Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - "Pomerania" nr 3/2009
Losowe zdjęcie
Kuźnica
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : "Pomerania" nr 3/2009
Wysłane przez: iwona dnia 22.2.2009 1:30:21 (3558 odsłon)

Pomerania 03/2009
Świąteczne rozleniwienie sprawiło, iż z zawartością grudniowej „Pomeranii” gruntownie zapoznałem się dopiero na początku bieżącego roku, wyczytując rzeczy zarówno niepokojące, jak i zdumiewające. Dowiedziałem się m.in. o wypowiedzi prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artura Jabłońskiego, zawartej w recenzji książki prof. Andrzeja Gąsiorowskiego „Jan Kaszubowski i służby specjalne. Gestapo. Smiersz. UB...” („Gazeta Wyborcza. Gazeta Lokalna” – Gdańsk nr 265, wydanie z dnia 13/11/2008). Jest to zaledwie kilka zdań, ale nie można ich przemilczeć. Szczególnie poruszyły mnie słowa: „powołanie naszego zrzeszenia w latach 50. było nie tylko oddolną inicjatywą, ale było też zaplanowanym działaniem komunistów, którzy chcieli skanalizować ruch i inwigilować Kaszubów”.
(Tomasz Szymański, Kilka pytań o przeszłość i przyszłość)




Pomerania - miesięcznik wydawany przez Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Redakcja: 80-837 Gdańsk, ul. Straganiarska 21-22, tel. 058 3012731, e-mail red.pomerania@wp.pl




3. Listy

Niemieckie szczątki. Do dziś nie ujawniono wszystkich miejsc pochówku Niemców, którzy umarli z wycieńczenia albo zginęli z rąk żołnierzy sowieckich w 1945 r. na Pomorzu. Historię masowych mordów w Bytowie jako pierwszy opisał w 2001 r., w swojej książce „Czas zła”, Benedykt Reszka, przewodniczący Związku Ludności Niemieckiej w Gdyni. Wielu mordów bytowskich dotychczas nie wyjaśniono. Nie wskazano nawet lokalizacji masowych mogił, albowiem władze przez całe lata bagatelizowały ten problem, a prokuratorskie śledztwo IPN zostało umorzone, wbrew zeznaniom świadków, iż w trakcie przesłuchań żołnierze sowieccy potwornie znęcali się nad zatrzymanymi Niemcami, Polakami i Kaszubami (dla Rosjan wszyscy mieszkańcy tych ziem byli Niemcami).
Obecnie strona polska zamierza wystąpić do strony rosyjskiej o udostępnienie dokumentów zbrodni, bo katami byli niewątpliwie żołnierze sowieccy. Jest jednak wątpliwie, by Rosjanie odtajnili dowody swoich mordów (jeśli takowe są) w Bytowie, Malborku czy Helu, skoro do dziś nie uznają oficjalnie ludobójstwa w Katyniu. (więcej w „Pomeranii”)
Andrzej Sitek

Protestuję! Post scriptum. Zważywszy na szeroki oddźwięk protestu, zamieszczonego w styczniowym numerze „Pomeranii”, poczuwam się niejako w obowiązku do kontynuacji poruszonego wątku. Prawdą jest, że po publikacji listu otrzymałam w trybie ekspresowym 10 tzw. autorskich egzemplarzy śpiewnika „Nótë kaszëbsczié” (9 przekazałam Rodzicom, jedynym prawnym dysponentom praw autorskich Jana Trepczyka, sobie zachowując ku pamięci egzemplarz z dedykacją wydawcy). Kwitując odbiór przesyłki w liście prywatnym, dałam E. Pryczkowskiemu po raz kolejny do zrozumienia, że istota mojego protestu nie sprowadza się do faktu otrzymania lub nie jakichkolwiek egzemplarzy autorskich, a problemu ZGODY twórcy na dysponowanie jego własnością. List ten, wyrywkowo, upublicznił E. Pryczkowski w swojej odpowiedzi (lutowy numer „Pomeranii”). Po jej lekturze stwierdzam, że bynajmniej nie przekonał mnie fakt „braku wyobraźni” redaktora naczelnego przy technicznym przenoszeniu pieśni z jednego śpiewnika do drugiego. Wszystkich wydawców obowiązuje zgoda autorów na publikację „a priori”, nie zaś „a posteriori”, i to wyłącznie w odniesieniu do określonego wydania. Krótko mówiąc, udzielona przeze mnie w 2006 r. zgoda na wykorzystanie kompozycji w śpiewniku kościelnym, firmowanym przez ZG ZKP, w żaden sposób nie mogła się automatycznie przełożyć na publikację Wydawnictwa Rost w roku 2008. (więcej w „Pomeranii”)
Witosława Frankowska

