Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - "Pomerania 2/1010
Losowe zdjęcie
Las nad Brdą
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : "Pomerania 2/1010
Wysłane przez: sgeppert dnia 8.2.2010 21:40:38 (3572 odsłon)

Pomerania 2/2010Od redaktora
Polska powróciła nad Bałtyk dzięki Kaszubom. Kto nie wierzy, niech wsłucha się w słowa marszałka Sejmu Ustawodawczego dopiero co odrodzonej Polski, Witolda Trąmpczyńskiego: „Cześć tym kresowym rycerzom, cześć przede wszystkim chłopu i rybakowi pomorskiemu! Przez półtora wieku, bez pomocy z innej strony, przetrzymali oni nawałę germańską, nie pozwolili nieubłaganemu wrogowi zamienić kraju w takie samo cmentarzysko słowiańskie, jak kraje nad Łabą i Odrą. Tylko dzięki ich dzielności uratowaliśmy teraz ziemie województwa pomorskiego, gdy nadeszła wreszcie chwila naprawy zbrodni podziałów kraju”.
Zdania grzecznościowe, bo wypowiedziane 10 lutego 1920 roku, gdy w Pucku błękitny generał Józef Haller zaślubiał Polskę z morzem? W stenogramie z tego posiedzenia Sejmu odnotowano nie tylko słowa marszałka, ale i emocje posłów: „Brawa!”, „Głosy: Cześć!”, „Brawa i oklaski”. Wszystko to okazjonalne? Też. Ale prawdziwe.



Pomerania - miesięcznik wydawany przez Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Redakcja: 80-837 Gdańsk, ul. Straganiarska 20-23, tel. 058 301 90 16, 301 27 31, e-mail red.pomerania@wp.pl


3. Listy
4. Komunikaty
Ja regionalista
W dyskusji poświęconej znaczeniu regionalizmu polskiego w kształtowaniu tożsamości społeczno-kulturowej naszego społeczeństwa brakuje refleksji związanych z etosem regionalisty, rozumianym jako względnie zwarty system wartości i postaw. Uzupełnieniem tej luki byłby zbiór wypowiedzi regionalistów, który zmierzałby do ukazania autowizerunku tej specyficznej grupy społeczników, cieszących się uznaniem środowisk. W Zakładzie Etnologii Polski i Europy Uniwersytetu Łódzkiego zrodził się projekt pod roboczym tytułem Ja – regionalista. W związku z tym zwracamy się do animatorów działań społecznych w regionach (w sensie kulturowym, edukacyjnym, polityczno-administracyjnym i ekonomicznym) o wypowiedzi w tej kwestii. Mogą one mieć charakter refleksji bardzo osobistych lub naukowych, określających związek ze społecznością lokalną lub regionalną oraz z przestrzenią rozumianą jako region – mała ojczyzna – ojczyzna prywatna. Wypowiedzi te mogą dotyczyć województw jako regionów administracyjnych, ale też subregionów gospodarczych, socjologicznych, etnograficznych i wchodzących w ich skład powiatów, miast, gmin, wsi, nawet ulic. Interesującym byłoby określenie czynników, okoliczności i wydarzeń, które w Pani/Pana przypadku zadecydowały o emocjonalnym i praktycznym zaangażowaniu się w działalność regionalistyczną. Co determinuje postawę i tożsamość regionalisty?
Zatytułowane teksty prosimy przesyłać pod adresem: dr Damian Kasprzyk, Zakład Etnologii Polski i Europy, ul. Jaracza 78, 90-243 Łódź lub damikas@o2.pl

XXIII Konkurs Wiedzy o Pomorzu
Klub Studencki Pomorania, działający przy Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim oraz w trójmiejskich uczelniach wyższych, już po raz dwudziesty trzeci organizuje Konkurs Wiedzy o Pomorzu. Skierowany jest on do młodzieży szkół średnich zainteresowanej geografią, literaturą oraz dziejami i kulturą Pomorza. Konkurs przebiega w trzech etapach. Pierwszy obejmuje eliminacje szkolne, przeprowadzane przez nauczycieli szkół średnich. Uczniowie piszą esej (3-10 stron znormalizowanego maszynopisu: czcionka 12, krój – Times New Roman) na jeden z tematów wybranych z listy. Nauczyciel prowadzący typuje maksymalnie 5 najciekawszych prac i przesyła je, wraz z listą uczniów, pod adres Klubu (najlepiej e-mailem: pomorania@o2.pl) do 26 lutego br. Komisja Konkursowa Klubu, po zapoznaniu się z treścią prac pisemnych, zaprasza uczniów, którzy jej zdaniem napisali interesujące i pomysłowe eseje, do drugiego etapu konkursu, który zostanie przeprowadzony w Uniwersytecie Gdańskim, a obejmie część testową.

Kaszubski festiwal przebojów
Zespół Szkół w Lipnicy, przy współpracy z miejscowym oddziałem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Urzędem Gminy, organizuje I Kaszubski Festiwal Polskich i Światowych Przebojów. Celem jest m.in. promowanie języka kaszubskiego, propagowanie kultury muzycznej wśród dzieci i młodzieży, rozwijanie talentów estradowych.
Konkurs ma zasięg regionalny. Jego uczestnikami mogą być uczniowie szkół z całego obszaru Kaszub.
Pełny regulamin konkursu oraz inne informacje można znaleźć na stronie internetowej: zslipnica.ayz.pl

5. Z drugiej ręki
Przeczytane
Agnieszka Łakoma, Mieszkać w pobliżu reaktora, Rzeczpospolita z 9 stycznia 2010


Ministerstwo Gospodarki z dumą informuje o długiej liście gmin, które chcą, by na ich terenie powstała elektrownia atomowa. Nie można dziwić się samorządowcom – taka inwestycja to szansa na dodatkowe wpływy z podatków i finansowe wsparcie ze strony inwestorów.
Czy te oczekiwania są słuszne – to zupełnie inna kwestia. Może wójtowie i radni powinni najpierw dokładnie sprawdzić, na co faktycznie można liczyć, mając na swoim terenie elektrownię atomową. By się nie okazało, że oprócz wyższych dochodów z podatków, jedynym bonusem będzie na przykład dofinansowanie biblioteki lub gminnego klubu szachowego. Tak, jak to ma miejsce we Francji.

