Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - Styczniowy numer „Pomeranii”
Losowe zdjęcie
Dawny cmentarz w Kramarzynach
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : Styczniowy numer „Pomeranii”
Wysłane przez: Redakcja_nk dnia 11.1.2012 20:00:00 (1861 odsłon)



Pierwszy numer miesięcznika "Pomerania" na rok 2012 został przygotowany przez dwóch redaktorów naczelnych: Edmunda Szczesiaka, który w grudniu 2011 r. pożegnał się z pismem, i Dariusza Majkowskiego, który przejął od niego pałeczkę. M.in. o tym ten ostatni pisze w znajdującym się na stronie 2 słowie
Od redaktora
Pò mie swiata nie mdze
Jô to wiém ju dzysô

Tak pisał w jednym ze swoich wierszy Stanisław Janke. Dotychczasowy redaktor naczelny Edmund Szczesiak jest znany ze swej skromności i z pewnością tak o sobie nie pomyślał, ale wielu Czytelników nie wyobraża sobie „Pomeranii” bez niego. W końcu przez 11 lat służył naszemu pismu swoją wiedzą, umiejętnościami i sercem. Nie podkreślał swoich zasług, nie robił z siebie męczennika za sprawę kaszubską, tylko po prostu pracował. Dziękujemy Panie Edmundzie za ten czas. Dług wobec „Pomeranii”, o którym często Pan wspominał, został już spłacony z nawiązką. Podziękowania należą się też wszystkim współpracownikom oraz członkom Kolegium Redakcyjnego z jego przewodniczącym Wiktorem Peplińskim na czele.
Postaram się nie zepsuć tego, co mój poprzednik wypracował, choć jak każdy redaktor naczelny, chcę wnieść coś nowego. Do współpracy zapraszam wszystkich zainteresowanych sprawami Pomorza, naszą kulturą, historią, językiem kaszubskim, gwarą kociewską… Mam nadzieję, że Czytelnicy zaakceptują lekko odmienioną „Pomeranię”, którą już przygotowujemy na luty (numer styczniowy jeszcze prawie w całości został zaplanowany i przygotowany przez E. Szczesiaka).
W tej „Pomeranii” piszemy m.in. o sprawach związanych z pozyskiwaniem energii. Atom, gaz łupkowy, wiatraki – to słowa, które pojawiają się już nie tylko w rozmowach specjalistów czy działaczy ekologicznych, ale także „zwyczajnych” mieszkańców Kaszub, Kociewia, Krajny, Borów Tucholskich. Mówi się o nich z nutką nadziei na rozwój gospodarczy naszego regionu, ale coraz częściej również z obawami o środowisko. Na razie nie można jeszcze jednoznacznie podsumować możliwych strat i zysków, ale na pewno należy o tym pisać. Nic więc dziwnego, że i na naszych łamach te tematy wysuwają się na pierwszy plan.
I jeszcze krótkie życzenia: oby ten nowy rok był dobry dla wszystkich Czytelników „Pomeranii”, a kryzys, który coraz bardziej odczuwamy na własnej skórze, niech omija naszą ziemię i kulturę z daleka. Jak napisaliśmy na okładce, wejdźmy w ten rok z nowymi nadziejami.
Dariusz Majkowski


Okładki/Òbkłôdczi: II. Zrzeszenié mô 55 lat, III. Podaruj swojemu dziecku kaszubską bajkę, IV. Życzenia noworoczne Kaszubskiego Instytutu Rozwoju[/b]

3. Listy

4. Komunikaty

5. Z drugiej ręki
Wysłuchane
Gombrowicz po kaszubsku, Na bôtach ë w bòrach, 27.11.2011[/b]
Gómbrowicz pò kaszëbskù? Baro proszã.
[Hana Makùrôt]: – Zacągadło dwignãło sã… Niejasny kòscół… I kòłowrotny strop…Dzywné sklepienié… A sztãpel tonie zôtor w zôtor czôrny.
[Łukasz Jaroń, Akademickie Centrum Kultury Uniwersytetu Gdańskiego „Alternator”]: – Doszliśmy do wniosku, że literatura współczesna nie ma jeszcze swojej wielkiej reprezentacji, jeśli chodzi o kaszubskie wersje językowe, więc zabraliśmy się za „Ślub” Gombrowicza. Sprawa się potoczyła i książka została wydana.
Ta knéga to „Zdënk”, a z pòlsczégò „Ślub” Witolda Gómbrowicza. Wëdrëkòwónëch je 1000 egzemplarów ksążczi. Mdą òne rozdôwóné kaszëbsczim jinstitucjóm kùlturë. Nad dolmaczënkã „Zdënkù”, pòd òkã profesora Jerzégò Trédra, robiła Hana Makùrôt.