Na fałszywą nutę. Tak się złożyło, że Wasz styczniowy numer, w nowej szacie, otrzymałem jednocześnie ze śpiewnikiem „Nóté kaszëbsczé” (Wyd. „Rost” – Banino, 2008). O jego istnieniu dowiedziałem się przypadkowo. W końcu doręczył mi go osobiście sam wydawca. Pogawędziliśmy sobie na jego temat, nie analizując zawartości. Pokwitowałem odbiór 5 egz. jako rekompensatę za 14 (?) pieśni z moimi melodiami i rozstaliśmy się „w pokoju”, ale z ponowioną (sic!) przeze mnie uwagą, że wydrukowane pieśni od kilku lat nie są już moją własnością, gdyż oddałem je do dyspozycji znajomemu, znanemu poecie i muzykowi Tomaszowi Fopkemu, o czym wydawca wiedział.
Nuty piszę od dawna – komponuję od końca lat 50. ubiegłego wieku. Robiłem to najpierw sporadycznie, dla własnych potrzeb, a po studiach muzycznych – m.in. do tekstów kaszubskich poetów, sugerowanych mi przez znajomych literatów, ogłaszanych w kaszubskiej prasie (np. „Kaszëbe” w latach 1958–1961) lub dostarczonych bezpośrednio przez autorów takich, jak Leon Roppel, Jan Piepka i in. Uważaliśmy bowiem, że kulturę kaszubską należy koniecznie szerzyć również przez śpiew. (...) Dlatego zawsze cieszyłem się i cieszę, gdy ukazuje się jakiś nowy tomik poezji czy śpiewnik kaszubski. Dlatego „Nóté kaszëbsczé” początkowo sprawiły na mnie wrażenie raczej pozytywne. No, ale jak wiadomo „diabeł” zwykle tkwi w szczegółach. Już pobieżny przegląd śpiewnika zaniepokoił mnie jako twórcę (współtwórcę) pieśni w nim zawartych. Mam wrażenie, że wydawca chciał, by książkę potraktowano jako zbiór pieśni masowego użytku. To dobrze. Jednak niedobre są różne gafy i błędy merytoryczne, sprawiające wrażenie, że nie czuwał nad wydaniem tej publikacji specjalista-muzyk. Tymczasem przecież pan Jerzy Stachurski jest, według mnie, wybitnym znawcą muzyki i kompozytorem. Zatem jak to się stało, że oczywiste błędy w niektórych pieśniach uszły jego uwadze? Wszakże nawet laik, ledwo umiejący czytać nuty, by je zauważył. W tym przekonaniu utwierdza mnie list pani Witosławy Frankowskiej, zamieszczony w numerze pierwszym „Pomeranii” z tego roku, z którego treścią się zgadzam. (więcej w „Pomeranii”)
Wacław Kirkowski

Milczące kamienie. Pod takim tytułem ukazał się w lutowym numerze „Pomeranii” artykuł Marka Foty, pokazujący m.in. kamienne kolumny w Płocicznie. Gdy po raz pierwszy, 25 lat temu, oglądałem te pozostałości, pomyślałem: może to jakieś miejsce tajemnych spotkań masonów? Wówczas nie rósł tam, jak dziś, las, a jedynie niski zagajnik. Lepszy był też stan budowli. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że zagadkę tego miejsca, chociaż w części, kiedyś rozwiążę.
Zanim jednak przejdę do wspomnianych w artykule kolumn, kilka uwag o Płocicznie. Wieś powstała prawdopodobnie w XVIII w. Wymienia ją kataster fryderycjański z 1772 r. Już w I połowie XIX w. spośród 57 mieszkańców (1848 r.) aż 36 było ewangelikami. W następnych latach wzrastała ich liczba – w 1868 r., gdy wieś liczyła już 120 osób, było wśród nich 18 katolików i 102 ewangelików.
Administracyjnie Płociczno leżało w powiecie kościerskim. Katolicy należeli do parafii w Starej Kiszewie, zaś ewangelicy – do parafii w Nowych Polaszkach. 10 listopada 1874 r. w Płocicznie oddano do użytku nowy budynek szkolny. Służył on nie tylko nauczaniu, ale także jako miejsce odprawiania – z braku kościoła – mszy św. dla ewangelików z tej wsi i okolicznych miejscowości. Nabożeństwa sprawował pastor z Nowych Polaszek. W 1893 r. w Płocicznie utworzono wikariat ewangelicki. Powstał z terenów wydzielonych z parafii Nowe Polaszki i Borzechowo. Stałego pastora, którym został Paweł Kohwalt, Płociczno otrzymało 1 lipca 1893 r. Natomiast 23 października 1894 r. nowym wikarym (Hilfsprediger) w Płocicznie został Johannes Mühlradt. To jego staraniem stanęła pastorówka, a w 1895 r. do szkoły dołączony został nowy budynek z przeznaczeniem na kaplicę ewangelicką, co pozwalało na odprawianie codziennych nabożeństw. (więcej w „Pomeranii”)
Krzysztof Kowalkowski

Kto był pierwszy w internecie? Podczas uroczystości wręczenia Skier Ormuzdowych – nagród miesięcznika „Pomerania” – zwróciła moją uwagę wypowiedź przedstawiciela samorządu Wejherowa, który gratulując otrzymania nagrody przedstawicielom tamtejszej biblioteki, wspomniał, że instytucja ta jako pierwsza na Pomorzu stworzyła bibliotekę cyfrową. Pragnę sprostować tę wypowiedź, gdyż jest nieprawdziwa. Zacytuję w tym miejscu Krzysztofa Kordę: Kociewska Biblioteczka Internetowa [KBI] powstała w kwietniu 2006 r. Inicjatorami jej powołania byli młodzi działacze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z Oddziału Kociewskiego w Tczewie. Dostrzegamy potencjał Internetu, łatwość dostępu. Te zalety chcemy wykorzystać i w ten sposób ułatwić dostęp do materiałów o Kociewiu. Zależy nam na promocji regionu kociewskiego w Internecie. 21 kwietnia wydaliśmy pierwszą książkę cyfrową o tematyce kociewskiej. Można ją ściągnąć bezpłatnie z naszej budującej się wirtualnej książnicy. Zachęcamy do włączenia się w rozwój biblioteczki, zapraszamy do przesyłania swoich prac, artykułów – tych publikowanych, ale i tych nigdzie niezamieszczonych. (więcej w „Pomeranii”)
Damian Kullas