Wysłuchane

Powód do dumy, Radio Gdańsk: Na bôtach ë w bòrach, 10 stycznia 2010 roku
Rozmowa z prof. Brunonem Synakiem

– Jest pan socjologiem. Jeśli się przyjrzeć, to: marszałkiem województwa będzie Kaszuba, premierem jest Kaszuba, prymasem Polski – Kaszuba, prezesem publicznej telewizji – Kaszuba. Czy nie jest tak, że kaszubszczyzna wspięła się na takie wyżyny, iż może być tylko gorzej?
– Myślę, że może być jeszcze lepiej. Prezydent nie jest Kaszubą… A tak poważnie, przypominam sobie, że gdy Kaszubi coraz liczniej wchodzili do polityki, zostając ministrami, posłami, senatorami itd., to niektórzy żartowali: jeszcze tylko brakuje, żeby prymas był Kaszubą. No i teraz mamy! Możemy się z tego jedynie cieszyć. Nie tylko dlatego, że to są Kaszubi, ale że między nami, Kaszubami, jest bardzo wielu ludzi znakomicie przygotowanych do pełnienia wszystkich najważniejszych funkcji. Obecnie. Bo jeszcze dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat temu, ze znanych powodów historycznych, aż tak wielu nie było. Dzisiaj procentuje to, że Kaszubi troszczyli się o edukację, wykształcenie.
– Dla Kaszubów mieszkających w Sierakowicach, Stężycy albo gdzieś na północy to powód do dumy, że Kaszubi tak dobrze sobie radzą?
– Z tą dumą bywa rozmaicie. Na premiera czy na inną ważną postać Kaszubi też narzekają, podobnie jak reszta. Patrzą na swoją sytuację, [potem] na funkcję, a mniej na to, czy [ktoś] jest Kaszubą, czy nie. Najważniejsze, żeby się dobrze sprawował, żeby był dobrze odbierany, żeby można o nim powiedzieć: o, to jest dobry premier. I on jest Kaszubą! A nie wyłącznie, że jest Kaszubą. Jednak cała sytuacja ma niewątpliwie dla tożsamości duże znaczenie, chociaż zmiany w tej dziedzinie następują wolniej niż awanse. W świadomości zmiany zachodzą niezwykle wolno. Ale myślę, że to, co kiedyś bardzo przeszkadzało, a mianowicie kompleks kaszubski, nie ma teraz żadnego uzasadnienia.
Fragment wywiadu przeprowadzonego w języku kaszubskim. Tłum. esz
Rozmawiał Leszek Szmidtke

Obejrzane

Zawsze Kaszuby, TV Polonia, 17 stycznia 2010 r.
W ubiegłym roku wielkim wydarzeniem było sprowadzenie do Szymbarka 150-letniej chaty pierwszych kaszubskich osadników w Kanadzie. Stanęła w Centrum Edukacji i Promocji Regionu, a jej otwarcie było wielkim świętem Kaszubów rozproszonych po świecie.
Jak to się stało, że dom kaszubskiego trapera pokonał oceany i morza, aby stanąć – w odnowionym kształcie – na ziemi, z której wywodzili się jego budowniczowie? Kto wpadł na pomysł przeniesienia? Jak wyglądało rozbieranie chaty i załadunek do kontenera?
Czytaliśmy o tym w relacjach prasowych. Przewijało się w nich zasłużenie nazwisko pomysłodawcy sprowadzenia chaty na Kaszuby, Daniela Czapiewskiego, twórcy i właściciela szymbarskiego CEPR. Co innego jednak przeczytać, co innego zobaczyć! A taką możliwość stwarza film dokumentalny „Wiedno Kaszëbë”, który wyemitowano niedawno – nie po raz pierwszy zresztą – w TV Polonia.