Kaszëbsczé „Love Story”, Radio Gdańsk, „Klëka”, 8.12.2011
Kaszëbsczé „Love Story” – platka z kaszëbsczima miłotnyma sztëczkama wëdónô mdze na zôczątkù stëcznika 2012 rokù. Wëdanié albùmù ùdbóné bëło ju na latosy gromicznik, jednakò ùdbë nie ùdało sã zjiscëc. Terôzkù robòtë zôs dérëją. Mùzykã na platkã skòmpònowa Wérónika Kòrthals. Za lëteracką starnã, a téż za wëdowniczé sprawë òdpòwiedzalny je ùdbòdôwca platczi, Tómk Fópka.

Kaszëbskô kluczplata na You Tube, Radio Gdańsk, „Klëka”, 1.12.2011
Chòc kaszëbskô kluczplata, to je kaszëbskô wersjô klawiaturë òd kòmpùtra, jistnieje ju czile lat, nie wszëtcë wiedzą, jak jã so zajinstalowac, a pòtemù jak ji ùżiwac. Je na to spòsób. Jinstrukcjô zajinstalowaniô kluczplatë jidze nalezc w Jinternece w serwisu YOU TUBE. W wëszukiwarkã nót je prosto wpisac „kluczplata” i pòkazëje sã nama 15-minutowi film. Jegò autorã je Wòjcech Makùrôt.

Złowione w sieci
Kraina miłości, polskajestfajna.wp.pl, 5.12.2011
Udając się na Kaszuby, spodziewaliśmy się wszystkiego, tylko nie tego, że okrzykniemy ten region „krainą miłości”. I to nie tylko dlatego, że spotkaliśmy tu fantastycznych, przyjaznych ludzi. Tutejsze zwyczaje, legendy, a nawet przyroda zdają się śpiewać „all you need is love”. Wdzydze to mała wioska położona w sercu Kaszub. Rozegrało się tu kilka niesamowitych historii miłosnych. W pradawnych czasach po Kaszubach tłumnie wędrowały Stolemy, czyli miejscowe wielkoludy, które zajmowały się głównie kopaniem w ziemi. W ten sposób przyczyniły się do powstania malowniczych terenów Szwajcarii Kaszubskiej – tu wykopały rów pod jezioro, tam usypały górkę. Jeden z nich nieszczęśliwie zakochał się w pięknej rusałce Wdzydzanie. Gdy chłopak chce zaimponować dziewczynie, podjeżdża pod jej dom drogim samochodem i zabiera ją do dobrej restauracji.
Gdy Stolem chce poderwać rusałkę, kopie jej jezioro.
Krzysztof Kowalkowski

Po 20 latach koniec Przeglądu Zespołów Kolędniczych w Sierakowicach.expresskaszubski.pl, 13.12.2011
Gminny Ośrodek Kultury w Sierakowicach rezygnuje z organizacji Wojewódzkiego Przeglądu Zespołów Kolędniczych. Mimo że te przegląd gościł w kalendarzu imprez przez ponad 20 lat, zdaniem szefostwa GOK jego formuła się wyczerpała. – Najważniejsze, że tradycje związane z gwiazdką i zespołami kolędniczymi żyją w różnych miejscowościach – mówi dyrektor GOK.
„Gwiôzdka” to pochód przebierańców wędrujących od domu do domu w noc wigilijną i odgrywających przygotowane wcześniej scenki. Tradycja ta wciąż żyje
w wielu miejscowościach, a próbą jej propagowania były coroczne przeglądy kolędnicze i eliminacje wojewódzkie organizowane przez gminę Sierakowice.