Słownik na łapu capu. Dziękując za zamieszczenie recenzji „Słownika dziennikarzy i publicystów Pomorza” [„Pomerania” nr 2/2009 – przyp. red.], z uwagą i należytą pokorą przyjmujemy wszelkie oceny i krytyczne uwagi, zdając sobie sprawę z wielu mankamentów wydawnictwa, których nie usprawiedliwia nawet pionierski charakter tego przedsięwzięcia.
Sądzę jednak, że nie zasłużyliśmy na lekceważący ton, zawarty w tytule recenzji – „Słownik na łapu capu”. Przekreśla to wartość dwuletniej pracy zespołu. Tylko osoby parające się biografistyką wiedzą, jak żmudną pracą jest przygotowanie choćby jednej noty, ile zabiegów wymaga dotarcie do dokumentów, niekiedy odszukania rodziny, by ustalić jeden fakt czy jedną datę. W „Słowniku” odtworzyliśmy biogramy kilkudziesięciu koleżanek i kolegów odgrywających niegdyś nieprzeciętną rolę w dziennikarstwie, a dziś zapomnianych (zmarli, wyemigrowali z Polski, przenieśli się do innych ośrodków, gdzie kontynuowali karierę); przypominamy kilkuset dziennikarzy, których nazwiska nieuchronnie zatrze czas i niepamięć. I nie była to praca „na łapu capu”. (więcej w „Pomeranii”)
Jerzy Model

7. Iwona Makurat, W cieniu mężczyzn

Skażone kaszubszczyzną. Jak Kainowym znamieniem. Rana w sercu, która nigdy się nie zasklepia. Zasłona na oczach, która nie chce się rozerwać na dwoje, by ukazać prawdę. Siedzi w umyśle, pochłania rozum, wydziera uczucia jak zazdrosny kochanek. Absorbuje mnie całą. Nie daje odpocząć, niemo krzyczy o pomoc i niewidocznie wyciąga ręce, w rozpaczy ściskając za gardło.
Czasem koi i utula, daje pokrzepienie i siłę do dalszej pracy, przynosi piękne sny... Dlaczego tylko sny? Czy „Kaszubska” może jeszcze się podnieść i dumnie spojrzeć światu w twarz? Czy ona, poniżana i wykorzystywana przez tyle setek lat, będzie kiedyś w stanie głośno wypowiedzieć swoje zdanie, znaleźć zrozumienie, szacunek, niezależną pozycję? (więcej w „Pomeranii”)

10. Kazimierz Ostrowski, Romantyk i pragmatyk (felieton)

W lutym 1944 r., kiedy jeszcze nie było widać końca wojennych zmagań i nikt nie wiedział jaki kształt i ustrój mieć będzie powojenna Polska, młodzi Pomorzanie w Wielkiej Brytanii nie wątpili, że odrodzona ojczyzna sięgnie poza Odrę. Współzałożyciel i wiceprezes Związku Pomorskiego, 24-letni Lech Bądkowski w broszurze „Pomorska myśl polityczna” (wyd. Londyn 1945) pisał: „Zasadniczym celem ruchu wielkopomorskiego, lub dzisiaj krótko zwanego pomorskim, jest odbudowa historycznego Pomorza przede wszystkim przez samych Pomorzan w ramach Państwa Polskiego i w ten sposób oparcie Państwa możliwie w największej mierze o Bałtyk. Jego wskazania i cele programowe są następujące: 1. Pomorze jest jedno, niepodzielne, ciągnie się od Strzałowa po Elbląg, od Bałtyku po Drwęcę, Wisłę, Noteć, Wartę, Odrę i Zaodrze – oraz stanowi całość etniczną, historyczną, gospodarczą i administracyjną”. (więcej w „Pomeranii”)

11. Czesław Glinkowski, Na ratunek tczewskim mostom

Tczewskie mosty przez Wisłę (w Tczewie są dwa mosty – kolejowy i drogowy) powinny stać się wreszcie przedmiotem najwyższego zainteresowania ze strony władz nie tylko powiatowych i miejskich, ale także wojewódzkich i centralnych. Ponad 150 lat temu zaborcy pruscy wybudowali w Tczewie nowoczesny most drogowo-kolejowy – właśnie tu, ponieważ tędy było najbliżej z Berlina do Królewca. Oddany do użytku w 1857 roku, okazał się na tyle solidny, że do dziś zachowały się trzy jego oryginalne przęsła.
Podejmowane w związku z tą budową przedsięwzięcia gospodarcze bardzo szybko zmieniły krajobraz miasteczka, liczącego wtedy 2097 mieszkańców. Powstały nowe fabryki, a liczba ludności pod koniec okresu wznoszenia mostów wzrosła do 5818 mieszkańców. Tym samym Tczew stał się węzłem o ponadregionalnym znaczeniu, ponieważ tu zaczęły się krzyżować linie kolejowe do Bydgoszczy, Gdańska, Chojnic i Malborka. (więcej w „Pomeranii”)