Złowione w sieci

Na straży, expresskaszubsi. pl
W nowoczesnych, otwartych społeczeństwach obywatelskich role pierwszoplanowe odgrywają aktywni obywatele, którzy podejmują działania zarówno w sferze politycznej, jak i społecznej. Jednak wśród mieszkańców Kaszub ciągle zbyt powszechna jest bierność, objawiająca się m.in. rezygnowaniem z możliwości kształtowania otaczającej nas rzeczywistości poprzez zaangażowanie w działalność różnorodnych organizacji pozarządowych. Jedną z wielu funkcji takich organizacji może być sprawowanie społecznego nadzoru nad działaniami władz publicznych, w tym władz samorządów terytorialnych. Poprzez taki właśnie nadzór społeczny i przy wykorzystaniu dostępnych każdemu obywatelowi narzędzi prawnych Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie postanowiło, w ramach realizacji projektu Watchdog na Kaszubach, sprawdzić przejrzystość działań administracji samorządowej i rządowej w zakresie wdrażania praw społeczności posługującej się językiem regionalnym – Kaszubom.
7. Postać miesiąca
Żyć, aby tworzyć
9 lutego br. przypada 90. rocznica urodzin Stefana Fikusa – jednej z najbarwniejszych postaci życia kulturalnego powiatu lęborskiego: poety, dramatopisarza i prozaika, historyka hobbysty, malarza amatora, społecznika, animatora kultury związanego z ruchem kaszubskim i chrześcijańskim. Urodził się w Luzinie, w rodzinie kaszubskiej. W 1938 roku wstąpił jako ochotnik do orkiestry 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Po wybuchu II wojny światowej trafił do obozu jenieckiego, a następnie został skierowany na roboty przymusowe do majątku Schlepkow. Po zakończeniu wojny wrócił do Luzina i podjął pracę na kolei w Lęborku, gdzie z czasem osiedlił się na stałe wraz z rodziną. W 1961 roku ukończył zaocznie Technikum Kolejowe w Bydgoszczy. Był korespondentem licznych gazet i czasopism: „Sygnałów”, „Słowa Powszechnego” „Zielonej Drogi”, „Zorzy”, „WTK”, „Gryfa”, „Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, „Gwiazdy Morza” oraz „Pomeranii”.

8. Stanisław Janke, Kaszubski głos Ewangelii
18 stycznia br. prezydent Wejherowa Krzysztof Hildebrandt oraz Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu już po raz siódmy zorganizowali w wejherowskiej kolegiacie Św. Trójcy widowisko z cyklu Verba Sacra – Modlitwy Katedr Polskich. Tradycyjnie główną bohaterką wydarzenia była aktorka Danuta Stenka, która tym razem czytała fragmenty Ewangelii wg św. Łukasza w kaszubskim przekładzie, z oryginału greckiego, autorstwa franciszkanina o. dr. Adama Sikory. Spektakl rozpoczął się wprowadzeniem teologicznym translatora, który podkreślił, że przekład tej części Pisma Świętego powstał na przełomie lat 2008-2009. Tekst pod względem językowym ocenił i skorygował prof. Jerzy Treder, a recenzentem teologicznym był ks. prof. Jan Perszon. Tłumaczenie ukazało się w oficynie wydawniczej Czec Wojciecha Kiedrowskiego, z kościelnym pozwoleniem na druk arcybiskupa metropolity poznańskiego dr. Stanisława Gądeckiego. Fragmenty Łukaszowej Ewangelii, które czytała Danuta Stenka, dotyczyły narodzin i dzieciństwa Jezusa, Jego działalności i głoszonych przypowieści oraz męki, śmierci i zmartwychwstania. Kaszubska interpretacja biblijnego tekstu w wykonaniu aktorki rodem z Gowidlina zaparła dech licznie zgromadzonym w kolegiacie uczestnikom spektaklu. W połączeniu z niecodziennym oświetleniem świątyni i niekonwencjonalną oprawą muzyczną grupy producenckiej Lud Hauza, niski, nieco chropawy głos Stenki nabierał wręcz wymiaru metafizycznego.

9. Arkadiusz Gancarz, Od pomysłu do przemysłu
LEADER to idealny program unijny na potrzeby pomorskich wsi, modernizujących się po wstąpieniu Polski do europejskiej wspólnoty. W ręce mieszkańców skupionych w tzw. Lokalnych Grupach Działania będą przekazane niemałe fundusze, które powinny przyczynić się do rozwoju lokalnych ojczyzn, a także zwiększenia aktywności ich mieszkańców.
Program LEADER został powołany przeciwko: rosnącemu bezrobociu na wsiach, odpływowi stamtąd młodych mieszkańców, niskiemu poziomowi usług czy też słabej bazie turystyczno-kulturalnej. Pomorze – jak wynika z dokumentów – znajduje się w krajowej czołówce oddolnych inicjatyw prorozwojowych. Tylko na Kaszubach objawiło się ich 8 (na całym Pomorzu – 16). W styczniu br. grupy wybrały pierwsze kierunki dążeń. Do 2013 roku można będzie w tę aktywność zainwestować ponad 127 mln złotych.

12. Przejście do ekstraklasy. Rozmowa z prezesem Akademii Kształcenia Zawodowego Krzysztofem Szomburgiem
Coraz więcej osób uczy się języka kaszubskiego. Nie tylko młodzież, ale również dorośli. Akademia ma w tym swój udział…
Naszą misją jest edukacja dorosłych. Wypełniamy ją miedzy innymi przez dokształcanie nauczycieli. Ponieważ kaszubski został uznany za język regionalny i ma obecnie taki sam status, jak języki mniejszości narodowych, wprowadza go coraz więcej szkół. Barierę stanowi brak dostatecznej liczby wykwalifikowanych w tej dziedzinie nauczycieli. Staramy się wychodzić naprzeciw nowym potrzebom. A jesteśmy naturalnie predestynowani do tej roli, gdyż właścicielem Akademii jest Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie.
Zaczęliście od kursów języka kaszubskiego dla wszystkich chętnych. A ściślej – dla osób dorosłych, pracujących. Kto uczestniczył w tych kursach?
Głównie nauczyciele, ale także urzędnicy, ponieważ ustawa o mniejszościach narodowych i języku regionalnym przewiduje możliwość korzystania z języka kaszubskiego w urzędach gmin i wzmacnia jego rolę w przestrzeni publicznej. Dla samorządowców, pracowników urzędów, przygotowaliśmy później odrębną ofertę: szkolenie specjalistyczne, uwzględniające tematy z zakresu promocji gminy, pomocy publicznej, społecznej. Odzew był jednak niewielki. Może przeprowadzenie projektu Watchdog na Kaszubach bardziej uświadomi potrzeby w tym zakresie.
Nauczyciele są bardziej zainteresowani?
Dominowali już, jak wspomniałem, na otwartych kursach dla dorosłych , przygotowaliśmy więc i dla nich specjalistyczne szkolenia. Organizujemy je jako placówka doskonalenia nauczycieli, taki bowiem posiadamy status. Zainteresowanie było i jest duże. Dość powiedzieć, że w ubiegłym roku przeszkoliliśmy ponad stu nauczycieli. W styczniu tego roku rozpoczęliśmy szkolenie na poziomie podstawowym dla nauczycieli z gminy Szemud.

