Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - "Pomerania" 5/2007
Losowe zdjęcie
--04.09.12. Żuławka. Polowa msza św. w jezyku kaszubskim
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : "Pomerania" 5/2007
Wysłane przez: sgeppert dnia 30.4.2007 15:20:00 (2588 odsłon)

Pomerania 05/2007Listopadowa OliwaMajowy numer „Pomeranii” już wkrótce. A w nim... niespodzianka. Do każdego egzemplarza dołączona zostanie książeczka-sztuka 20-letniej Klaudii Rogowicz (Ślązaczki!) pt. „Listopadowa Oliwa” – o bitwie ze Szwedami w 1627 r. Publikacja wydana została w 380. rocznicę wydarzenia, a sfinansował ją Urząd Miasta Gdańsk. Dramat ten warto promować i, oczywiście, wystawiać. Tym bardziej, że do jubileuszu zostało jeszcze trochę czasu.




Pomerania - miesięcznik wydawany przez Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Redakcja: 80-837 Gdańsk, ul. Straganiarska 21-22, tel. 058 3012731, e-mail red.pomerania@wp.pl



Spis treści „Pomeranii” nr 5/2007

2. Listy
Gmina Luzino chce cokolwiek zmienić swój herb. Janusz Kowalski zakwestionował w „Pomeranii” (nr 3/2007, s. 3) to, że władze gminy zwróciły się w tej sprawie do ministerialnej, więc de facto warszawskiej, Komisji Heraldycznej.
W tym samym numerze „Pomeranii” odpowiedział J. Kowalskiemu Marek Adamkowicz, wychwalając wspomnianą Komisję Heraldyczną, będącą „gremium [które] – jak napisał – stanowią, bądź co bądź, naukowcy” i mówiąc, że powołanie tej komisji „nastąpiło w roku 2000, czyli... zdecydowanie za późno”. A dlatego za późno, bo wcześniej gminy samowolnie ustanawiały sobie herby będące „śmieciami w rodzaju uroczych landszafcików czy swoistych logo pokrewnych znakom towarowym”. M. Adamkowicz przywołał herby Krynicy Morskiej, Skórcza i Dragacza, więc gmin spoza Kaszub. Równocześnie nie podał, dlaczego heraldycy kaszubscy, o których pisał J. Kowalski (np. kaszubscy profesorowie historii z UG) mniej się nadają do zajmowania się herbami gmin kaszubskich niż ministerialni naukowcy warszawscy. (więcej w „Pomeranii”)

4. Iwona Joć, Moda w etnicznym klimacie
Charakterystyczna dla naszych czasów łatwość podróżowania oraz komunikowania się poprzez media umożliwia stykanie się z egzotycznymi kulturami, w tym z tradycyjnymi strojami różnych narodów i grup etnicznych. Często rodzą się z tego nietypowe inspiracje do ożywiania i wzbogacania dzisiejszych ubiorów europejskich motywami zaczerpniętymi ze sztuki ludowej krajów skandynawskich, bałkańskich, Ameryki Północnej i Południowej lub Dalekiego Wschodu, znajdują odzwierciedlenie w odzieży współczesnej. Moda etniczna w połączeniu z hippisowską stylistyką z lat 70. jest akceptowana zwłaszcza przez młodzież. Kojarzy się bowiem z duchem przygody, a dodatkowo urozmaicają ją niezwykłe kontrasty, takie jak romantyczny-sportowy, delikatny-intensywny, jasny-ciemny. Kolory ziemi i motywy dzikich zwierząt są tu pierwszoplanowe. Szkoda jednak, że patrząc daleko, nie zauważamy tego, co blisko nas. Chwalimy cudze, a nie znamy swojego...
Tymczasem pojawiająca się co rusz fascynacja rękodziełem artystycznym i romantyczna tęsknota do rustykalnej atmosfery oraz unikatowości stwarzają szanse na wylansowanie w ten sposób elementów kultury regionalnej, np. kaszubskiej czy kociewskiej, równie pięknych jak te z innych krajów, i zdobienie nimi odzieży. Niestety, w tej dziedzinie – mimo sprzyjających okazji – ciągle raczkujemy. W swoim nieco tradycyjnym patrzeniu na folklor, nie potrafimy utorować mu drogi do współczesności. (więcej w „Pomeranii”)