7. Dariusz Majkowski. Od ekstazy do radości poważnej
Na binã wszedł chłop w skòrzniach, w mùcë na głowie i rzekł: „Jô, gbùr
z Òtomina wama rzekã: Më Kaszëbi sã nie dómë”. Spitôł jem sã drëcha kòl mie: „chtëż to je?” – To przedwòjnowi prawnik Karól Krefta. Òn znaje 7 jãzëków.
– Në, jak taczi lëdze kôrbią pò kaszëbskù, tej jô jem kùpiony – òdrzekł jem.
To była ekstaza
To wspomnienie Edmunda Kamińskiego – uczestnika I Zjazdu Zrzeszenia Kaszubskiego. Jest on jednym z niewielu już świadków wydarzeń sprzed 55 lat. Z okazji rocznicy Zjazdu, który odbył się 2 grudnia 1956 roku, członkowie Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego spotkali się z „weteranami zrzeszeniowej pracy” – Stanisławem Pestką i właśnie Edmundem Kamińskim. W gdańskiej tawernie Mestwin można było m.in. usłyszeć, jaka jest różnica między działaniami wówczas a dzisiaj.
Wnenczas bëło w tim cos ekstaticznégò. Pò prôwdze ekstaza. Czedë Wòjk Czedrowsczi przëchôdôł do redakcji „Kaszëb”, bò nalôzł jaczis archeologicznyprodukt i pòkazywôł – wejle, héwò cos pòmòrsczégò! – to bëło cos nadzwëkòwégò. Jistno, czedë cos napisôł Lech Bądkòwsczi abò jesmë jachalë w teren pòtkac sã z lëdzama, co chcelë cos robic dlô Kaszëb – to bëła ekstaza.

8. Andrzej Busler. Elektrownia jądrowa na Pomorzu
Budowa pierwszej elektrowni atomowej w Polsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku została przerwana. Duży wpływ na to miały liczne protesty ludności. Kilka lat temu temat budowy atomówki w Polsce powrócił. W końcu listopad ubiegłego roku podjęto decyzje dotyczące lokalizacji planowanej elektrowni.
Zaczęło się od Żarnowca
Pierwsza polska elektrownia jądrowa miała stanąć nad Jeziorem Żarnowieckim na Kaszubach. Budowę elektrowni wstrzymano w 1989, a rok później zdecydowano o jej likwidacji. Resztki niedokończonej inwestycji do dziś straszą nad pięknym akwenem. Idea budowy elektrowni atomowej spotkała się wówczas ze sprzeciwem społecznym. Minęło kilkanaście lat i pomysł stworzenia atomówki w Polsce powrócił. W końcówce ubiegłej dekady polski rząd przyjął program polskiej energetyki jądrowej. Firmą odpowiedzialną za doprowadzenie do zbudowania pierwszej w Polsce elektrowni atomowej została Polska Grupa Energetyczna S.A. W grudniu 2009 roku powstała spółka PGE Energia Jądrowa S.A., a w styczniu 2010 roku została zarejestrowana spółka celowa PGE EJ 1 Sp. z o.o. W pierwszym etapie inwestycji, polegającym na wyborze lokalizacji atomówki, brano pod uwagę wiele miejsc w różnych regionach Polski. Najczęściej pojawiały się nazwy następujących miejscowości: Żarnowiec, Kopalino, Lubiatowo (woj. pomorskie), Kopań (woj. zachodniopomorskie) (woj. wielkopolskie).

10. Andrzéj Bùslér. Jądrowô elektrowniôna Pòmòrzim
Tłomaczenié Jiwóna Makùrôt

12. Dariusz Majkowski. Dla kogo to 5 minut?
„Gaz łupkowy to 5 minut dla Polski, które musimy wykorzystać” – mówiła Sylwia Sikora, reprezentująca Ministerstwo Gospodarki. „Szkoda, że za tych 5 minut mają zapłacić Kaszubi” – dało się słyszeć na sali.
Wątpliwości, a nie sprzeciw
Działo się to 5 grudnia 2011 r. w sali im. Lecha Bądkowskiego w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku podczas konferencji na temat poszukiwania, rozpoznania i wydobywania złóż gazu z łupków. Przedstawiciele siedmiu firm, które mają koncesję na poszukiwanie na
Pomorzu gazu łupkowego, przekonywali, że to wielka szansa dla naszego regionu, i zapewniali, że nie ucierpi na tym środowisko naturalne, a lokalne społeczności mogą
liczyć na sponsoring i miejsca pracy. Próbowali do tych tez przekonać przede wszystkim samorządowców z całego województwa, którzy stanowili zdecydowaną większość uczestników.
Jesteśmy tu, żeby jak najwięcej dowiedzieć się o zagrożeniach i możliwościach, jakie niesie ze sobą gaz łupkowy – mówił wójt gminy Stężyca Tomasz Brzoskowski. Sądząc po zainteresowaniu mediów, to właśnie on był gwiazdą konferencji. Powód? – list, który w imieniu władz i mieszkańców wystosował do premiera Donalda Tuska.