13. Katarzyna Knopik, Razem więcej
Czy możliwe jest partnerstwo kaszubskich organizacji pozarządowych? W jaki sposób rozwinąć ich potencjał? Jakie wyzwania powinna uwzględniać Strategia rozwoju kaszubskich organizacji pozarządowych? Na takie m.in. pytania odpowiedzieć ma projekt KOWAL (Kaszubski Ośrodek Współpracy i Aktywności Lokalnej). Organizacje pozarządowe na Pomorzu dysponują wielkim potencjałem w działaniach na rzecz społeczeństwa, uczestnicząc w rozpoznawaniu potrzeb i kreowaniu polityki publicznej. Jednak możliwości te często nie zostały jeszcze w pełni wykorzystane, ponieważ niewystarczająco rozwinięte są porozumienia partnerskie. Organizacje pozarządowe działające na terenie Kaszub powinny utworzyć silny sektor dysponujący zasobami ludzkimi i materialnymi, aby stopniowo stawać się coraz silniejszym partnerem dla sektora publicznego. Dlatego potrzebna jest postępująca profesjonalizacja działań organizacji pozarządowych i nawiązanie pomiędzy nimi porozumień zorientowanych na realne współdziałanie.
14. Jerzy Nacel, Prawdy i mity
Zaślubiny Polski z Bałtykiem, dokonane przez generała Józefa Hallera 10 lutego 1920 roku w Pucku, stały się symbolem złączenia Kaszub i Pomorza z Macierzą po 148 latach niewoli. Szczególnie mocno utrwalił się w pamięci ludu kaszubskiego obraz błękitnego generała wrzucającego w wody Zatoki Puckiej platynowy pierścień. O tamtym lutowym dniu Kaszubi zawsze pamiętali, choć władze PRL starały się wymazać z pamięci narodowej tę ważną datę naszej najnowszej historii. Jedynie Polacy na obczyźnie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie żył do 1960 roku generał Haller, mogli swobodnie obchodzić kolejne rocznice, przypominając o nich poprzez londyńską rozgłośnię BBC. W roku bieżącym obchodzimy 90. rocznicę zaślubin Polski z morzem. A im więcej upływa czasu, tym liczniejsze są legendy, którymi obrastają lutowe dni 1920 roku. Zanim je przypomnimy, uściślijmy wydarzenia składające się na historyczny fakt.
14. Józef Haller, Szmaka na więcej morza
W październiku 1919 roku, rozkazem Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, zostałem wyznaczony dowódcą Frontu Pomorskiego. Zadaniem moim było przejęcie, pospołu z polską administracją cywilną, Pomorza z rąk administracji pruskiej. Kwatera moja mieściła się w Skierniewicach. Przygotowania do wykonania tego zadania trwały do 19 stycznia [1920 r.].
Aż przyszedł moment, w którym trzeba było wyruszyć ze Skierniewic, żeby – w myśl danego przeze mnie rozkazu – stanąć rankiem 20 stycznia 1920 r. w Ciechocinku, gdzie d-ca brygady kawalerii generał Suszyński miał stanąć ze swoją brygadą do mojej dyspozycji. W myśl tego rozkazu, z 19 stycznia, rozpoczął marsz od południa z Inowrocławia przez Gniewkowo płk Skrzyński na czele dywizji pomorskiej, aby w południe dotrzeć do Torunia. 20 stycznia 1920 r. był lekko mroźnym dniem, ale bardzo słonecznym. Dwie doby poprzednie, obfite w śnieżyce i burze śnieżne, zasypały drogi tak, że trzeba było samochodem przebijać się przez zaspy śnieżne, by dotrzeć na czas do Ciechocinka. Pamiętam te piękne tężnie solankowe, z których sople świeciły tęczowymi kolorami. W tym promiennym dniu zameldowała mi się brygada kawalerii, która potem konwojowała mnie.

18. Jerzy Drzemczewski, Frontem do Bałtyku
W numerze 11/2009 „Pomeranii” ogłosiliśmy – z inicjatywy posła Jana Kulasa – otwarty ranking na dziesięć najlepszych książek o Pomorzu, które warto przeczytać. Wpłynęło do tej pory kilka propozycji. Jedną z nich – z nader obszerna galerią autorów w tle – drukujemy poniżej. Kolejne opublikujemy w następnych numerach. Red.
Dokonanie wyboru 10 najlepszych książek o morzu (umówiłem się p. posłem Janem Kulasem, że moja próba rankingu dotyczyć będzie tylko książek o tematyce morskiej) z lat 1920-2010, to przedsięwzięcie niełatwe. Przede wszystkim ze względu na długi, 90-letni okres. Niezwykle trudny jest również wybór, spośród co najmniej 5 tys. książek, owych 10 najlepszych (samo Wydawnictwo Morskie w ciągu prawie 40 lat swego istnienia wydało ok. 2,5 tys. różnego rodzaju tytułów, głównie o tematyce morskiej).