12. Motoki Nomachi, Polski regionalizm w Tokio

10 stycznia 2009 r., czyli dwadzieścia lat po przemianach ustrojowych, jakie rozpoczęły się w Europie Wschodniej, otwarte zostały na Uniwersytecie Tokijskim warsztaty poświęcone zagadnieniu regionalizmu w Polsce. Głównym ich organizatorem było Japońskie Konsorcjum Studiów Regionalnych (JCAS), przy współpracy z Departamentem Studiów Literatury Współczesnej (Uniwersytet Tokijski) i Centrum Badań Slawistycznych (Uniwersytet Hokkaido).
Mimo że zagadnienie regionalizmu w Polsce jest jeszcze tematem stosunkowo mało zbadanym w Japonii, warsztaty zgromadziły ok. 50 uczestników: naukowców i osób niezwiązanych z kręgami akademickimi. Słowo wstępne wygłosiły pani ambasador RP w Tokio Jadwiga Rodowicz oraz pierwszy sekretarz ds. kultury Bożena Socha. Obecność przedstawicieli ambasady RP, która była jednym z patronów przedsięwzięcia, stanowiła wielki zaszczyt dla organizatorów. (więcej w „Pomeranii”)

13. Andrzej Mróz, Pomysły na rozwój żuławskich wsi

W Mikoszewie zmodernizowano miejscowy park, w Rybinie odnowiono posadzki świetlicy wiejskiej, a w Żuławkach wytyczono ścieżkę dla spacerowiczów w odnowionym parku ze stawami (te trzy miejscowości leżą w gminie Stegna). Łączny koszt – 39 tys. zł. W Dzierzgoniu zrewitalizowano historyczne Wzgórze Zamkowe za 50 tys. zł. Wcześniej odnowiono 11 wiejskich świetlic gminnych, m.in. w Żuławce Sztumskiej. Z kolei w gminie Cedry Wielkie za 60 tys. odrestaurowano park wiejski.
Odnowione tereny rekreacyjno-wypoczynkowe mieszkańcy żuławskich wsi zawdzięczają unijnym dopłatom do pomysłów władz samorządowych na uatrakcyjnienie gmin. W tym roku Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na Pomorzu pozwoli zrealizować kolejne inwestycje na Żuławach. Projekty już są. (więcej w „Pomeranii”)

15. Grzegorz Gola, o wodzie żuławskiej (felieton)

Z czym kojarzy się wiosna na Żuławach? Z wodą. Niby nic odkrywczego w Delcie Wisły. Truizmem jest stwierdzenie, że woda na Żuławach odgrywała i odgrywa centralną rolę, zwłaszcza wiosną. Dawniej w tym okresie tzw. związki wałowe bacznie śledziły wiślane wezbrania i pochody lodów, które powodowały zagrożenie powodziowe. A rolnicy spoglądali na pola, starając się uchwycić moment, kiedy już stanie się na tyle sucho, aby móc rozpocząć prace polowe. Był to zawsze najbardziej pracowity okres dla wszystkich stacji pomp odwadniających.
Woda była ważna dla Żuław także z powodu braku dobrych studni. Na powierzchni ziemi wilgoci pokazywało się aż nadto, lecz dobrych źródeł podziemnych nie było praktycznie wcale. Z niewielkich głębi wydobywano wodę zwykle bardzo zażelazioną. Woda w wielu miejscach była tak zła, że przestrzegano zasady, aby nie podawać jej zwierzętom hodowlanym. Ludzie sobie jakoś radzili. Lokalne browary i gorzelnia Stobbego (produkująca m.in. jałowcowy Machandel) wierciły studnie głębinowe zapewniające znakomitą jakość produktu końcowego. Wiele gospodyń żuławskich jeszcze w drugiej połowie ubiegłego stulecia robiło wielkie prania tylko po obfitych opadach deszczu, gdy pod rynnami stały wielkie beczki na wodę. Efekt takiej zaradności był zresztą wyśmienity (podobny do tego, jaki dzisiaj osiągany jest w automatach, ale tylko z użyciem proszków kupowanych w niemieckich hipermarketach). (więcej w „Pomeranii”)

16. Iwona Joć, Szybką koleją na Euro (wywiad z Andrzejem Osipów)

– Szybka Kolej Miejska to najpopularniejszy w Trójmieście środek transportu publicznego. I ta popularność będzie chyba rosła, zważywszy na coraz większe zakorkowanie naszych dróg... W jaki sposób SKM chce jej sprostać?
– Zamierzamy się rozwijać. Dlatego planujemy remonty przystanków i taboru, przedłużenie linii do Gdańska Śródmieście, a także zbudowanie własnego systemu sterowania ruchem kolejowym.

