Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - "Pomerania" 2/2007
Losowe zdjęcie
Kębłowo
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : "Pomerania" 2/2007
Wysłane przez: sgeppert dnia 28.1.2007 22:32:30 (2990 odsłon)

Pomerania 02/2007O gatunkach obcych mówi się coraz głośniej, jednak problem ten dociera do świadomości społecznej wolno i zbyt późno. Gdyby nie determinacja Stanów Zjednoczonych na polu prewencji przed ich przenikaniem do siedlisk w Ameryce Północnej oraz próby zwalczania ich inwazyjnego rozwoju w nowych miejscach bytowania, większość rządów na świecie prawdopodobnie długo by jeszcze zjawiska tego starała się nie zauważać. To, co dotychczas pozostawało w kręgu zainteresowań nielicznych naukowców, także europejskich – w tym polskich, stanęło w centrum uwagi państw i globalnego rynku. Bo jakże tu być obojętnym wobec zjawiska, które każdego roku przynosi amerykańskiej gospodarce około 140 miliardów dolarów strat? Tego już ekonomiści nie mogli nie dostrzec.
Nowy, lutowy numer „Pomeranii” ukaże się 2 lutego br.



Pomerania - miesięcznik wydawany przez Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Redakcja: 80-837 Gdańsk, ul. Straganiarska 21-22, tel. 058 3012731, e-mail red.pomerania@wp.pl



2. Listy

5. Krzysztof E. Skóra, Obce w naszym morzu
O gatunkach obcych mówi się coraz głośniej, jednak problem ten dociera do świadomości społecznej wolno i zbyt późno. Gdyby nie determinacja Stanów Zjednoczonych na polu prewencji przed ich przenikaniem do siedlisk w Ameryce Północnej oraz próby zwalczania ich inwazyjnego rozwoju w nowych miejscach bytowania, większość rządów na świecie prawdopodobnie długo by jeszcze zjawiska tego starała się nie zauważać. To, co dotychczas pozostawało w kręgu zainteresowań nielicznych naukowców, także europejskich – w tym polskich, stanęło w centrum uwagi państw i globalnego rynku. Bo jakże tu być obojętnym wobec zjawiska, które każdego roku przynosi amerykańskiej gospodarce około 140 miliardów dolarów strat? Tego już ekonomiści nie mogli nie dostrzec. (więcej w „Pomeranii”)

9. Tomasz Żuroch-Piechowski, Papuasi na Wiejskiej? (felieton)
Prasa uprzejmie doniosła, że Ruch Autonomii Śląska pomaga znaleźć zatrudnienie dla górników (śląskich rzecz jasna) w Hiszpanii. Dokładniej rzecz biorąc w Kraju Basków. Skoro było doniesienie, musiałem wdrożyć dziennikarskie śledztwo. Prześledziłem więc komentarze internautów, które bywają niezłym odzwierciedleniem stanu umysłowego Narodu. I cóż Naród wymyślił? RAŚ + Kraj Basków = ETA na Śląsku. To nieskomplikowane działanie matematyczne przemiawia do wyobraźni, będąc jednakże dowodem, że Naród słabuje na umyśle, może dlatego, że zima latoś łagodna i mikroby trzymają się mocno. Górnicy nie od dziś mają dostęp do dynamitu, ale jakoś nie słychać, by zamierzali wysadzać za śląską gramatykę. Dlaczego więc po nowym roku mieliby wysadzać za gramatykę baskijską? (więcej w „Pomeranii”)

10. Krzysztof Szczepanik, Aivars Lembergs – nadbałtycki szejk
Wśród wielu miast łotewskich korzystnie wyróżnia się Windawa (po łotewsku Ventspils). I nie chodzi tu wcale o historyczne reminiscencje – do roku 1795 wchodziła ona w skład państwa polsko-litewskiego. Dla miejscowych jest jednak oczywiste, że wygląd zabytkowego rynku, konkurujący nawet z dostojną Rygą, to przede wszystkim oznaka bogactwa jakie przynosi... nafta. Wszak od lat 60. właśnie w tym mieście znajduje się końcówka wielkiego, biegnącego z rosyjskich złóż, rurociągu. W czasach komunizmu Windawa była czołowym portem przeładunkowym radzieckiej ropy na Morzu Bałtyckim.
Od roku 1988 merem miasta jest Aivars Lembergs, który dwa lata później został jednym z sygnatariuszy aktu niepodległości Łotwy. Obecnie zalicza się go do grona najbogatszych (a może nawet jest najbogatszym) obywateli kraju. Swoją pozycję zawdzięcza terminalowi naftowemu Ventspils Nafta i choć formalnie do Lembergsa on nie należy, to powszechnie uważa się, że jest jego firmą. (więcej w „Pomeranii”)