15. Dariusz Majkòwsczi. Dlô kògò to 5 minut?

19. Kaszubi zawsze byli mi bliscy. Z arcybiskupem seniorem Tadeuszem Gocłowskim rozmawia Sławomir Lewandowski
Przez niemal trzy dekady ksiądz arcybiskup stał na czele gdańskiego Kościoła...
Moja posługa kapłańska i biskupia jest związana przede wszystkim z Gdańskiem. Tutaj spędziłem większość kapłańskiego życia. Granice diecezji gdańskiej obejmowały niegdyś tereny byłego Wolnego Miasta Gdańska, a więc stosunkowo niewielki obszar. Sytuacja zmieniła się dopiero w roku 1992, kiedy wyznaczono nowe granice tej diecezji, równocześnie powstała metropolia, w której skład weszły diecezje pelplińska i toruńska. Biskup gdański stał się arcybiskupem, metropolitą, obejmując trzy diecezje: gdańską oraz wspomniane pelplińską
i toruńską. Mówię o tym dlatego, że do roku 1992 zasięg diecezji gdańskiej był bardzo ograniczony i biskup gdański nie miał kontaktu z wielką i wspaniałą kaszubszczyzną.
Natomiast po tym roku, kiedy to część Kaszub weszła do diecezji gdańskiej, metropolita objął swoim zasięgiem wielkie Kaszuby. Dlatego moje życie biskupie trzeba byłoby podzielić na dwa etapy, tj. na etap gdański, kiedy to zostałem biskupem diecezjalnym w 1984 roku, a moja władza biskupia ograniczała się do granic diecezji gdańskiej, oraz na czas od 1992 roku, kiedy będąc arcybiskupem metropolitą gdańskim, mogłem już poszerzać kontakt z ludem kaszubskim.

22. Kaszëbi wiedno mie bëlë blisczi. Z arcëbiskùpã seniorã Tadeùszã Gocłowsczim gôdô Sławomir Lewandowsczi
Tłomaczenié Danuta Pioch

26. Jolanta Tambor. Czy uczyć śląszczyzny?
Pierwsza grupa zagadnień może się wydawać tautologią, można by bowiem przypuszczać, że w grupach etnicznych, etnograficznych i regionalnych o silnym poczuciu grupowej tożsamości oraz równie silnej identyfikacji członków z grupą i reprezentowanymi przez nią wartościami poczucie konieczności edukacji dla tych wartości jest niekwestionowalne.
Jednakże z owym poczuciem bywa różnie.
Świadectwo niedostatecznej wiedzy
Jedną z najważniejszych wartości, która statystycznie pojawia się na pierwszym miejscu w każdym rankingu badania identyfikacji Ślązaków, jest ich etnolekt: język, dialekt, gwara, mowa… Czy nazwa, etykietka ma znaczenie? Okazuje się, że ma i to całkiem spore. Ślązacy nie potrafią się porozumieć zarówno co do tego, jak nazwać swój etnolekt (dlatego używamy tu najbardziej neutralnego terminu językoznawczego), jak i co do tego, czy, jak i kogo ewentualnie uczyć śląszczyzny.