9. Tomasz Żuroch-Piechowski, Łże-Kaszuba (felieton)
„Marzec to nie najlepszy czas na świętowanie”, słyszałem gdy pojawił się pomysł uczczenia naszej obecności w źródłach historycznych, dziś obchodzony jako Dzień Jedności Kaszubów. Jednak i w tym roku aura po raz kolejny nie przeszkodziła kilku setkom Kaszubów, którzy w pochmurny dzień stanęli pod gdańskim Madisonem, gdzie odsłonięto tablicę upamiętniającą dawny Kaschubischer Markt, czyli Targ Kaszubski. Wzruszyłem się, gdy pośród nas ujrzałem posła Jacka Kurskiego. Natychmiast przypomniał mi się cytat z księgi Hioba o synach Bożych, którzy stanęli przez Panem, a „między nimi był i szatan”. Nie mam zamiaru demonizować postaci, której braki w wykształceniu historycznym budzić mogą co najwyżej uśmiech politowania. Biblijną analogię przywołałem jedynie po to, by zasygnalizować, że status owego gościa (?) był dla mnie równie nieokreślony, jak status upadłego anioła. Kurskiemu do anioła daleko, a pośród kaszubskie baranki mógł się zaplątać jedynie w wilczej skórze. (więcej w „Pomeranii”)

10. Jacek Borkowicz, Przymierze Kaszubów z Polską – odczytanie symbolu
Dux Cassubiae – Książę Kaszubski. Takim tytułem określa papież Grzegorz IX w swojej bulli, wystawionej 19 marca 1238 roku, dwóch nieżyjących już w owym czasie władców pomorskich: Bogusława I oraz jego syna Bogusława II. Dla historyków fakt ten ma znaczenie o tyle, że jest to pierwsze znane pojawienie się nazwy „Kaszuby” w piśmiennictwie. Jednak dla samych Kaszubów, którzy dzień 19 marca postanowili uczynić swoim świętem, tamto wydarzenie sprzed prawie 770 lat jest czymś więcej – jest symbolem. Oto głowa chrześcijańskiego universum, uznając tytuł książęcy władcy Cassubii, tym samym niejako potwierdza godność ludu, nad którym władca ten panuje. Papież robi to, wymieniając w oficjalnym łacińskim dokumencie krainę Kaszubów pod jej nazwą własną, jaką zapewne już wtedy sami Kaszubi określali na co dzień ziemię pomorską. Dzisiaj możemy powiedzieć, że lud o tak starej i szacownej metryce nie może być uznawany tylko za „materiał etnograficzny”. Stanowi on pełnoprawny składnik europejskiej wspólnoty kultur, dlatego też pamięć o tamtym odległym w czasie wydarzeniu przechowywana jest przez Kaszubów z pietyzmem, tak jak z troską przechowywane są przez ludzi w sile wieku ich świadectwa dojrzałości. (więcej w „Pomeranii”)