12. Andrzej Mróz, Remonty za co łaska
Tysiąc stu wiernych z gminy Suchy Dąb nie mogło patrzeć na niszczejące, a przecież zabytkowe, kościoły: parafialny w Koźlinach, pw. Matki Boskiej Różańcowej, oraz filialny w Krzywym Kole (oba z XIV wieku). Postanowili więc zebrali fundusze na niezbędne remonty. Pieniądze dołożyły również gmina i samorząd wojewódzki. Zbiórka na modernizacje kościołów trwała blisko siedem lat. Parafianie z Krzywego Koła zebrali na „swoją” świątynię 40 tys. zł, 50 tys. zł dołożył samorząd wojewódzki, a gmina – 14 tys. zł. W Koźlinach wierni zgromadzili ponad 32 tys. zł, większość w ciągu ostatniego roku. Czy władze samorządowe dołożą się ponownie? – jeszcze nie wiadomo. (więcej w „Pomeranii”)

13. Andrzej Grzyb, Pamiętaj... przyszłość (felieton)
Pamiętaj... przyszłość, po drugie przyszłość, po trzecie też. Żyjemy, kontrolujemy (stwierdzenie może przesadne) swój czas teraźniejszy, ale to tylko mgnienie oka, które natychmiast przechodzi do historii. Zatem istotą naszego zainteresowania, w sensie nie tylko powszednim, winna być przyszłość.
Egoistycznie mówimy, że pracujemy dla własnej i naszych dzieci przyszłości. Skrycie liczymy na jak najszybsze spełnienie marzeń. Twierdzimy, że mamy szczęście, nie doceniając w dążeniu do niego własnych zasług. Los, przypadek, zbieg okoliczności nie są bez znaczenia, lwia część szczęścia jest jednak naszym dziełem. Wyobrażamy sobie, marzymy, planujemy też zbiorowo. Przeważnie w oparciu o prawdziwe i prawdopodobne przesłanki. Tworzymy projekty, strategie wytyczające przyszłość naszą, naszych rodzin, gmin, powiatów, województw, państwa. (więcej w „Pomeranii”)

14. Grzegorz Gola, Żuławski strój ludowy
Dlaczego sąsiadujące z Żuławami regiony – Kaszuby i Kociewie – kipią bogactwem folkloru, a one same, do niedawna przecież znacznie od nich bogatsze, pozostają w uśpieniu? Czy spowodowane jest to wyłącznie gorzkimi dziejami tej, niegdyś mlekiem i miodem płynącej, krainy? Obecni mieszkańcy Żuław w znacznej mierze urodzili się tu po ostatniej wojnie światowej albo przybyli z innych ziem Rzeczypospolitej. Nie byli zatem w stanie wytworzyć własnej ludowej tradycji. Gdybyśmy jednak sięgnęli do wcześniejszych okresów historii, to odnalezienie śladów lokalnego folkloru także byłoby niezwykle trudne. A może po prostu żuławscy chłopi byli tak bogaci, że stać ich było na zakup świątecznego ubioru na targu w Gdańsku? Czyżby ich żony, zamiast w długie zimowe wieczory zajmować się haftowaniem paradnych koszul i niedzielnych chust, miały czas wyłącznie na doglądanie licznego dobytku i służby? Z kolei mennonici, zgodnie z nakazami swojej surowej religii, ubierali się raczej skromnie, szaro, a nawet ponuro. (więcej w „Pomeranii”)

17. Marek Adamkowicz, Uchwały, wystawy, codzienna praca (wywiad z posłem Kazimierzem Kleiną)

18. Jacek Kotlica, Człowiek twórczego dialogu
Lecha Bądkowskiego znałem początkowo tylko z łamów wybrzeżowej prasy. Po Październiku '56 stał się on postacią popularną, zarówno jako pisarz, publicysta, jak i prezes gdańskich literatów. W tamtych, moich licealnych, czasach pomorskie gazety czytałem regularnie. Najchętniej dodatki kulturalne „Rejsy” i „Dziewiąta fala”, podejmowałem też pierwsze próby poetyckie.
W 1964 roku rozpocząłem pracę w oddziale „Słowa Powszechnego” przy ul. Mariackiej w Gdańsku. Mieścił się tu Klub Dyskusyjny, w miarę niezależny, kierowany przez dr. Jerzego Godlewskiego (późniejszego profesora Uniwersytetu Gdańskiego), w którym sekretarzowałem. Lech Bądkowski zaszczycał niektóre spotkania, wykazując podczas nich temperament polemisty. Tak nawiązała się nasza znajomość, a później długoletnia przyjaźń i współpraca w Związku Literatów Polskich. (więcej w „Pomeranii”)