21. Andrzej Busler, Gdyńskie krewne Wicka Rogali
Jeśli zadamy pytanie: z jaką częścią Kaszub skojarzyłbyś postać ludowego pieśniarza Wicka Rogali, najczęściej usłyszymy o południu naszego regionu. Czasem padnie bardziej precyzyjna odpowiedź, wskazująca na miejsowość – Wiele. Ja trafiłem na gdyński trop pieśniarza... Poszukując materiałów dotyczących Lecha Bądkowskiego, skorzystałem z uprzejmości pana Wojciecha Kiedrowskiego, który udostępnił mi ze swojego archiwum sporo zdjęć. Część jest znana, ponieważ była publikowana w różnych opracowaniach, ale niektóre okazały się rzadkie, jak to z wycieczki na południowe Kaszuby, którą Lech Bądkowski odbył w 1954 roku z innym pisarzem pomorskim Franciszkiem Fenikowskim. Na jednym z archiwalnych wizerunków, obok dwóch wspomnianych przyjaciół, widać również Wicka Rogalę. 18 lutego 2009 r., w dniu uroczystego otwarcia w Senacie RP wystawy poświęconej Lechowi Bądkowskiemu, zorganizowałem w Gdyni niewielkie spotkanie w Filii nr 3 Miejskiej Biblioteki Publicznej, poświęcone właśnie tej postaci. Zaprezentowałem wiele książek, zdjęć i innych materiałów dotyczących Lecha Bądkowskiego, a wśród nich także to, na którym stoi obok Franciszka Fenikowskiego i Wicka Rogali. Po zakończeniu spotkania miałem okazję rozmawiać z przybyłą w kilka osób „wickową” rodziną i wtedy postanowiłem sobie, że niebawem powrócę do tematu gdyńskich krewnych pieśniarza.

23. Katarzyna Wojciechowska, Kowal podkuwacz
Znana wszystkim koniarzom sentencja mówi, że podstawą zdrowia konia są jego nogi, a zwłaszcza kopyta. Podkuwacz to jednak zawód wymagający nie tylko fachowości, lecz również znajomości psychiki konia i jego fizjologii, a także dużej siły i zręczności. Kowal-podkuwacz, obsługujący codziennie do kilkunastu koni, narażony bywa na wierzgnięcia i nadepnięcia, dlatego ważne jest, aby właściciel zwierzęcia sam rozczyszczał mu kopyta (np. za pomocą tzw. kopystki) i tym sposobem oswajał z podnoszeniem nóg w celach pielęgnacyjnych. Na Kaszubach funkcjonuje już niewielu kowali-podkuwaczy. Jeden z nich to mistrz kowalski Kazimierz Cieszyński z Miszewa, który nauczył się fachu od swego ojca Zygmunta, również mistrza. Pan Kazimierz w 1968 r. przejął po ojcu kuźnię, która początkowo była drewniana, później murowana. Swój mistrzowski dyplom uzyskał w gdańskiej Izbie Rzemieślniczej, gdzie jednak obecnie nie przeprowadza się już egzaminów na kowala z uwagi na brak kandydatów do uczenia się tego trudnego zawodu. Syn pana Kazimierza, Krystian, zdał egzamin czeladniczy w Bydgoszczy, po kursach przygotowawczych aż w Zielonej Górze. Uczył się także kowalstwa artystycznego u rzemieślnika w Czaplach. Tak więc panowie Cieszyńscy to nieczęsty przykład trzech pokoleń w jednym zawodzie.

24. Andrzej Busler, Kupujcie Bubliczki
- Skąd wasz pomysł na mieszankę dokonań muzycznych różnych kultur?
- To efekt grania po festiwalach w całej Europie jeszcze z zespołem folklorystycznym Krëbanë. To także następstwo spotkań z muzykami serbskimi i bułgarskimi, dzięki którym bezpośrednio poczuliśmy charakterystyczną muzykę bałkańską (przypominam sobie płytę Kayah i Bregovica, na której sukces złożyła się w 99 procentach dynamiczna muzyka bałkańska). W Polsce podobnie wyrazista jest głównie muzyka góralska, z uwagi na melodykę i specyficzny wielogłosowy śpiew. Muzyka kaszubska nie jest już tak oryginalna, bo można powiedzieć, że podobne rytmy odnajdziemy w Niemczech, na Litwie i w Szwecji. My jednak, jako Bubliczki, chcemy, mówiąc ogólnie, zachowywać bazę, czyli odniesienia do kaszubskiej tożsamości, dlatego postanowiliśmy stworzyć coś świeżego, czego ludzie chcieliby słuchać. Stąd w naszej twórczości pobrzmiewają, obok kaszubskich, także akcenty bałkańskie, żydowskie i cygańskie.
- Wszyscy członkowie zespołu mają wykształcenie muzyczne?
- Trzech z nas zdobyło szlify muzyczne (Paweł i Piotr Ringwelscy oraz ja). Pozostała trójka również zamierza wybrać tę drogę, ale w naszej stegnie muzycznej potrzeba dużo samokształcenia, zatem idąc tym tropem, trzeba raczej powiedzieć, że czujemy się samoukami.
- Jesteście Kaszubami?
- Tak. Cała nasza szóstka to Kaszubi.