– To kosztowne wyzwanie...
– Na cały projekt rozwoju SKM przeznaczonych zostanie ok. 260 mln zł. Połowa tej kwoty pochodzić będzie z funduszy Unii Europejskiej (projekt został wpisany na listę indykatywną PO „Infrastruktura i Środowisko”), druga – z Funduszu Kolejowego, środków własnych spółki oraz samorządów mających interes w tym, by SKM sprawnie funkcjonowała. (więcej w „Pomeranii”)

17. Wiesław Gierłowski, Współczesne bursztynnictwo pomorskie (1). Początki

Prawie wszystkie znane geologii światowe zasoby naturalne sukcynitu, najpiękniejszej i najpodatniejszej do obróbki żywicy kopalnej, zwanej powszechnie bursztynem bałtyckim, zalegają wokół Zatoki Gdańskiej i częściowo na jej dnie. Nagromadzenia na dnie zatoki są już dzisiaj w znacznym stopniu przetrzebione, albowiem przez około 7000 lat istnienia Bałtyku falowanie morza nieustannie wynosiło bryłki na brzeg.
Zanim w pobliżu ujścia Wisły pojawił się człowiek, bursztyn odkładał się na plażach i był stopniowo przykrywany osadami rzeki w jej obecnej delcie, której teren jeszcze tysiąc lata temu stanowiły rozległe laguny, sięgające do 40 km w głąb dzisiejszego lądu. Kopalne plaże w delcie Wisły kryją w sobie najpiękniejsze odmiany bursztynu, w naturalny sposób przetworzone – wyszlifowane po drodze na brzeg przez piasek i kamienie oraz wyklarowane w trakcie długotrwałego wygrzewania na słońcu aż do momentu ponownego przykrycia ich materiałem naniesionym przez rzekę. (więcej w „Pomeranii”)

21. Jacek Lindner, Pan Bóg w druku

Aby pod koniec XX wieku p r a s a p a r a f i a l n a na Pomorzu mogła odnieść sukces, trzeba było pięciuset lat szukania kompromisu. W tym czasie ujawniały się różne odniesienia: od jawnej wrogości po traktowanie mediów jako skutecznego sposobu katechizacji.
Wynalazek Johannesa Gutenberga zrewolucjonizował przekaz informacji, gdy Kościół zorientował się, że druk zaczyna być wykorzystywany do propagowania treści niezgodnych z wiarą. Wtedy zaczęły się zakazy. W 1479 roku papież Sykstus IV nadał uniwersytetowi w Kolonii prawa cenzorskie, a Innocenty VIII ustanowił cenzurę prewencyjną. Potem kolejni papieże dodawali swe obwarowania. Np. Leon X nakazał palenie książek wydanych bez cenzury, Pius V powołał stały urząd cenzorski, natomiast Pius IX potępił wolność słowa i podtrzymał prawo ekskomunikowania tych, którzy głosili idee niezgodne z watykańskimi.
Szło jednak nowe. W 1861 roku ukazał się pierwszy numer „L’Osservatore Romano”. (więcej w „Pomeranii”)

I–VIII – „Najô ùczba”, nauka kaszubskiego

25. Magdalena Wałdoch, Wysyp Skier

Jest 30 stycznia 2009 r. Zbliża się godzina osiemnasta. Za chwilę rozpocznie się wręczenie siedmiu Skier Ormuzdowych za 2008 rok – nagród przyznanych przez kolegium redakcyjne miesięcznika „Pomerania”. Obecni są już laureaci, którzy z niecierpliwością czekają na odbiór wyróżnień. Towarzyszą im zaproszeni przez nich i przez redakcję goście. Sala Mieszczańska Ratusza Staromiejskiego w Gdańsku jest pełna.
Rozpoczyna się uroczystość. Aktor Zbigniew Jankowski odczytuje fragment „Żëcégò i przigòdów Remùsa” Aleksandra Majkowskiego, tym samym przybliżając zebranym symbolikę i pochodzenie nagrody. Proch wydobyty spod kamienia grobowego poległych bohaterów i rozrzucony przez boga Òrmùzda padł, niczym „skrë”, na pomorskie ziemie. Tymi „skrama” obdarzeni zostali ludzie, którzy swój czas, serce oraz wysiłek wkładają w krzewienie wartości kultury regionalnej. (więcej w „Pomeranii”)

25. Marek Adamkowicz, Jestem z miasta, czyli o Kaszubie gdyńskim

Andrzej Busler często powtarza, że Gdynia to jego miejsce na ziemi. I co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jako dziecko zwiedził wraz z ojcem różne zakątki świata, poznał mieszkających w nich ludzi. Dalekie kraje, owszem, zachwycały egzotyką, ale kiedy porównywał je z rodzinnymi Kaszubami, niezmiennie dochodził do wniosku, że najpiękniej jest nad Bałtykiem.
Tak... Wbrew temu, co twierdzi wielu, Gdynia to też kawałek Kaszub. Inny, bo wielkomiejski, ale osadzony głęboko w tradycji twardych rybaków i pracowitych gburów. Andrzej dowiedział się o tym w czasach szkolnych, gdy na własną rękę zaczął zgłębiać historię miasta. Zrozumiał, że zanim na nadmorskich torfowiskach i piaskach wyrosły port i kamienice, od wieków żyli tu Kaszubi. Dzisiaj, niestety, trzeba o tym przypominać wątpiącym. (więcej w „Pomeranii”)

26. Andrzej Urbański, Zupa brzadowa

Zupa brzadowa to kaszubska potrawa, którą ks. Sławomir Czalej lubi najbardziej. Po raz pierwszy miał okazję jej spróbować w pewnym chmieleńskim pensjonacie, gdy przygotowywał materiał dla „Gościa Niedzielnego” na temat Wigilii kaszubskiej. Smak zapamiętał na tyle dobrze, że do dzisiaj się oblizuje.
Oprócz „brzadowej”, uwielbia potrawy rybne. Pewnie najbardziej te bez ości, choć zbyt dużo cennego czasu marnuje się przy ich obieraniu. Jednak nie żal czasu wówczas, gdy spędzany jest wśród przyjaciół Kaszubów. A tych mu nie brakuje. I jak tak dalej pójdzie, dom, o którym marzy i chce go zbudować właśnie na ziemi kaszubskiej, będzie musiał być bardzo duży.