28. Jolanta Tambòr. Czë ùczëc sląsczëznë?
Tołmaczenié Bòżena Ùgòwskô

32. Grégór J. Schramke. Charity
W Pòlsce, ë na Kaszëbach téż, nôwiãkszim wëdarzenim stëcznika, zarô pò sylwestrowim kacu, ògłoszënkù pòdwëższeniô prizów ë pòdrëchòwanim rokù w kòscołach (gdze w niechtërnëch ksądz m.jin. grzëmi z kôzalnicë, wiele to sã łoni ùrodzëło „niedoniosków” w parafie) je Wiôlgô Òrkestra Swiąteczny Pòmòcë…
Niéééééé, nié tak! Lëchò móm zaczãté nen felietón! Szpòrtowno, a doch ò pòwôżnëch zachach chcã dzysô pisac. Në dobra, òd nowa.
W Pòlsce, ë na Kaszëbach téż, nôwiãkszim wëdarzenim stëcznika je Wiôlgô Òrkestra Swiąteczny Pòmòcë. Ë tcza tu Òwsakòwi (notabene gduńczónowi), tcza wòlontérom, co zbierają dëtczi, tcza mùzycznym karnom, co wëstãpiwają na WÒSP, ë tcza całi reszce, co nã bëlną rozëgracjã rëchtëją, wëspółrëchtëją czë pòmôgają rëchtowac. Në ë przede wszëtczim tcza tim wszëtczim, co na „swiąteczną” dëtka nie sknërzą.

Króm WÒSP móma jesz jinszé charitatiwné zdrëszenë ë zachë, jak na przëmiar „Caritas” ë jegò akcjô (midzë jinszima) rozprowadzaniô wilëjowëch swiéczków, czë baro cekawô pòdjimnota Pòlsczi Hùmanitarny Akcje „Pajacyk”, gdze na jinternetowi starnie òrganizacje za kòżdé klikniãcé w brzuszk kùkełczi zachãcbòdôwca przeznaczô dëtczi na pôłnia dlô biédnëch dzôtków.
Je wiele ôrtów zbieraniô pieńdzów na charitatiwné céle. Zdôwô mie sã, że wiele wiãcy jak më znają jich Britijczicë. Ë chòc ò niechtërnëch, ò jaczich rëchli ù naju jem nie czuł, chcã tu rzeknąc.

33. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch. Ùczba 7.Òdpòczink, Wòlny czas
Przëbôczenié (przypomnienie):
Wark abò fach, zajma, zajimnota to zawód. Robòta to pò pòlskù praca. Robic znaczi pracować, robić.
Òpòwiédz ò swòji robòce (Opowiedz o swojej pracy), np. Jô jem jinfòrmatikã. Jô robiã w biórze…
Pòléte (polecenia):
napiszë – napisz pòdsztrëchnij – podkreśl posłëchôj – posłuchaj pòwtórzë – powtórz, powiedz przeczëtôj – przeczytaj zaspiéwôj – zaśpiewaj zdrzë – patrz

Òdpòczink (òdsapniãcé) to pò pòlskù odpoczynek. Swiãto to święto. Ferie to wòlné òd szkòłë. Starszi czasã mòga jic na ùrlop. A na Nordze na wòlné gôdają: wiwczasë.

35. Marta Szagżdowicz. Stolica murali
Zaspa to nie tylko blokowisko i hulający wiatr, to także kolory, fantazja i prowokacje.
Wszystko to dzięki potężnym malowidłom, które zdobią budynki. Mieszkańcy żyją tu obok dzieł sztuki o powierzchni nawet 400 metrów kwadratowych.
Na spacer po Zaspie wyruszmy spod obrazu ukazującego Jana Pawła II i Lecha Wałęsę. To mural znany chyba wszystkim gdańszczanom, ponieważ widzi się go, jadąc tramwajem czy samochodem aleją Rzeczypospolitej. Znajduje się na budynku 33a przy ulicy Dywizjonu 303. – Jeśli dobrze mu się przyjrzymy, to możemy zauważyć, że jest dziwnie skomponowany. Pierwotnie miał być na nim sam Wałęsa. Było to jednak zbyt kontrowersyjne i uznano, że obok powinien pojawić się papież – tłumaczy Katarzyna Michałowska, mieszkanka osiedla Zaspa, lokalny przewodnik po muralach. By zobaczyć całą kolekcję 30 murali, trzeba wejść pomiędzy bloki. – Tutaj łatwo się zgubić, ponieważ Zaspa budowana była na planie plastra miodu. Wbrew pozorom to nietypowe blokowisko – przyznaje Michałowska. O tym, że na pewno nie jest szare, przekonujemy się, idąc dalej: ulicą Nagórskiego, Bajana i Skarżyńskiego.