I-VIII „Najô ùczba” – edukacyjny dodatek do „Pomeranii”

27. Michał Kargul, Krzysztof Korda, Uczmy się od najlepszych
Rok 2009 upłynął w Zrzeszeniu na dyskusji nad celowością zwołania kolejnego, trzeciego kongresu kaszubskiego. Kaszubscy działacze z naszej organizacji mieli szereg wątpliwości, czy w osiemnaście lat po poprzednich, nadszedł czas na kolejne dyskusje kongresowe.
Ostatecznie kongres ten, po prawie rocznej debacie, postanowiono zwołać w przyszłym roku. Nam jednak, Kociewiakom ze Zrzeszenia, dyskusja kolegów z Kaszub stanęła przed oczyma, gdy dostaliśmy zaproszenie do Tlenia, na konferencję dotyczącą zwołania IV Kongresu Kociewskiego w 2010 roku. Nie chodzi bynajmniej o to, że nasze kociewskie kongresy są robione za często. Mamy inne problemy niż Kaszubi i terminy pięcioletnie zwoływania kolejnych kongresów kociewskich wydają się być uzasadnione. Jednak podejmowanie decyzji w październiku o tym, by przeprowadzić kongres na wiosnę następnego roku, rodzi poważne obawy o skuteczność prac przedkongresowych. Na dodatek nieszczęśliwie wybrany termin konferencji w Tleniu – poniedziałkowy ranek – zrodził poważne wątpliwości o zainteresowanie inicjatorów szerokiej grupy działaczy i organizacji regionalnych z terenu Kociewia. Czy aby na pewno wszyscy działacze regionalni, pracujący społecznie, spędzający dni robocze na innej, etatowej pracy, mają możliwość brania urlopu, by uczestniczyć w takich spotkaniach? Przecież to już któreś z kolei zaproszenie dla naszej organizacji na ważne dla niej spotkanie w środku dnia roboczego… A liczba urlopów jest ograniczona.
Trzeci numer „Tek Kociewskich”
W grudniu 2009 roku ukazał się kolejny, już trzeci numer "Tek Kociewskich". Publikacja zawiera materiały z III Nadwiślańskich Spotkań Regionalnych, które odbyły się w Tczewie w październiku 2009 roku, a których tematyka była związana z 70. rocznicą wybuchu II wojny światowej. Organizatorzy spotkań zaprosili do Tczewa historyków m.in. z Muzeum Drugiej Wojny Światowej, Muzeum Stutthof i Instytutu Pamięci Narodowej. Najważniejsze referaty znalazły się w "Tekach", a wśród nich wystąpienia historyków opisujących początek działań wojennych w Tczewie, Szymankowie, Wieluniu czy na Śląsku. Uzupełnia je artykuł o tczewskiej partyzantce Gryfa Pomorskiego.

29. Maria Pająkowska-Kensik, Nad Wisłą, Wdą i Wierzycą
Do niedawna (nie chce mi się sprawdzać, kiedy się to skończyło, bo to uściślenie danych niczego nie zmieni...) przeglądając kolejne numery „Pomeranii”, zawsze zatrzymywałam się przy felietonach Andrzeja Grzyba. Podobnie często zauważam brzmiące wiarygodnie po kociewsku teksty Marii Roszak (Block), ale iągle zapominam, by skontaktować się z Autorką owej lekkiej, zabawnej kociewszczyzny i spytać, skąd tak dobrze zna moją rodzinną gwarę? Wiadomo, że wyznaję dewizę (właściwie jedną z dewiz): wszystko, co kociewskie jest mi bliskie, a wszystko co kaszubskie - też ciekawe. Felietonów senatora Grzyba w „Pomeranii” już nie widuję, ale Kociewie nadal żyje, warto więc czytelnikom o tym przypominać, by jednych ucieszyć, a drugich twórczo niepokoić. Skończył się rok 2009 i aż się prosi, by powspominać o wydarzeniach na Kociewiu. Działo się dużo, ale przywołam – według własnego wyboru – to, co składało się na chwile niezapomniane.
30. Maciej Narloch, Pomorania w Krakowie
5 grudnia br. środowisko kaszubsko-pomorskie wzbogaciło się o nowy klub zrzeszający młodzież zainteresowaną tematyką regionalną. Rada Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, na swym posiedzeniu połączonym z odsłonięciem tablicy pamiątkowej ku czci Lecha Bądkowskiego w toruńskim I Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika, zatwierdziła Klub Studencki Pomorania w Krakowie. Tym samym do istniejących już kaszubsko-pomorskich grup studenckich, czyli klubów Pomorania w Gdańsku i Toruniu, dołączył kolejny (starania żaków z Uniwersytetu Jagiellońskiego w tej mierze trwały pół roku). Jednocześnie w dodatkowej, specjalnej uchwale powierzono komisji statutowej Zrzeszenia opracowanie zasad wzajemnej współpracy pomiędzy trzema klubami, przy poszanowaniu ich autonomii.

32. Kazimierz Ostrowski, Budowanie Pomorza
Blisko dwanaście lat temu, kiedy w ogniu debat i sporów kształtował się obecny podział terytorialny kraju, także w Chojnicach toczyła się prawdziwa wojna na argumenty i emocje. Rada Miejska, wbrew lobbingowi czy nawet presji dygnitarzy bydgoskich, opowiedziała się ostatecznie za przynależnością miasta (i powiatu) do powstającego województwa pomorskiego. Oczywiście, uchwała jedynie wyrażała wolę i nie miała mocy prawnej, lecz dwaj radni, którzy tak dziś, jak i wtedy, stanowili w Radzie małą, ale hałaśliwą opozycję, poważyli się na krok niegodny. Mianowicie korzystając z ratuszowego faksu, wysłali do Senatu kłamliwą depeszę, iż Rada Miejska uchwały w rzeczonej sprawie nie podjęła. Postępek natychmiast wyszedł na jaw, sprawcy jednak nie ponieśli żadnych konsekwencji, chociaż koledzy radni wahali się odtąd przed podawaniem im ręki. Senat zaś, bez wątpienia za przyczyną ówczesnego wicemarszałka Donalda Tuska i senatora Kazimierza Kleiny, podjął właściwą decyzję.