27. Krzysztof Korda, O Kociewiu w eterze

Radio Fabryka działa od czerwca 2004 roku. Jest to pierwsza i jedyna rozgłośnia nadająca w Tczewie, o czym można przeczytać na stronie internetowej radia. Co warto zaznaczyć, to pełna niezależność od środków publicznych czy abonamentu.
Misją radia jest kreowanie i prezentacja lokalnej aktywności we wszystkich dziedzinach: kulturalnej, społecznej, gospodarczej i politycznej.
Wielkim sukcesem tej niezwykle aktywnej rozgłośni jest skupienie wokół siebie grupy słuchaczy z Tczewa, a od czasu przejścia z nadawaniem do internetu (czyli od lipca 2005 r.) – także słuchaczy z całego Kociewia i, dosłownie, z każdego zakątka globu. Co ważne, Radio Fabryka jest otwarte na bezpośredni kontakt ze słuchaczami, którzy mogą aktywnie współtworzyć obraz audycji poprzez komunikator gadu-gadu, wiadomości elektroniczne czy wreszcie kontakty telefoniczne. (więcej w „Pomeranii”)

28. Edmund Szczesiak, Inicjator Papieskiego Szlaku Kajakowego

Nazwisko Jank kojarzy się najpierw z Łączyńską Hutą, urokliwą miejscowością w gminie Chmielno, nieopodal Jeziora Raduńskiego Dolnego. Od co najmniej pięciu pokoleń trwa tutaj familia, z której pochodzą tak szacowne postaci, jak ksiądz infułat Franciszek Jank. Z tego gniazda wywodzi się także doktor nauk weterynaryjnych Stanisław Jank.
Stanisław przyszedł na świat w rodzinnej wsi w 1949 roku i najpierw tutaj, a następnie w pobliskim Borzestowie uczęszczał do szkoły podstawowej. Potem było Liceum Ogólnokształcące w Kartuzach i studia w warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Po ich ukończeniu, w 1973 roku, wrócił na Kaszuby, rozpoczynając praktykę weterynaryjną najpierw w Potęgowie koło Lęborka, a stamtąd w 1977 roku przenosząc się do Dębnicy Kaszubskiej, gdzie mieszka do dziś. Doskonaląc się zawodowo, skończył w 1990 roku studia podyplomowe we wrocławskiej Akademii Rolniczej, wcześniej zaś, w roku 1984, obronił pracę doktorską na temat weterynarii ludowej Kaszub (fragmenty publikowała „Pomerania”). (więcej w „Pomeranii”)

29. Iwona Joć, Czekając na skansen

Wydawać by się mogło, że wystarczy zebrać grupę chętnych do pracy zapaleńców i nieco środków finansowych, by zrealizować – ku radości mieszkańców i chwale samorządowców – wiele wspaniałych pomysłów. Tak właśnie myśleli miłośnicy „kraju na wodzie”, Elżbieta i Daniel Kuflowie z Trutnów, polonistka i artysta-malarz, którzy 23 sierpnia 2002 roku założyli Stowarzyszenie „Żuławy Gdańskie”, zamierzając chronić ginące dziedzictwo kulturowe i promować subregion.
Po prawie siedmiu latach działalności okazuje się, że nieliczne zachowane zabytki żuławskiej architektury wciąż popadają w ruinę i mało kto przejmuje się ich losem. Nie ma też możliwości obejrzenia ich wnętrz. Wyjątek stanowi siedziba stowarzyszenia, mieszcząca się w domu podcieniowym z 1720 r. w Trutnowach, gmina Cedry Wielkie, w którym mieszkają nasi laureaci. To najokazalszy z ocalałych budynków tego typu na Żuławach Gdańskich, w dodatku stale udostępniany indywidualnym turystom i zorganizowanym grupom z kraju i zagranicy. (więcej w „Pomeranii”)

30. Dark Majkòwsczi, Cifrowé Kaszëbë

Pòwiatowô i Gardowô Bibloteka we Wejrowie mô za sobą nadzwëkòwò brzadny czas. Lëdze, chtërny tuwò robią, baro pòwôżno pòdeszlë do òbchòdów rokù swòjégò patrona Aleksandra Majkòwsczégò. I co wôżné, ni mają òni ògreńczoné swòjégò dzejaniô blós do pòkôzaniô żëcégò najégò pisarza i dzejôrza, ale mielë starã ò wëkònanié jegò testameńtu: ò pòdniesenié kaszëbsczi mòwë i pòkôzanié ji piãkna tësącóm lëdzy.
Cãżkò je w pôrã minut rzeknąc ò wszëtczich jich dzejaniach, ale na gwës wôrt je zacząc òd programë „Cifrowé Kaszëbë”. Dzãka ni w jinternece mòżemë nalezc wiele dokôzów naji lëteraturë, òd XIX-wiecznëch do dzysdniowich. Niejednëch z nich zwëkłi czëtińc nie je ju w sztãdze jinaczi nalezc, abò bënomni kòształobë to gò wiele robòtë. To prôwdzëwô Skra, jakô docérô do tësąców lëdzy i chòc nié kòżdégò rozpôli mòcnym ògniã, to wiedno òstôwiô w sercach pitanié: „a mòże wôrt bë bëło przeniesc królewiónkã przez głãbòką wòdã?” (więcej w „Pomeranii”)