36. Marta Szagżdowicz. Stolëca mùralów
Tłomaczenié: Ludmiła Gòłąbk

37. Jan Tymiński. Przewodnictwo w pruskiej grupie
Gdańsk przystąpił do Związku Miast Hanzeatyckich, największej organizacji handlowej średniowiecznej Europy, w 1361 roku. Choć związek ten od dawna nie istnieje, jednak o nim i o roli, jaką w nim odegrał Gdańsk, warto pamiętać jako o pionierach dzisiejszej Unii Europejskiej.
Główne Miasto Gdańsk zaczęło brać udział w hanzeatyckim handlu, kiedy konfederacja kupiecka zwana Hanzą przekształciła się w Związek Miast Hanzeatyckich. Początkowo do tego związku należało około 70 miast, łącznie z wielkimi miastami Prus Krzyżackich, które brały udział w zjazdach Hanzy.
Wspólna polityka miast w handlu zagranicznym
Prusy Krzyżackie zaczęły uczestniczyć w handlu hanzeatyckim już w XIII wieku. Stało się tak za sprawą zakonu krzyżackiego. Dotyczyło to zwłaszcza kontaktów z kantorem w Brugii, Londynie i Wielkim Nowogrodzie.
Toruń, Elbląg, Chełmno, Braniewo i Królewiec już od końca XIII wieku organizowały regionalne zjazdy, na których omawiano sprawy handlowe. Udział Gdańska w zjazdach miast pruskich w pierwszej połowie XIV wieku nie jest wyraźnie potwierdzony. Najprawdopodobniej gdańscy przedstawiciele pojawili się na zjazdach w Elblągu w roku 1335 i w Malborku w roku 1358. Na pewno Główne Miasto Gdańsk uczestniczyło w zjeździe miast pruskich w 1373 roku, mamy bowiem pełne potwierdzenie jego udziału. Ten zjazd odbył się w Gdańsku, a gdańska pieczęć została użyta do uwierzytelnienia korespondencji zjazdowej.

40. Jón Timińsczi. Przédnictwò w prësczim karnie
Tłomaczenié Karól Róda

43. Kazimierz Ostrowski. Jubilat Konkolewski
Jak Remus z książkami na karze, tak Edmund Konkolewski z głową pełną gadek i wierszy wędrował po Kaszubach i niemal po całej Polsce. Teraz już nie wyjeżdża poza Wiele, wiek ograniczył jego dawną ruchliwość. 28 listopada 2011 r. ukończył bowiem 90 lat.
Bogactwem swych przeżyć i czynów mógłby Konkolewski obdzielić kilka życiorysów. Urodził się w Wielu w pow. chojnickim, a uczył się w gimnazjum w Kościerzynie, gdzie formował umysł i duszę pod wpływem charyzmatycznego ks. Leona Heykego. Patriotyzmu uczyło go harcerstwo; reguł prawa harcerskiego przestrzega do dziś. Wybuch wojny zastał go w Poznaniu, stamtąd dotarł do Warszawy i jako ochotnik walczył w jej obronie. Po kapitulacji przedarł się do walczącej nadal grupy operacyjnej Polesie (wspomina: „Generał Kleeberg jadł z mojej menażki”), wziął udział w bitwie pod Kockiem. Z niewoli Niemcy zwolnili młodocianego jeńca po kilku tygodniach. W rodzinnych stronach przystąpił do Gryfa Pomorskiego, pamiątką z tego czasu jest napisana w 1942 r. „Piesniô partizanckô”.
Po wojnie zorganizował w Wielu posterunek milicji. Bronił dobytku ludzi przed grabieżcami, rozbrajał sowieckich maruderów, każdego dnia ryzykował życiem. Szybko jednak spostrzegł, że nie tam jego miejsce. Wyjechał do Gdańska – studiował, pracował w biurze projektowym, a po kilku latach wrócił do swojej wsi, na gospodarstwo. Tu do głosu doszło umiłowanie kaszubskiej kultury i tradycji, a natura społecznika kazała mu się troszczyć o bytowe sprawy wiejskiej wspólnoty.