19. Iwona Joć, Powrót do pałacu
Lata 90. XX wieku. W ogrodzie domu opieki w Georgetown w Teksasie siedzi starsze małżeństwo. Jest już ciepło. Kwitną róże, a bezchmurne niebo co rusz przecinają klucze lecących żurawi. Albrecht Ernst i Dorothea Elmenhorst Loescherowie spoglądają w górę. Na ich twarzach pojawiają się słodkie, rozmarzone uśmiechy. Wywołują je wspomnienia z innego miejsca... Zapytani, czy kiedykolwiek raz jeszcze chcieliby zobaczyć Sterbienin (Starbienino), odpowiadają: „Nie”. Nie chcą, żeby cokolwiek zakłóciło pamięć o rodzinnej ziemi i czasach, które były najlepszymi w ich życiu. Obawiają się, że w tamtych stronach nie ma już owego magicznego uroku pól i ciągnących się aż do morza lasów. Taka wizyta przywołałaby również wspomnienia okrutnych dni, kiedy w spokojny, bezpieczny, zdawać by się mogło, świat wdarła się wojna.
Albrecht zmarł w maju 1997 roku, dwa tygodnie po śmierci swojego najstarszego syna, Wolfganga. Jego żona odeszła dwa lata później. (więcej w „Pomeranii”)

25. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Generacëje zrzeszonëch (felieton)
Do obszernej książki prof. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego pt. „Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (1956-2006)” wracam wielokrotnie. Z pewnością będzie tak jeszcze długo. Podobnie jak z obrazami z jubileuszowego zjazdu Zrzeszenia, który 2 grudnia ubiegłego roku odbył się w Gdańsku.
Dlaczego? Może dlatego, że przez trzydzieści lat swojego dorosłego życia w Słupsku sekundowałem tej, coraz bardziej uznawanej za swoją, organizacji, że był to czas hartowania własnego charakteru. Także z tego powodu, że jako dziennikarz bezwzględnie egzekwowałem u zwierzchników prawo do wyrażania na prasowych łamach woli publicznego „powrotu” wielu słupszczan do kaszubsko-pomorskich korzeni i pisania o ziemi słupskiej jako – dawniej i dziś – linii frontu w walce o zachowanie szczepowej tożsamości. Wątpiących w owo „dziś” odsyłamy częstokroć chociażby do decyzji słupskich urzędników od „spraw wewnętrznych”, z 1976 r., o odmowie zarejestrowania w mieście oddziału ZKP. By skruszeli, potrzeba było czterech lat. (więcej w „Pomeranii”)

26. Marek Adamkowicz, Spokój fotografa
Na biurku dwa duraleksowe kubki. Na razie puste, ale coraz głośniejsze bulgotanie wody w czajniku zdradza, że niedługo wypełnią się herbatą. Wtedy przyjdzie pora na rozmowę. Przez tę krótką chwilę, która dzieli mnie od wywiadu z Grzegorzem Cwalińskim, dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury w Przywidzu, próbuję dowiedzieć się czegoś z gazet. Nadaremno. Są po francusku, a poza tym wykorzystane zostały jako… tapety. Gospodarz placówki wykleił nimi jedną ze ścian pomieszczenia, w którym urzęduje. Ekstrawagancja? Raczej godna pozazdroszczenia oryginalność. Poszczególne szpalty zachodzą na siebie, nie sposób objąć całość tekstu. Jedynie zdjęcia sugerują, że napisano w nich o sprawach wielkiego świata; wybory w Mołdawii obok kolejnego kryzysu w Libanie. Wobec dziejących się gdzieś daleko wydarzeń Grzegorz zachowuje zdrowy dystans:
– Herbata ma być z sokiem? – pyta sięgając po czajnik. (więcej w „Pomeranii”)

