Słownikowa polemika

Date:  04.06.2007
Section: Językoznawstwo
Dobry słownik poznaje się po tym, jak się zaczyna. Powinien być w nim wstęp, zawierający informacje o tym, co w nim zgromadzono, na jakiej zasadzie, w jaki sposób uporządkowano materiał. Tak jest w przypadku Polsko-kaszubskiego słownika nazw miejscowych i fizjograficznych („zielonej książki”), opracowanego przez zespół pod moją redakcją. Wyłożyliśmy tam wszystkie zasady, jakie nami kierowały.

W opublikowanym na tej stronie słowniku Dariusza Żuroch Czapiewskiego wstępu nie ma, nie wiadomo więc, na jakiej zasadzie autor podał takie, a nie inne formy. Można się tego jedynie domyślać. Co z tego wynika, o tym jeszcze niżej.

Nam przede wszystkim chodziło o standaryzację nazw kaszubskich. To podstawowa sprawa, jeśli mamy mówić o języku kaszubskim, a nie dialekcie czy zbiorze gwar kaszubskich (przypomnę tylko, że F. Lorentz naliczył ich 73 na początku XX wieku). Sądząc z kontaktów i rozmów z Kaszubami, to dla nich istotna kwestia. Nie można mówić o standaryzacji języka, a także powstaniu jego wariantu ogólnego, literackiego, jeśli ciągle każdy Kaszub będzie mówił, że liczy się tylko wersja językowa z jego wsi lub najbliższej okolicy. O ile nie będzie świadomości konieczności ujednolicenia, cały czas Kaszubi będą traktowani marginalnie, jak skansen, mimo nawet zapisów ustawowych, że kaszubszczyzna to język (ale jednak regionalny).

P. Dariusz Żuroch Czapiewski podaje często dwie formy nazwy, czasem trzy, a nawet cztery! Której zatem używać? Która miałaby się znaleźć na tablicach urzędowych? Na jakiej podstawie (językowej) ta wielość nazw? Jak ma się to do standaryzacji kaszubszczyzny?
Tu oczywiście można by zadać pytanie, jak sami Kaszubi widzą standaryzację kaszubszczyzny. Uważam, że na tej stronie internetowej mogłaby nastąpić wymiana poglądów w takiej sprawie.

Wracając do słownika, należy wskazać źródła, z których się czerpało zapisy lub na ich podstawie tworzyło nowe. Dlatego w naszym przypadku bibliografia liczy 33 pozycje, wydane współcześnie, ale wyzyskujące różne słowniki i opracowania dawniejsze. Stąd podając lub tworząc formy kaszubskie, braliśmy pod uwagę historyczne zapisy.

Inaczej jest w przypadku słownika p. Dariusza Żuroch Czapiewskiego. Autor podaje przede wszystkim źródła dawniejsze, nowsze wręcz pomija. Jego dobór literatury jest bardzo wybiórczy, wręcz pobieżny. Dlaczego wykorzystał tylko jeden tom z podstawowej dla pomorskiej onomastyki serii „Pomorskich Monografii Toponomastycznych”? A fakt pomijania opracowań współczesnych ma sugerować, że autor nie bierze pod uwagę zmian językowych, które nastąpiły w ostatnim stuleciu i dzieją się nadal? Czy chodzi mu o to, aby kaszubszczyzna była skostniałym tworem? Czy nie powinna być mową żywą? Czy Polacy mówią językiem z epoki Jana Kochanowskiego?

Kolejna kwestia przy tego typu opracowaniach, to stopień ich wiarygodności, rzetelności naukowej. Dlatego pracowaliśmy w pięcioosobowym zespole, skupiającym osoby zajmujące się naukowo polonistyką i kaszubistyką, dialektologią, onomastyką, mające doświadczenie w redagowaniu słowników. Czy p. Dariusz Żuroch Czapiewski też dysponuje takimi możliwościami?

Aby jeszcze bardziej uwiarygodnić opracowania naukowe, prosi się o opinię recenzenta z zewnątrz. Tak też było w naszym przypadku. Uwagi recenzentki zostały wzięte pod uwagę i większość z nich znalazła odbicie w słowniku.