31. Edmund Szczesiak, Przywracanie kaszubskości

Bëtowsczi part należy obecnie do najbardziej prężnych oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Mimo, a może właśnie dlatego, że działa w szczególnym środowisku – zróżnicowanym narodowo i kulturowo. Przypomnijmy: Bytów był pierwotnie miastem kaszubskim, ale lata germanizacji sprawiły, że stracił wiele z dawnego charakteru. Tuż po II wojnie światowej gród zasiedlili osadnicy z głębi Polski oraz Ukraińcy przesiedleni z Bieszczad w ramach akcji Wisła, a po roku 1989 ujawniła się i zorganizowała mniejszość niemiecka.
Jeśli zatem z roku na rok znów pogłębia się kaszubski charakter grodu, olbrzymia w tym zasługa miejscowego oddziału ZKP. Co roku w styczniu odbywa się bal kaszubski, a w lutym wieczór kaszubski. W czerwcu członkowie partu spotykają się na sobótce w Jutrzence, w sierpniu na Kaszubskiej Sobocie, w listopadzie na Katarzynkach, w grudniu na spotkaniu wigilijnym. Organizowane są ponadto wycieczki i spotkania z twórcami kaszubskimi, koncerty. (więcej w „Pomeranii”)

32. Magdalena Wałdoch, Świat złożony z kolorowych kamyczków

Zimowe popołudnie. Padający deszcz nie nastraja pozytywnie. Jadę na spotkanie z członkami studenckiego koła naukowego Mozaika w Uniwersytecie Gdańskim. Zastanawiam się, co zastanę. Myślę o nazwie klubu. „Mozaika to obraz składający się z wielu małych, kolorowych kamyczków, gdzie każdy jest inny, a które razem tworzą jeden wzór” – tak na swojej stronie internetowej tłumaczą członkowie. Moja ciekawość wzrasta. Czym jest Mozaika?
Z lekkim niepokojem wchodzę do sali, w której odbywa się spotkanie studentów. Zastaję kilkoro przedstawicieli oraz opiekunkę koła, dr Aleksandrę Wierucką.
Członkowie omawiają aktualne wydarzenia. Przysłuchuję się rozmowie, a na usta cisną się pytania. Przede wszystkim – jak doszło do założenia koła? (więcej w „Pomeranii”)

33. Bogumił Wiśniewski, Groby mistrzów

Wiadomo już na pewno, czyje szkielety odnaleziono wiosną 2007 roku w średniowiecznej ceglanej krypcie pod posadzką prezbiterium katedry św. Jana Ewangelisty w Kwidzynie. Wykazały to półtoraroczne interdyscyplinarne badania, których wyniki zaprezentowano w grudniu minionego roku na zorganizowanej w tym mieście konferencji. Zresztą, od samego początku odkryte artefakty wskazywały na trzech wielkich mistrzów Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (zwanych popularnie Krzyżakami). Szkielety bowiem znajdowały się w wyjątkowym miejscu: prezbiterium, zastrzeżonym jedynie dla biskupów pomezańskich, bł. Doroty z Mątew oraz wielkich mistrzów krzyżackich. (więcej w „Pomeranii”)

35. Maria Block, Świniarnia Hani

Niedawno żam była u mojéj psiapsióły Hani na arbacie. A my to zawdy gadamy bardzo dugo i potem deliberujem, co dalji. I tera ja żam mniała taki skweres: o czym tu napsisać bajka po kociewsku? Toć już byli i mewy, i ropuchy, i morówki, i marjanny, i kejtry, ja już nié pamniéntam, co eszcze. No i Hania tak se siedzi na zydlu i nagle bolechuje: „Wiém! Napsisz o mojéj świniarni!” A ja łotwsiéram gały, że sia mnia zrobjiły, jak dwa kubły i sia pytam: ,,Co ty glandzisz? O jakiej świniarni? Dzie ty masz te nyty?” Na to ona sia zaczéła rzechotać i bez śmniéch flefroni: ,,Toć tu je świniarnia, a my sómy nyty. Sama oblukaj. Chrum, chrum!” (więcej w „Pomeranii”)