28. Katarzyna Rode, O tabace na Kaszubach i Kociewiu
Pod koniec 2006 roku ukazała się książka Jerzego Zająca i Edwarda Zimmermanna „Tabaka na Kaszubach i Kociewiu”. Ta niezwykle starannie wydana praca (twarda okładka, 180 stron, w atrakcyjnej szacie graficznej, ponad sto zdjęć) podzielona została na część opisową i albumową. Jej ukazanie się jest – jak dowiadujemy się we wstępie – efektem wieloletnich zainteresowań autorów kulturą ludową Kaszub i Kociewia. Mimo dużej popularności, zwłaszcza w tym pierwszym regionie, zwyczaj zażywania tabaki nie doczekał się dotychczas żadnego wydawnictwa książkowego czy albumowego.
Publikacja nie jest opracowaniem naukowym, choć przy pisaniu takowego może być bardzo użyteczna, a rodzajem gawędy, atrakcyjnie podanym zapisem przygody J. Zająca i E. Zimmermanna z tabacznym tematem, przyczynkiem do lepszego poznania tajników rodzimego obyczaju. (więcej w „Pomeranii”)

30. Kazimierz Ostrowski, Siły na zamiary (felieton)
Nietrudno zauważyć, że w powodzi informacji, którymi każdego dnia zalewają nas media, ogromną przewagę mają wiadomości złe, przygnębiające rewelacje o politycznych szwindlach, złodziejskich aferach i moralnych skandalach. Tym bardziej dostrzegać trzeba i cenić fakty z przeciwnego bieguna, które świadczą, że mimo wszystko w naszym otoczeniu dzieje się coś dobrego. Warto o nich mówić, warto pokazać pozytywne przykłady działania, służącego przede wszystkim lokalnej społeczności. W takich kategoriach można traktować korzystne zmiany, dokonujące się od kilku lat w Chojnicach za sprawą samorządu. Ostatnim osiągnięciem, którym słusznie chlubią się władze miasta, jest nowa biblioteka publiczna. Nowa, choć w starym budynku. (więcej w „Pomeranii”)

31. Robert Krzywdziński, Nowe odkrycia średniowiecznych fortyfikacji miejskich Tczewa
W sierpniu 2006 roku Muzeum Archeologiczne w Gdańsku na zlecenie Urzędu Miejskiego w Tczewie (Wydział Architektury i Rozwoju Miasta) przeprowadziło badania archeologiczne u zbiegu ulic Chopina i Wodna. Do około 1997 roku w miejscu tym znajdowały się budynki mieszkalne, które wyburzono, zamieniając następnie teren w plac parkingowy. Wykop badawczy został założony przy zachodnim końcu zachowanego odcinka murów obronnych przy ul. Wodnej.
Podstawowym celem wykopalisk było odsłonięcie ewentualnych pozostałości Bramy Wodnej (zwanej także Malborską lub Czyżykowską), a także baszty zlokalizowanej po jej wschodniej stronie oraz odcinka muru łączącego oba te obiekty. Niestety, bramy nie udało się odsłonić, ponieważ jej ewentualne relikty znajdują się pod jezdnią ul. Chopina, najprawdopodobniej na wysokości wykopu. Powodzeniem natomiast zakończyły się poszukiwania baszty, częściowym zaś sukcesem – muru. (więcej w „Pomeranii”)

38. Bogdan K. Bieliński, Kamińskich było wielu!
Nazwisko Kamiński należy do najczęściej występujących w Polsce. Na początku tego wieku noszących je osób było 94 499, a to oznacza, że pod względem popularności plasowało się ono na szóstym miejscu. Fakt ten bynajmniej nie ułatwia poszukiwania rodzinnych powiązań. Przeciwnie. Mniej dociekliwych, a żądnych wykazania znaczenia swych przodków, może skłaniać do zaliczania niektórych postaci w poczet familii na podstawie samego nazwiska.
Ród Kamińskich w odniesieniu do mojej genealogii to pięć pokoleń począwszy od Mateusza (1752-1824) i jego zstępnych: Jana (1791-1867), Józefa (1815-1895), Franciszka (1842-1921) oraz Bronisławy (1872-1949), która wyszła za mąż za Pawła Tollika. Powyższy wywód ogranicza się do linii prostej, zanikłej po wybraniu przez Mieczysława – jedynego potomka Franciszka – stanu kapłańskiego. Warto jednak zaznaczyć, że wstępni Bronisławy posiadali liczne, w tym męskie, rodzeństwo. Zapewnia ono rodowi jego dalsze trwanie. (więcej w „Pomeranii”)

