września 1939”.
To kto miał bezpośrednio dowodzić: dowódca Składnicy czy dowódca pododdziału? Odpowiedź jest jedna – dowódca pododdziału. Bulwersujące opowieści o kilku tajemniczo pochowanych żołnierzach (rozstrzelanie, samosąd?), wymagają oczywiście wyjaśnienia. Niektórzy uważają, że owi żołnierze zginęli w wyniku działań wojennych. Inni sądzą, że to efekt dyscyplinowania żołnierzy. Jednak gdyby tak było, to te ofiary nie miałyby bezpośredniego związku z Sucharskim. Dlaczego więc w krytyce Sucharskiego eksponuje się ten problem ?
Mało kto wie, że na Westerplatte zorganizowano miejsce odosobnienia dla osób, które psychicznie nie wytrzymały nawałnicy ognia, byli to tzw. zszokowani. Raczej wątpliwe jest, by tajemnicze ofiary były ludźmi, którzy zostali rozstrzelani. Do tej pory nikt nie wymienia nazwisk zszokowanych i bardzo dobrze, bo czyż nie mógł mieć kryzysu psychicznego człowiek przywalony murem czy odrzucony siłą jakiejś eksplozji? Stworzenie takiej psychiatrycznej separatki dobrze świadczy o dowództwie obrony i o lekarzu.
Gdyby nawet przyjąć, że oponenci mają rację, to i tak eksponowanie Dąbrowskiego jako absolutnego dowódcę obrony mija się z prawdą. Opisując wydarzenie z godzin wieczornych 2 września nie wspomina się, lub robi to marginalnie, że Sucharski bezpośrednio dowodził 1, 2 (bez godzin nocnych?), 6 i 7 września. Czyli połowa czasu obrony bezwzględnie przynależy do Sucharskiego. A jeśli przytoczymy odprawy rozliczeniowe, to ten okres jeszcze się wydłuży. Zakres odpowiedzialności ma również znaczenie przy stylu wykonywania zadań. Inaczej się dowodzi, ponosząc jednoosobową odpowiedzialność, a inaczej gdy takowej odpowiedzialności się nie ma. Sucharski nawet chory za Westerplatte odpowiadał. Kpt. Dąbrowski jako żołnierz miał tego pełną świadomość, może dlatego, co jest ciekawe, Dąbrowski nigdy nie wypowiadał się źle o Sucharskim.

Destrukcja
Zajadłość ataków na Sucharskiego jest niezrozumiała, gdyż do ich rozpoczęcia nikt nie kwestionował znaczącej roli Dąbrowskiego w obronie Westerplatte. Miłośnicy historii obu oficerów uważali za duet, dzięki któremu Westerplatte przeszło do historii. Racjonalne spojrzenie na te postacie potwierdza słuszność tej tezy. „Opluwanie” Sucharskiego niszczy wizerunek Westerplatte, wysuwane argumenty z nadinterpretacją faktów i nie zawsze przekonywające sugestie obracają się przeciw wszystkim obrońcom. A przez postronnych obserwatorów obrona ta zaczyna być postrzegana jako typowy polski chaos. A przecież to bzdura, twarda walka od 1 do 7 września temu przeczy. Jednak wskutek kolejnych „takich” sensacji ten heroiczny obraz zanika.
Dalsza eskalacja nagonki na Sucharskiego spowoduje odwrotne relacje w stosunku do Dąbrowskiego czy Kręgielskiego. Już wyciąga się PZPR-owskie argumenty, zacznie się grzebać w sprawach rodzinnych, eksponować (także z czasów obrony) typowe ludzkie odruchy i słabości. „Gnojenie” człowieka przychodzi łatwo, zwłaszcza gdy nie ma on siły się bronić. Wszystko to przyćmi jedno – WESTERPLATTE.
Myślę, że czas się zastanowić i uznać to, co było prawdą, Sucharski był dowódcą, a Dąbrowski zastępcą – bardzo dobrym zastępcą, wszyscy wypełniali swoje obowiązki. Inaczej zniszczy się WESTERPLATTE, chyba że o to chodzi.

Literatura
Tadeusz Gasztold, „ Za drutami” pismo polskich jeńców wojennych 1940–1942, Wyd. Muzeum Okręgowe, Koszalin 1980.
Mariusz Wójtowicz- Podhorski, Major Sucharski – zdrajca i tchórz?, „Odkrywca”, 2007, nr 9
(104).
Andrzej Drzycimski, Major Henryk Sucharski, Wyd. Ossolineum 1990.
Michał „Chudy” Bury, „Henryk Sucharski”; www.konflikty.pl
pl.wikipedia.org. „Henryk Sucharski
www.filipini.poznań.pl „Major Henryk Sucharski (1898–1946)
mateuszpl „Panie Majorze, Westerplatte jest znów polskie”
www.westerplatte.pl „Sucharski Henryk 1898–1946”
Andrzej Szutowicz, „Próba obrony Majora przez majora”, www.choszczno.biz
Józef Iżycki, W Oflagu II B. Wspomnienia, „Przekrój”, 1971, nr 1378.

Zdjęcia:
Stanisława Górnikiewicz, Andrzej Drzycimski, Wojna zaczęła się na Westerplatte, Wyd. KAW 1989.



1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Komentarze wyrażają poglądy ich autorów. Administrator serwisu nie odpowiada za treści w nich zawarte.
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002