12. Andrzej Mróz, Siedem wieków Pszczółek
Mieszkańcy Pszczółek żyją nie byle jakim jubileuszem – siedemsetlecia pojawienia się wsi na kartach historii. Obchody rocznicy już się zaczęły i nabierają tempa.
Według przekazów ustnych wszystko miało się swój początek w oddalonym o ponad 70 kilometrów od Pszczółek... Pucku. Żył tam mnich, który bronił osadników przed morskimi rozbójnikami. Niestety, został przez nich porwany, ale na szczęście jego niewola nie trwała długo. Rozszalałe morze pochłonęło napastników i... ocaliło mnicha. Mniej sprzyjający okazał się los dla będących w tym czasie na morzu słowiańskich i pruskich rybaków. Fale wyrzuciły ich daleko od domów, w pobliżu ujścia Bielawki, rzeki przepływającej przez Pszczółki, gdzie przed wiekami sięgały wody Bałtyku. Miejsce to ochrzcili mianem Przyczółka. Po latach nazwa ta przekształciła się w „Pszczółek”, a następnie w „Pszczółki”. Bardziej precyzyjnie o początkach osady mówią źródła pisane – w cysterskich archiwach znaleźć można opis transakcji jakiej dokonano w 1307 roku z władcą Pomorza. Ówczesny Psolin powiększył dobra opackie, podobnie jak 69 wsi, które stały się własnością zakonu. Pierwszego sołtysa wybrano tam 28 lat później, już za krzyżackiego „zaboru”. (więcej w „Pomeranii”)

13. Anna Flisikowska, Franciszek Fenikowski wśród gdańskich literatów
Z różnego typu publikacji dotyczących Franciszka Fenikowskiego (1922-1982) wyrobić sobie można przybliżony obraz twórczości oraz zarys postaci tego pisarza. Wydaje się jednak, że mało znaną kartą w jego biografii jest działalność w Związku Literatów Polskich, a ściślej – w Oddziale Gdańskim tego związku. Wątek ów – choć nie obfituje w spektakularne wydarzenia – z pewnością może stanowić cenne uzupełnienie wizerunku twórcy.
Fenikowski przyjechał do Gdańska po ukończonych w marcu 1948 roku studiach w Uniwersytecie Poznańskim, by już od następnego miesiąca rozpocząć pracę w „Dzienniku Bałtyckim”. Kiedy w tym samym roku przyjmowany był do miejscowego oddziału ZLP jako „kandydat” (co oznaczało, że – choć debiut pisarski miał już za sobą – nie spełniał jeszcze wszystkich warunków koniecznych do stania się pełnoprawnym członkiem organizacji), był już laureatem I nagrody w Konkursie Ligii Morskiej za zbiór wierszy o tematyce marynistycznej (w 1946 r.) oraz autorem wydanego (również w 1946 r.) wspólnie z Leszkiem Golińskim tomiku „Odra szumi po polsku”. (więcej w „Pomeranii”)

17. Roman Landowski, Recenzent moich książek
Na wstępie wspomnieć muszę o organizowanych w latach 60. i 70. – w ramach Dni Kultury, Książki i Prasy – majowych kiermaszach książki, dzięki którym czytelnicy w różnych miastach mogli spotkać się, poznać i porozmawiać ze swoimi ulubionymi autorami. W Tczewie kilkakrotnie przebywali najbardziej znani pisarze gdańscy, m.in. Bolesław Fac, Franciszek Fenikowski, Stanisława Fleszarowa-Muskat, Zbigniew Jankowski, Augustyn Necel, Andrzej Perepeczko, Jan Piepka, Kazimierz Radowicz, Zbigniew Szymański, Andrzej Twerdochlib i, oczywście, Lech Bądkowski.
Bądkowski był w Tczewie na pewno w roku 1974 i 1975. Pamiątką po jego obecności na kiermaszu jest w mojej bibliotece powieść „Połów nadziei”, której drugie, jeszcze ciepłe, wydanie leżało na stolikach wystawców. W egzemplarzu tym znajduje się skreślona ręką autora dedykacja: „Romanowi Landowskiemu, z życzeniami powodzenia w pisaniu legend kociewskich – Lech Bądkowski. Tczew. 5.5.1974”. (więcej w „Pomeranii”)