44. Kadzmiérz Òstrowsczi. Jubilat Kąkolewsczi
Tołmaczenié Karól Róda

45. Józef Zdzisław Konnak. Rządy dziadka
Okolice Brus, noszące historyczną nazwę Zabory, były w czasach zaboru pruskiego silnym i prężnym ośrodkiem polskiego ruchu narodowego.
Obok czołowego na tym terenie działacza społecznego, którym był właściciel majątku w Wielkich Chełmach szambelan Stanisław Sikorski, w życiu społecznym brali udział również właściciele mniejszych gospodarstw. Jednym z bardziej znanych był sąsiad Gatzów i dziadek mojej żony Franciszek Rumel Czarnowski z Zalesia, znany jako „Rączka Czôrnowsczi” od czasu, gdy „Breitdresza” (tak z niemiecka nazywano nowoczesną wówczas młockarnię) urwała mu rękę. Był on członkiem zarządu Polskiej Spółki Handlowej Kupiec, którą zlikwidowała dopiero „władza ludowa” po II wojnie światowej.
Odpowiedzialny urząd
Z opowiadań wiem, że spółka Kupiec miała ciekawie zorganizowany system stypendialny, który polegał na tym, że wysokość składki wpłacanej przez jej członka była zależna od liczby posiadanych przez niego hektarów, ale stypendium było równe dla wszystkich, którzy chcieli się uczyć. Umożliwiło to dostęp do nauki dzieciom z zupełnie małych gospodarstw. Z takiego systemu stypendialnego korzystał prawdopodobnie mój teść, a zapewne również brat babci Walerki - Władysław Kinka. Kapitał założycielski tego funduszu powstał dzięki zapisowi jednego z Sikorskich.

47. Józef Zdzysłôw Kònnôk. Rządë starka
Tłomaczenié Jiwóna Makùrôt

49. Maria Pająkowska-Kensik. Nowe nadzieje
Zwykle tak bywa, że nowy rok rodzi nowe nadzieje, jednak zaraz aż prosi się dorzucić, np. w życzeniach, inne ,,Boskie cnoty”, więc życzę umocnienia wiary (bez niej życie jest trudniejsze) i miłości – ogarniającej, trwałej, dobrej, odwzajemnianej… Ciągle jeszcze uważam, że nie tylko młodzi mają marzenia, dojrzali też, tylko ostrożniej się do nich przyznają. Kiedyś Stanisław Sierko – poeta, dla którego nasze Kociewie jest ważne, stanowi poetycką przestrzeń – napisał, że ,,marzeń trzeba namarzyć”. Warto mieć ich jakiś zapas, by stały się siłą napędową do działań, krzepiły i zachęcały do życia. Swoimi marzeniami nie będę zaprzątać uwagi czytelników, ale o planach wspomnę, bo dotyczą ,,sprawy kociewskiej’’ i dalej pomorskiej.
W 2012 roku planuję zredagować wybór tekstów z Kociewia i naukowo je opracować. Przez wiele lat pomnażał się ich zbiór (nagrania opowieści, nawet listy po kociewsku itp.), będą częścią – jednym tomem – dużego opracowania mowy Kociewian.

50. Maria Block. Gzuby
Jak galancie czytata co mniasiónc „Pomerania”, to wiéta, że móm chłopa i dwa gzuby, co srodze malulke só, ale cwane. Knapek ma dwa i pół roku, a dziewuszce zara bandzia trzy
mniasióce. I ja czasami ich halam do lulków, co mnieszkajó wéw Trómbkach, kele Gdańska. I lulki to só durcham szczanśliwe, jak ja ich halam, a eszcze szczanśliwsze, jak jade zéz nimi nazad dóma wéw Rumi. Ale jak tamoj jezdóm, to mało zéz siebie nié wyńdó, zéz knapkam sia bawjó, a małó to ino na rencach w ta i w ta tachajó, śpsiéwajó i ,,niuniuniu” ciangam robjó, żeby sia uśmniéchnéła.
Ale że tan mój synek to je ich pujek, to óni zara deliberujó, czy jemu nié je przykro, że tyż nad tym knypskam tak tamoj fléfronió. Raz lulka, jak knapek poszed ziuźkać, stanéła nad Lilkó (tak je jej jimnia) i umskliwa:
– Ale ty psiankna, ale ty mniélutka, oj, oj, ale sia ubróniła, a dzie twoja nanulka je, oj ty, pewnie mléczka żeś chciała, a może pudełaszko bómbonów, a jake pultynki śliczne, gładziutke jak plisz!