36. Zygfryd Stefan Mielewczyk, Fotograficzne promieniowanie tła (14)

Możemy sobie wyobrazić melodramatyczny scenariusz: młoda para zakochanych osiągnęła naturalny finał. Ale to nie film ani powieść dla panien, tylko rzeczywistość. Otóż panna jest w ,,stanie błogosławionym”, lecz ma wciąż wątpliwości co do wyjścia za mąż, chociaż on tego pragnie (może na przekór rodzinie). Ona czuje się urażona w swojej panieńskiej uczciwości i upokorzona wolną wolą. A nuż nazwie ją ktoś zhańbioną panną? Nie wie, co zrobić, jaką podjąć decyzję, gdy czas w biologicznym zegarze nagli.
Niektóre życzliwe koleżanki, znacznie bardziej doświadczone, radzą jej aborcję, co w ówczesnej modzie kobiet wyzwolonych zdarza się dość często. Ten styl, gra, moda i obyczaj – w rewolucyjnych zmianach obyczajowości z początku XX wieku – rychło przeniknęły z kultury berlińskiej, paryskiej, nowojorskiej także do prowincjonalnego Gdańska. (więcej w „Pomeranii”)

38. Tomasz Szymański, Kilka pytań o przeszłość i przyszłość

Świąteczne rozleniwienie sprawiło, iż z zawartością grudniowej „Pomeranii” gruntownie zapoznałem się dopiero na początku bieżącego roku, wyczytując rzeczy zarówno niepokojące, jak i zdumiewające. Dowiedziałem się m.in. o wypowiedzi prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artura Jabłońskiego, zawartej w recenzji książki prof. Andrzeja Gąsiorowskiego „Jan Kaszubowski i służby specjalne. Gestapo. Smiersz. UB...” („Gazeta Wyborcza. Gazeta Lokalna” – Gdańsk nr 265, wydanie z dnia 13/11/2008). Jest to zaledwie kilka zdań, ale nie można ich przemilczeć. Szczególnie poruszyły mnie słowa: „powołanie naszego zrzeszenia w latach 50. było nie tylko oddolną inicjatywą, ale było też zaplanowanym działaniem komunistów, którzy chcieli skanalizować ruch i inwigilować Kaszubów”.
Należy w tym momencie przypomnieć kilka nazwisk: Aleksander Arendt, Lech Bądkowski, Stefan Bieszk, Tadeusz Bolduan, ks. Franciszek Grucza, Feliks Marszałkowski, Leon Roppel, Jan Rompski, Bernard Szczęsny, Jan Trepczyk, Izabella Trojanowska... Każda z tych postaci budziła kontrowersje, głównie Aleksander Arendt, lecz sugerowanie, że wszyscy mogli być bezwolnymi narzędziami reżimu czy agentami bezpieki jest, delikatnie mówiąc, bulwersujące. Godna podziwu była wszakże ich przenikliwość i wyczucie postępującej odwilży politycznej, skoro już na początku 1956 r. rozpoczęli żmudne przygotowania, zakończone powołaniem 2 grudnia Zrzeszenia Kaszubskiego. Był to wyjątkowy sukces, bo trzeba pamiętać, że podobnego, trwałego stowarzyszenia nie udało się wtedy stworzyć, mimo podjętych prób, w żadnym innym regionie. (więcej w „Pomeranii”)

40. Lektury

43. Klëka

44. Z życia Zrzeszenia

46. Kow., Informator regionalny

48. Rómk Drzeżdżónk, PëlckTV

Hùra! Hùra! A jesz rôz: Hùra! Mómë w naszim zataconym na kùńcu swiata, Pëlckòwie, telewizëjã! I to nie bëlë jaką – satelitarną! Je òna farwnô, kwadrofònicznô, cyfrowô, a nôwôżniészé, że pò pëlckòwskù gôdô. Pòwiôdajã wama: më tu wszëtcë w Pëlckòwie jesmë z ti telewizje baro, baro rôd, chòc są téż taczi, co nie chcą ò tim czëc. Namknąc na nich, òni jesz przińdą, bë jejich gãbë PëlcTV pòkôzała.
Pò prôwdze to jesz ti telewizje ni mómë ani nawetka satelitë z jaczi bë mógł programë w swiat wësélac, ale zó to mómë Òjca-Przédniégò Redaktora. A Òjc-Przédny Redaktór jak co rzeczë, to rzeczë, i tak mùszi bëc, i tak bãdze wiedno i wszãdze, na wieki wieków. Amen.
Në nié, jô bë wama zełgôł. Tak pò prôwdze to nie je niżóden Òjc-Przédny Redaktór, leno nasz swójsczi, pëlckòwsczi szôłtës, jaczi ju drëgą kadencjã nama przédnikùje. Jak òn co zarządzy, to wszëtcë gò słëchają, bò to je chłop mądri a szërok ùczałi. Në, mòże nie je jaż tak mądri jak òn sóm gôdô, ale na gwës głupi nie je i ną telewizjã nama pëszną zrëchtëje. Tim barżi, że drëgô kadencja na stółkù szôłtësa mù sã kùńczi. Chto dali mdze nama strôdnyma serotama rządzył, tegò nicht nie wié, a w zdrzélnikù nick nie rzeklë, bò naszi telewizje przecã jesz ni ma.
Jô blós ni mògã doprzińc do te, jakùż nasz szôłtës chce ną satelitã w kòsmòs wësłac. Przecã më tuwò, w Pëlckòwie, niżódnégò kòsmòdromù ni mómë. Banã – jo, hôwingã – jo, PKS (Pëlckòwską Kòmùnikacjã Szpacérową) – jo, lotniszcze – jo, ale rakétenplac? (więcej w „Pomeranii”)

Dołączone pliki: pomerania_09_03.jpg 
Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002