20. Łukasz Grzędzicki, Po warsztatach Remusowa Kara 2007
Od 22 do 25 marca w Wieżycy odbywały się Warsztaty Regionalne „Remusowa Kara 2007”. Są one kontynuacją zainicjowanego w minionym roku przedsięwzięcia, mającego na celu rozbudzenie zainteresowania młodzieży językiem, kulturą i programem kaszubskiego ruchu etniczno-regionalnego. Zgodnie z założeniami, osoby biorące w nich udział miały otrzymać możliwość poznania i zgłębienia, wspólnie ze swoimi rówieśnikami, specyfiki Kaszub oraz wymiany poglądów na temat kierunków przemian zachodzących w tym regionie. W wieżyckich warsztatach udział wzięło 30 uczniów szkół średnich i studentów, którzy wyłonieni zostali w drodze kwalifikacji. Przy doborze uczestników warsztatów pod uwagę brano ich dotychczasową aktywność społeczną. (więcej w „Pomeranii”)

21. Kow., Spływ Remusa
XXII Kaszubski Spływ Kajakowy „Śladami Remusa” (7-15 lipca br.) przebiegać będzie Zbrzycą i środkową Brdą z Somin do Woziwody. Szczegóły o przedsięwzięciu podane zostały w numerze 4 „Pomeranii”, w tym powtarzamy informacje organizacyjne.
Wpisowe normalne wynosi 250 zł, zniżkowe – 200 zł (w tym 22 % VAT). Opłaty te pokrywają m.in. ubezpieczenia osób, codzienne posiłki, przewozy bagaży między biwakami, opłaty za biwakowania i koszty imprez kulturalnych. Zniżka przysługuje członkom ZKP, KT „Wanożnik” i SK „Wodniak”, z opłaconymi składkami członkowskimi do 2007 r., studentom i uczniom. Zniżka nie obejmuje osób z zagranicy. Wpisowe może zostać zwrócone po pisemnej rezygnacji z udziału w spływie dokonanej do 4 VII. (więcej w „Pomeranii”)

22. Andrzej Grzyb, Skacząc po tematach (felieton)
W chłodne i deszczowe święta Wielkiej Nocy, z pomocą córki, zajrzałem do kilku numerów „Der Spiegel”. Unikając polityki jak ognia, skupiłem się wpierw na kulturze, potem na przyrodzie. Przeglądałem zaległe, ale tegoroczne, egzemplarze niemieckiego tygodnika nie po kolei. W numerze 13. moją uwagę zwrócił artykuł „Gdy pamięć wraca”. Wytłuszczone wprowadzenie do niego brzmiało: „Saul Friedländer otrzymuje nagrodę Lipskich Targów Książki, Alexander Mitscherlich zostaje zrewidowany, a Günter Grass przechodzi do obozu ofiar. Trzy drogi do skomplikowanej przeszłości”.
Nie będę streszczał całego tekstu, może jest gdzieś dostępny w tłumaczeniu, ale przytoczę z jego początku kilka ledwo myśli, bo, moim zdaniem, warto je poznać i zapamiętać. (więcej w „Pomeranii”)

23. Jaromir Schroeder, Zmierzch teatralnej biesiady?
„Wyobraźnia, zawsze przestrzenna, wskazuje na północ, południe, wschód i zachód od pewnego centralnego, uprzywilejowanego miejsca, którym jest przypuszczalnie wioska naszego dzieciństwa…” – powiadał Czesław Milosz. Dlaczego tutaj właśnie się to zdarzało? Którędy prowadzą drogi, pajęczyna dróg i bezdroży, które przywiodły do tego miejsca tak wiele niecodziennych zdarzeń? Na te i inne pytania dotyczące historii Biesiady Teatralnej w Parchowie oraz projektów z niej zrodzonych odpowiedzi może być wiele. Z pewnością jednak żadna z nich nie da pełnego obrazu tego zjawiska. Na temat Biesiady Teatralnej powstały prace licencjackie, opracowania opisowe i badawcze studentów uczelni z Gdańska, Słupska, Poznania, Szczecina czy Warszawy. Zrealizowano też materiały filmowe, radiowe, pisano w wielu gazetach i czasopismach lokalnych, regionalnych, ogólnopolskich i zagranicznych. Czy jednak udało się tam odkryć istotę tych zdarzeń? Autorzy większości tych materiałów dołożyli wielu starań, żeby tak się stało. Ale sądzę, że pewna tajemnica do dziś nie została odkryta. I może tak lepiej, może lepiej jej nie dociekać… Niech tak już pozostanie. (więcej w „Pomeranii”)