33. Eugeniusz Pryczkowski, Zanikanie portalu
Rok 2009 był dla Kaszubów na pewno udany. Wśród wielkich wydarzeń najczęściej wymieniało się zbudowanie mostu przyjaźni pomiędzy nami a Kaszubami kanadyjskimi, co uzewnętrzniło się choćby przez odtworzenie w Szymbarku chaty sprowadzonej z Kanady.
Historycznymi wydarzeniami były także np.: powołanie na prymasa Polski ks. abpa Henryka Muszyńskiego oraz wybór pochodzącego z Pucka Romualda Orła na prezesa Telewizji Polskiej. W tle wielkich wydarzeń, niemal niepostrzeżenie, zanikał w 2009 roku internetowy portal Nasze Kaszuby, stworzony przez Stanisława Gepperta z Sopotu, absolwenta Politechniki Gdańskiej. Portal ten w zasadzie przemilczał wyżej wymienione znaczące wydarzenia, za to 1 stycznia, w Nowy Rok, ogłosił następującą informację:
„Podjąłem decyzję o ograniczeniu funkcjonalności serwisu...”.

36. Bogdan K. Bieliński, Między Maorysami
Dla Eleonory drogowskazem do szukania stabilnej egzystencji poza granicami Polski, i to aż w Nowej Zelandii, była jej teściowa Janina. Eleonora urodziła się w 1931 r. w Janowie nad Wisłą, a wychowana została w rodzinie gburskiej silnie związanej z Polską. Jej ojciec, Tadeusz Tollik (1898-1937), należał do trzeciego pokolenia gospodarującego na tej samej roli w Janowie. Wśród przodków miał dziadka Melchiora, który zapisał się w historii jako współtwórca pierwszego na ziemiach polskich kółka rolniczego w Piasecznie koło Gniewa (1862 r.), będąc zastępcą jego prezesa Juliusza Kraziewicza. Zresztą, nie trzeba sięgać tak daleko, bo ojciec Eleonory, będąc przewodniczącym komisji plebiscytowej w 1920 r., wsławił się aktywnością przy wyrywaniu ziem nadwiślańskich z rąk niemieckich, w wyniku czego Janowo powróciło do odrodzonej Polski. Obszerną działalność tego działacza dokumentuje m.in. hasło w Słowniku biograficznym Warmii, Mazur i Powiśla XIX i XX wieku (Warszawa 1983) Tadeusza Orackiego, a także odnaleziony późno po wojnie Pamiętnik. Matka Eleonory, Zofia Weinert, pochodziła z Serocka. Oboje rodzice pochowani zostali w Janowie na cmentarzu katolickim. Spośród rodzeństwa Eleonora, zwana Lusią, była najmłodsza. Jej starszy brat Jeremi mieszkał w Gdańsku Oliwie, a siostra Eugenia zmarła jeszcze w czasie wojny, mając 17 lat. Eleonora wyszła za mąż w 1953 r. w Kwidzynie za Zbigniewa Dawidowskiego, syna Bohdana Budzyna-Dawidowskiego i Janiny z Ursyn-Szantyrów (małżeństwo to rozpadło się jeszcze przed wojną), po czym zamieszkała wspólnie z teściową.

38. Nedim Useinov, „Swojski Krym”?
Niezmiernie uradowało mnie grudniowe wydanie „Pomeranii”, w którym opublikowany został tekst Arkadiusza Gancarza pt. Swojski Krym. Wprawdzie artykuł zawiera szereg nieścisłości, które niniejszym spróbuję skomentować, niemniej pełen jestem uznania i wdzięczności dla autora za chęć zajęcia się tematem, a dla czasopisma – za szerokie horyzonty, wykraczające poza własne podwórko, sięgające odległych krain i obcych kultur. Niniejszy tekst stanowi próbę naprawienia niektórych powierzchownie i niezbyt dokładnie przedstawionych opisów, dotyczących losów historycznych Krymu i aktualnej sytuacji polityczno-społecznej jego mieszkańców. Z góry proszę o wyrozumiałość dla moich kategorycznych stwierdzeń, szczególnie dotyczących dat i sformułowań, które – jak przekonałem się czytając komentowany artykuł – mogłyby prowadzić do błędnych wniosków.

41. Maria Block, Kwiandrajóncy Julek
Wéw Małżewie (to je taka wioska za Czczewam, a przed Dużó Turzó – same bambry tamoj mnieszkajó) żół se jedan Julek ze swojó familijó – babó i dwoma córkami, Iwonó i Natalió (a take psiankne i obrotne, jak mało kto, wszytke knabasy chcieli zéz nimi na schadzki łazić i sia mujkać!). Julka to ludzie znali jano po tym, że on durcham kwiandrał, jak tan zbity kejter. A to go caban ciupjał, a to niby gyra złamał, jak sia wykopyrtnéł o jakeś klamoty wéw świniarni, a to mu paluchy przemarźli, jak siśka czyścił i musiał trzy dni we wyrze gnić, a baby latali. Ale raz już dostali nerwa, klapnéli sia wéw sklepie we trzy (no, ta baba i dwa córki) i deliberujó, co tera. Iwona (ta starsza córka) gada: – Chodźta, nié latómy już kele taty, bo toć on już wymyśla te choroby, tera nié może léźć do składu, bo go gała boli, jak sia na słońce zagapsił.
42. Lektury
44. Klëka
46. Z życia Zrzeszenia
48. Lżejsze strony
Słôwk Klas, Welowny rok