Przechodząc do konkretnych przykładów, chciałbym zwrócić uwagę na sytuację, kiedy miejscowość na Kaszubach nie miała kaszubskiej, historycznej nazwy. Zazwyczaj dotyczyło to okolic na obrzeżach regionu. W takiej sytuacji konieczne było stworzenie formy kaszubskiej od polskiej, funkcjonującej zwykle od 1945 roku. Oczywiście robiliśmy to, biorąc pod uwagę procesy językowe, zachodzące w nazwach kaszubskich.
Natomiast w słowniku p. Dariusza Żuroch Czapiewskiego spotykamy sytuacje niedopuszczalne, wręcz kuriozalne. Dotyczą one głównie miejscowości z powiatu słupskiego, ale nie tylko. Chodzi o takie formy kaszubskie, które autor wywodzi z nazw niemieckich! Np.: Będogoszcz to Karólewò, bo wcześniej był niemiecki Karlshof; Dzierżlin [poprawnie Dzierzlin] to Filipzdôl, niem. Philippsthal! Takich przykładów można podać dziesiątki. Autor zaznacza przy tym, że to nazwy „nie potwierdzone źródłowo, ale prawdopodobne”! To świadczy jedynie o nieznajomości autora na temat historii regionu.

Otóż w wieku XVIII, a zwłaszcza XIX powstawały na Pomorzu (wówczas niemieckim) nowe folwarki, osady, co wiązało się z regulacją gruntów i parcelacją wielkich majątków. Te nowe, niewielkie miejscowości otrzymywały wówczas nazwy, oczywiści niemieckie. I nie ma mowy, że w odniesieniu do nich nazwy pierwotne kaszubskie są „prawdopodobne”. Po 1945 roku nazwy niemieckie zostały zastąpione polskimi. Dlatego obecnie można było jedynie (jak my) kaszubić nazwy polskie, a nie – niemieckie (jak p. Dariusz Żuroch Czapiewski), np. Bobrowniki to Béwersdorp, wcześniej niem. Bewersdorf.

Ponadto p. Dariusz Żuroch Czapiewski niepotrzebnie tworzy – na szczęście nieczęsto – hybrydy nazewnicze, czyli połączenie elementów dwóch języków, np. Mokrzyca to Wësokô Hôga, niem. Hohenhagen; Słomczyno to Herińgòwò, niem. Heringshof.
Nota bene: w żadnym słowniku kaszubskim nie ma słowa hôga.

We wstępie do naszego słownika zastrzegaliśmy, że to niepełny jeszcze zbiór nazw i że przy ewentualnej kolejnej edycji zostanie dopełniony. Niestety, presję wywierał na nas czas, stąd pod uwagę wzięliśmy wtedy nazwy miejscowości o statusie co najmniej sołeckim (choć i tu znalazły się – niestety – przypadkowe pominięcia). Ponadto, ponieważ tworzyliśmy słownik w określonym czasie, braliśmy pod uwagę nazwy miejscowości istniejących, sporadycznie jedynie podając nazwy miejscowości dziś nieistniejących (przynajmniej formalnie, administracyjnie). P. Dariusz Żuroch Czapiewski podaje nazwy jak leci, nie zważając, do czego to potrzebne, czy ma to wymiar praktyczny. Skoro niektóre nazwy „wyszły z użycia ludu”, jak zaznacza autor, to po co je podawać? Nasz słownik jest współczesny, a nie historyczny, choć do historii językowej się odwołuje.

Jeden z uczestników dyskusji na tej stronie pyta: „A co jest złego w tej zielonej książce, którą kupiłem?” No właśnie. Prosiłbym o konkrety, ani tylko sformułowanie – jak u p. Dariusza Żuroch Czapiewskiego – że jego formy są lepsze.

Mam świadomość niedoskonałości naszego słownika, dlatego będę wdzięczny za wszelkie merytoryczne uwagi, aby kolejna edycja zadowoliła także malkontentów.
This article comes from Nasze Kaszuby
http://naszekaszuby.pl

The URL for this article is:
http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=197

Copyright (c) 2017 by Nasze Kaszuby