25. Kazimierz Ostrowski, Niebieski zakazany (felieton)
Dość rozpowszechnione jest przekonanie, iż nieład i brzydota są organicznie związane z biedą, że tylko ludzie, którzy mają pieniądze, mogą sobie pozwolić na upiększenie obejścia. To fałszywy i szkodliwy stereotyp, który należy zwalczać; nieprawdą jest, że do utrzymywania porządku wokół siebie potrzeba specjalnych nakładów. Poza własną pracą, rzecz jasna. Opowiadali „starkowie”, że za pruskich czasów do wsi przyjeżdżał konno „szandar”, stawał przed bramą gospodarstwa, wręczał gburowi lub komuś z domowników urzędowe pismo z gminy, a przy okazji lustrował obejście, nakazując usunięcie takiego czy innego zaniedbania, pod groźbą „sztrafy”. To skutkowało. Wprawdzie trudno wymierzyć, ile przyczyniły się owe policyjne zalecenia, a uogólniając – administracyjny nakaz porządku, do zakodowania w mentalności społeczeństwa dobrych nawyków, lecz cywilizacyjne różnice pomiędzy dzielnicami Polski (na korzyść Pomorza) jeszcze dziś są widoczne. Pomimo tego że w długim peerelowskim okresie, nie tylko z powodu przemieszania ludności, doszło do obniżenia standardów ładu i estetyki. Bylejakość, chaos, brud i szpetota przestały razić, obyczaj sprzątania utracił walor powszechności, zaś degradacji uległo budownictwo, sprowadzone do stawiania koszarowych bloków z betonu oraz jednorodzinnych klocków, w mieście i na wsi jednakich, jak kraj długi i szeroki. (więcej w „Pomeranii”)

26. Magdalena I. Sacha, Albrecht hr. von Krockow (1913-2007)
Przed wyjazdem do szpitala uporządkował biurko w swoim domu w Föhren, na wierzchu zostawiając notes z adresami przyjaciół na Kaszubach oraz kartkę z własnoręczną notatką: „Albrecht Otto Ernst Graf von Krockow, 2.09.1913-?, motto ze chrztu: »Są rzeczy, które się czyni, i są rzeczy, których się nie robi. «” Tę kartkę znajdzie jego syn Ulrich, już po jego odejściu, 28 marca 2007 roku. Albrecht, trzeci syn Heddy i Döringa urodził się w majątku swoich rodziców w Krokowej. W miejscowości tej ukończył polską szkołę powszechną, zaś w Sopocie niemieckie gimnazjum. Potem studiował w Heidelbergu. Od dziecka zafascynowany pracą na roli, wprawiał się w zarządzaniu majątkiem dziadków von Belowów, do których należało Rzucewo ze wspaniałym, neogotyckim pałacem oraz Sławutówko z uroczym zameczkiem myśliwskim. (więcej w „Pomeranii”)

27. Jacek Tylicki, Aspekty obyczajowe i naukowe w rysunkach i miniaturach artystów gdańskich XVI i XVII wieku
Samodzielne rysunki i pokrewne im miniatury pojawiły się w Gdańsku w latach 80. XVI wieku. Te pierwsze tworzono – zgodnie z północnoeuropejską tradycją – przeważnie piórkiem i tuszem, uzupełniając je niekiedy dla dekoracji barwnym lawowaniem. Jeśli farby lawowania były gęstsze i bardziej zróżnicowane kolorystycznie, powstawała miniatura: małe formatem dzieło malarskie, wykonywane techniką gwaszu, czasem z użyciem złota. Ten ostatni aspekt nawiązuje jeszcze do średniowiecza, kiedy miniatury powstawały przeważnie dla dekoracji rękopisów. W porównaniu z nimi nowożytne kompozycje rysunkowe i miniatorskie o wiele rzadziej poświęcone były tematyce religijnej, koncentrując się często na przedstawieniach, które zwykło się nazywać rodzajowymi. Ukazane w nich szczegóły codziennego życia przynoszą niezwykle cenne informacje o bezpośrednim otoczeniu, w którym obracał się ich twórca. Nie inaczej jest w przypadku Gdańska. (więcej w „Pomeranii”)

35. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Polski wywiad na międzywojennym Pomorzu (felieton)
Niemcy w propagandzie okresu międzywojennego, w momentach szczególnej hipokryzji, nazywali pomorską granicę „krwawiącą”, bo „nękaną przez Polaków”. Kaszubi z położonych przy niej miejscowości mówili natomiast o „wersalskiej krzywdzie”. Bo w wielu przydzielonych Rzeszy wsiach, np. na ziemi bytowskiej, stanowili oni większość, choć sporo z nich zmieniło wyznanie na ewangelickie. Bez pytania uznano ich za Niemców, pokrzykiwano o bezprawnych gestach „rewizjonistycznych Polaków i Kaszubów” i o „przelewanej niemieckiej krwi”. Swoje „odwieczne prawa” do tych terenów głosiły kombatanckie bojówki Stahlhelmu (Stalowy Hełm), podpalając wiejskie świetlice, niszcząc inne miejsca spotkań organizującej się ludności kaszubskiej. Ci, którym bliska była polskość domagali się własnych szkół. Po 1929 r. cztery takie utworzono przy wsparciu Związku Polaków w Niemczech. (więcej w „Pomeranii”)

36. Grzegorz Gola, Tuga – zapomniany szlak wodny
Tuga to najbardziej nizinna z polskich rzek; „niższej” już nie ma. Jej odcinek ujściowy, nazywany Starą Tugą, biegnie przez obszar położony o ponad metr poniżej poziomu morza. Nie oznacza to, że woda wpływa do Zalewu Wiślanego pod górkę. Po prostu odpowiednio wysokie są nadrzeczne wały. Dzięki temu lustro wody może znajdować się powyżej poziomu sąsiadującego z nim terenu. Wygląda to tak, jakby rzeka płynęła po nasypie. Wszędzie na świecie rzeki odgrywają ogromną rolę kulturotwórczą. Nie do przecenienia jest ich rola w rozwoju cywilizacji. Na Żuławach znaczenie cieków wodnych jest wielokrotnie większe. Są one potencjalnym zagrożeniem powodziowym, ale jednocześnie, odpowiednio zadbane, odprowadzają nadmiar wody. Ich zadaniem jest ciągłe podtrzymywanie równowagi. Nie tylko biologicznej, lecz także, rzec by można, fizjograficznej. (więcej w „Pomeranii”)

38. Zbigniew Jankowski, Reminescencje (1)
Już nie dziwię się ludziom, którzy żyli na pograniczu kilku dziejowych okresów, na przestrzeni XIX i XX wieku. Ich myślenie dopiero musiało być rozdarte i pełne zdumienia... Jeżeli ja, rocznik połowy XX wieku, nie wiem jak reagować na szybko zachodzące w trakcie mego życia zmiany – a miałem tylko PRL, III RP i teraz mam Alternatywy IV – to jak reagowali ludzie, którzy urodzili się nie w Polsce (była pod zaborami), a przeżyli pierwszą wojnę światową (Kaszubi w pruskich mundurach), odzyskali na lat dwadzieścia kilka niepodległość, w której żarły się w Sejmie stronnictwa czy ugrupowania, którzy poznali osobowość Marszałka, przeżyli drugą wojnę (Kaszubi w niemieckich mundurach) i, nie daj Boże (a niektórym było to dane), dożyli światła Słońca ze wschodu?
Dziwnym zbiegiem okoliczności jestestwo moje, po powrocie z pielgrzymki Kaszubów do Ziemi Świętej w 2000 roku, zapragnęło napisania wiersza. Po kilku tygodniach powstała „Prôwda” („Prawda”). „I tak to się zaczęło…”(więcej w „Pomeranii”)