42. Marek Adamkowicz, Droga do Kahlbude
Pod płozą zgrzytnęło. Krótko, ostro, mrowiąc nieprzyjemnie plecy. Edwin przestraszył się i odruchowo spuścił nogi na ziemię. Sankami szarpnęło raz i drugi, stanęły w poprzek trasy. Ogarnęła go wściekłość. Po co hamował? Do końca stoku pozostał wprawdzie jeszcze spory kawałek, jednak nie na tyle długi, by rozpędzić się i dostatecznie dobrze odbić od muldy na dole.
Przez chwilę zastanawiał się, co robić. Nadal miał ochotę zjeżdżać, ale zaczynało już zmierzchać i czuł, że wychodzi z niego zmęczenie. To dzisiejsze i to wczorajszego popołudnia, które spędził na przygotowywaniu toru. Wytyczał trasę, odgarniał śnieg, profilował skocznię. Musiała gwarantować emocje, więc zrobił ją całkiem niemałą. Kiedy z niej wylatywał, serce podchodziło do gardła. Przy lądowaniu, żeby go nie zgubić, z całej siły zaciskał zęby. „Na dzisiaj wystarczy” – postanowił. Zobaczy tylko na co najechał i pójdzie do domu. (więcej w „Pomeranii”)

46. Maria Roszak, Żabie skweresy
Był raz se taki walny żabón, najwalniajszy i najmódrzajszy zéz wszytkich żabów. Mnieszkał se wéw starym gloku co ktoś wywaljił zamniast na śmnieci, to wéw biszong. No i tan żabón se tamoj żył, a insze żaby przytelepywali sia do niego po porada, jak nié wiedzieli, co robjić. Bo on taki móndry był.
Żaby przychodzili zéz różniastymi krantami-wantami. Jedan raz taka mała zielona żabka przyskikała i gada (bo żaby gadajóm ino my myślim że óni tak rechoczóm béz ładu i składu):
– Żabónie! Poradź mnia. Żem je uczulona na koćmugi! Co koćmuga glugna, to wysypka mam. Co robjić? (więcej w „Pomeranii”)

47. Branko Radičević, Na noclégù kòl Smiészka Smiészica (tłum. Hana Makùrôt)
Pòsmùtniałi wùja Smiészk rôcził swòjich bratinków na noclég.
– Wzerôjta – rzecze – héne tam je mòja chëcz!
Trzeji bracynowie zaczãlë sã wëszczerzac:
– Smiésznô chëcz!
– Co to mô znaczëc, że wa gôdôta: òna je smiésznô? Kò doch nicht jiny sã nie wëszczérzô, czej jã widzy! – rzecze ùja.
Chëcz nie szlachòwa za jinyma chëczama. Dak na zemie, fùndameńt pòd błónama, dwiérze w placu òknów, w môl szczërza-wachtôrza òwca bleczi, trus jakno jistny remijôsz przenëkiwô czipczi pò pòdwòrzim, stółczi – równo jak sadniesz, zwrócysz sã na zemiã, grôpczi – równo jak naléwôsz wòdã, rozléwôsz jã na pòdłogã. A ta pòdłoga – nie je pòdłogą. Wszëtkò to leno skórczi òd arbùzów, wic czedë sadniesz, spùrgniesz sã na slôdkù hejnë le do kòmina, i przez kòmin, całi ùczapóny kòtlëną, chlapniesz w wòdã do stëdnië, skądka pòwrózkã wëcygnie cã wùja Smiészkò. (więcej w „Pomeranii”)

48. Lektury

52. Klëka

58. Kow., Informator regionalny

60. Rómk Drzeżdżónk, Achjowanié (felieton)
Nen dokôz nie mdze napisóny, jakbë chto mërkôł pò titlu, pò żëdowskù, arabskù ani w niżódnym jinszim, dlô naju dzywnym, jãzëkù, leno pò kaszëbskù. Nie mdze to téż tekst ò kaszëbsczim pòchòdzenim, jak bë mògło sã w drëdżim akapice wëdawac, jednégò z bôjkòwëch bòhatérów. Téż nick w nim nie nalézeta dlô dzôtków. Tak pò prôwdze mdą to słowa ò nas samëch.
Czë pamiãtôce Krecyka, negò fejnégò zwiérzôka z czesczi dobranocczi dlô dzecy? A wdarzëce so cëż òn wcyg pòwtôrzôł jak blós ze swégò kretowiszcza łepk na swiat wëstawił? Ach, jo! – to bëło jegò zawòłanié. Béł nen Krecyk baro swiatã zadzëwòwóny, czasã kąsyczk nim zasromóny, sztótama zôs znerwòwóny. Nick jinszégò nie rozmiôł, blós achjowac. Pôlc mù sã pòkôzało – Ach, jo!, autół wedle niegò przejechôł – Ach, jo!, mùcha na kwiôtk sadła – Ach, jo!, mësz do niegò na wrëje przëszła – Ach, jo! (więcej w „Pomeranii”)

Dołączone pliki: pomerania_0702.jpg 
Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002