Swiãto Òbjawieniô Pańsczégò je nôstraszim swiãtã, òbchôdónym przez chrzescëjanów ju òd IV stolecégò.
W Rzimsczim Kòscele, jinaczi jak w Kòscele Òbrządkù Wschòdnégò, no swiãto je apartnym, co mô pòdniosłi jegò znaczënk. Przódë – „Trzech Królów” bëło zôczątkã liturgicznégò rokù.
Slédno ò swiãce Trzech Królów (TK) je czëc wicy, nié blós z leżnoscë 6-gò stëcznika, czedë bëło òbchôdóné, ale téż za sprawą stowôrë - Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej projektu Ustawy o przywróceniu dnia wolnego od pracy w Święto Trzech Króli, jakô pòstawiła so za cél nazôdka nadac TK znankã państwòwégò swiãta, co bë brzadowało pòstãpnym wòlnym òd robòtë dniã.
Zbijgórz M. Jankòwsczi, Bądźmy sobą!
W maju 1967 roku, znalazłszy się po raz pierwszy w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, usłyszałem od Aleksandra Michałowskiego – prywatnie przyjaciela Szalapina – że mam niemiecki akcent i wymowę.
Co było przyczyną takiej diagnozy?
Otóż od momentu, gdy zacząłem mówić, nie artykułowałem wyraźnie głoski „r”. Wtedy – ponad czterdzieści lat temu – po czterech latach nauki języka francuskiego w liceum, uważałem, że to zjawisko przydatne i nie wiązałem go z miejscem urodzenia, nikt mi zresztą tego nie wytykał. Nikt też wtedy nie wiedział, że tego typu ułomność może być pomocna w osiągnięciu… trzeciego miejsca w państwie. Dzisiaj wielu próbuje robić to na siłę. Mnie w tamtych latach język (jako mięsień i narząd mówienia) drżał i obijał się o górne zęby tylko w dwóch przypadkach: – kiedy do koni (nie własnych), którymi powoziłem w ramach odrabiania przysług, wołałem: prrr!

Dominik Sowa, Podniebnych lotów cząstka znamienita

W czasie pobierania nauk w Uniwersytecie Jagiellońskim mieszkałem, jak większość moich kolegów, w akademiku Żaczek. Spędzając sporo czasu nad mądrymi księgami, czułem nieraz późnym wieczorem, że robiło się głodno. Po powrocie z domu po Świętach każdy coś ze sobą przywoził, a najdłużej z zapasów przechowywał się smalec, wystawiany w słoiku za okno. Ja przywoziłem taki smalec z gór, jednak robiony nie ze świni, ale z gęsi, topiony razem z wątróbką. Ach cóż to był za przysmak. W szczególności smakował Staszkowi – poecie, który im bardziej prowadził rozwiązłe studenckie życie, tym smutniejsze pisał wiersze. Zdarzało się, że około północy zaglądał do mojego pokoju z nieśmiałym pytaniem, czy zachowałem jeszcze podniebnych lotów cząstkę znamienitą. Wszak poeta nie mógł zapytać zwyczajnie o smalec.

52. Ròmk Drzéżdżónk, Ùczałô debata
Do mòji zamiarzłi, zatacony w smiotach, przëstrojony w sniegòwi òbleczënk chatinczi, skrëti midzë chójką a brzózką na zberkù përdegóńsczégò Pëlckòwa, przëszedł brifka z lëstã. Chùtuszkò jem rozerwôł kùwertã czekawi, jaczé wiadło bënë ni sã tacy, le mój drëch nie dôł mie przeczëtac wòłającë:
– Ùczałô debata kòle naju mdze!
– Skądkaż të wiész? Czëtôł të lëst do mie?
– Jak mòżesz! – brifkã zrobił òbrażoną mùniã. – Jô dostôł taczi sóm, to wiém!
Nie słëchającë na niegò, przeczëtôł jem, co w pismionie stojało:
Serdeczno rôczimë na debatã pt. „Swiąda Pëlckòwiôków wczora i dzysô”.
Dali bëłë témë dwùch referatów i nôzwëska z wszëtczima nôùkòwima titlama ùczałëch:
Ò swiądze Pëlckòwiôków w XIX i XX stolecym z pòzdrzatkù historika – profesór zwëkłi historicznëch nôùków Jón Klaperbaba.
Jakùż Pëlckòwiôcë widzą se w widze XXI stalatnëch badérowaniów – doktór habilitowóny socjologòwëch nôùków Tomôsz Mãczibania.
Na kùńcu rôczbë pòdóny béł czas i môl pòtkaniégò.
Zéńdzenié mdze we strzodã pò pôłnim w pëlckòwsczi remize.
– Ò! – wzdichnął jem zadzëwòwóny, ni mògącë ùwierzëc. – Do najégò zataconégò na samim kùńcu swiata Pëlckòwa tak znóny profesorowie przëjadą? Ni ma na co wzerac, mùszimë jic. Jidzesz téż?
– To sã rozmieje. Wiédzë nigdë za wiele – cziwnął głową brifka. – Jô so nawetka móm w głowie pëtania do profesorków przërëchtowóné.

Dołączone pliki: pomerania_1002.jpg 
Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002