39. Maria Roszak, Szczanście
Ide se bez wieś abo bez miasto i ino widza take nadurszałe munie. Dziwia sia: wojny nima, huragan nié przelejtał, powodzi tyż nié pamniantam w ostatnim mniasióncu. A óni czaczniejóm i czaczniejóm, non stop jakby ich co barzo ciupiało, wszystko ciangam take zabuczałe! Jakby boże rany bez cały rok derowali.
A przecie sia darzy, nié wjidzita? Co to za mankolije? Słoneczko sia łasi do nas, łuczek spode ziamni sia karaska, na kulisach zajki klaprotajóm se i robióm zajancze kipki – opałki. Wszytke zwierzóntka gełchajóm sia, a ludziska ciangam ino gnerajóm. I to każden jedan: młody i stary, wyglandny i oblader, zgrabny i niweka, mlekarz i szprach, puklaty i prosty, łysy i kudlón, puca i glizdra! Co wy za morty, ludziska, mata, że ino non stop zjadowieni łazita i zmarachowani jak take zdechlóny zawdy? (więcej w „Pomeranii”)

40. (am), 50 lat Akademii Muzycznej w Gdańsku
Gdańsk, najbogatsze miasto Rzeczypospolitej Obojga Narodów, od wieków promieniował świetnością kultury. Dokumentują to i coraz pełniej uświadamiają zachowane w nim zabytki, a także tradycje naukowe i kultury muzycznej. Tę ostatnią krzewiły od końca XIX wieku różnego rodzaju placówki oświatowe. Z istniejących przed drugą wojną światową wymienić można konserwatoria: Heidingsfelda, Riemanna, Bindera oraz Polskie Konserwatorium Muzyczne, założone (1929) przez Jana Niwińskiego, którym w latach 1934-1939 kierował Kazimierz Wiłkomirski. Nowy rozdział w życiu muzycznym Gdańska otwarty został po zakończeniu wojny. Swoją obecność zaznaczyli w nim przede wszystkim ludzie, którzy nad Motławę przybyli z innych stron Polski – z Warszawy i Poznania, z Wilna i ze Lwowa. W 1947 roku w Sopocie działalność rozpoczęła Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, zorganizowana przez grupę pedagogów ze Stefanem Śledzińskim na czele. (więcej w „Pomeranii”)

42. Lektury

44. Klëka

50. Kow., Informator regionalny

52. Rómk Drzeżdżónk, Tradicjô, cywilizacëjô a globalizacëjô (felieton)
Nie wiém jak terô w szkòłach je, ale jak jô béł ùnuzlónym szkòlôkã, to szkólnô czasã sã naju tak pitała:
– Jak wa mëszlita, dze sã lepi żëje: w miesce czë na wsë?
Më sedzelë ùrzasłi w nëch cwiardëch, drzewianëch łôwkach a główkòwalë, co bë nó to filozoficzné pëtanié òdrzec. Jeden na drëdżégò pòdzérôł, szkólnô grozno sã na naju zdrza ë liniałką w òtemkłą rãkã bijącë do mëszleniô rëchlëła. W kùńcu chtos rzekł, że w na wsë mùszi bëc fejn, bò më doch na wsë żëjemë. Jinszi gôdôł, że më tu mómë kùrë, kaczczi, psë ë kòtë, lasë, łączi ë kwiôtczi. Zôs syn bògatégò gbùra cwierdzëł, że w miesce bë nie szło swiniów chòwac, bò bë sã na balkónie nie zmieszczëłë, a më, wiesczi, mómë swiéżé miãso prosto z chléwa. Prôwda: swiéżé mlékò, swiéżé jaje, swiéżą ògrodowiznã, swiéżé brzadë, swiéżi, chòc krowim a swinim pùrtanim zasmiardłi, lëft mómë – krzikalë më jeden bez drëdżégò. (więcej w „Pomeranii”)

Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002