51. Zyta Wejer. Nowi Rok – barani skok!
Pszede Nowim Rokam je zylwester. A wew zylwestra, to ji wew Niybjesiych só jinsze porzóndki, jak wew codziań. Wew zylwestra Pan Bóg je całki zacharowani, bo łustawja rzónd za rzandam Swojych Amniołóf, bo musi jych fol posłać na ziamnia, cobi piloweli tych małych gzubóf, jak jejych rodziciele jidó balować!
Niechtórne rodziciele psziwjezó Busia, żebi pilowała gzubóf. Ale ledwo tata zez mamó wilyzó zez chałupi, to Busi na drzemka sia weźnie, ji take je jeji pilowanie! Zaś starsze gzubi, chtórne majó mniyć baczanie na sfojych młodszych braciszków ji siostsziczkóf, zacznó patrzyć wew komputer, a małe gzubi brojó, jano sia szaszór robji. Tedi sia nie dziwujta, że Pan Bóg sóm siedzi na zydlu, rance ma łoperte ło baki, ji szandyruje tych amniołóf, żebi choc łóne mniałi baczanie na ty zafajdane malusziska. Jano że majó pilować fszitkych, a niy jano tych, co rano mówjyli: „Amniele Bożi, Stróżu mój, ti zawdy pszi mnie stój!”. Niy, niy, Pan Bóg tak nie rachuluje.

52. Ana Gliszczëńskô. Chto rządzy doma...?
Kaszëbsczé białczi to są pò prôwdze fejn kòbiétë. Knôpi, co na Kaszëbach za brutkama szukalë, mùszelë miec z tim dosc jiwru, bò co jedna, to je lepszô, piãkniészô a pewniészô. A jak ju tã jediną nalezlë, tej... Niejedny bë pewno rzeklë, że mielë rôj na zemi, ale tak dobrze to chiba z tim nie bëło. Starszi chłopë to zôs gôdalë: „Le sã knôpie òżeń, tej të zarô w piekło ùwierzisz!”. Bò wiéta, kaszëbsczé białczi to są czãsto a gãsto hersztbabë – mają czim òddichac, na czim sedzec – i to sã chłopóm na gwës widzy – ale przede wszëtczim to òne mają dobrze pësk wësmarowóné.

Mùzykańcë
Na wieselim, jak to na wieselim – wiele s3 tuńcejë, wiele sã jôdô i wiele sã pije (òsoblëwie sznapsu). Pół biédë, jak piją gòsce – mòżna bë rzec, że to w tim przëpôdkù je nawetka wskôzóné. Tec za zdrowié młodëch, na dobri zôczątk, na wielosc dzecy (cobë pòlskô gòspòdarka sã dobrze miała, a i na emeritów miôł chto robic), za starków jednych i drëdżich, za wszëtczich gòscy, za tëch, co w kùchnie... chtos wëpic mùszi! I wcale le na jedną nogã nie
sygnie. Równowôga nót je trzëmac wszãdze. Gòrzi jak w tim napitkù zaszmakùją mùzykańcë. Tej mòże bëc pò prôwdze „dobrô rozegracëjô”.

53. Wiérztë. Młodokaszëbi

54. Lektury

55. Regał regionalny

56. Klëka

59. Z życia Zrzeszenia

63. D.M. Odszedł mocarz
O wybaczenie kornie proszę wszystkich, których czymkolwiek uraziłem lub skrzywdziłem, a za to dziś szczególnie przepraszam całym sercem – tak w swoim testamencie napisał śp. ksiądz infułat Jerzy Buxakowski, wieloletni rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie, znany na Pomorzu i w całej Polsce teolog, wychowawca wielu pokoleń kapłanów. Dla wielu wraz z nim zamknęła się w Pelplinie pewna epoka.
Zmarł 27 listopada 2011 r. po ciężkich cierpieniach. Znosił je prawdziwie po męsku, z godnością. (...) To było naprawdę zmaganie się mocarza ze śmiercią. Musiał ustąpić. Każdy musi ustąpić. Musi ustąpić, bo czeka nowe życie – mówił w homilii podczas mszy świętej pogrzebowej ksiądz biskup Jan Bernard Szlaga. Słów tych słuchało około 500 księży i tłumy w bazylice katedralnej w Pelplinie. Przyszli, żeby pożegnać swojego nauczyciela, obrońcę rodzin, prawdziwego mocarza wiedzy teologicznej oraz wierności kapłańskiemu powołaniu. Przyszli pożegnać po prostu dobrego człowieka, bo ludzi, których rzeczywiście musiałby przepraszać w swoim testamencie, nie ma z pewnością wielu, a może wcale.

64. Stefan Nawrocki. Hafciarka z pasją
Alfreda Nawrocka zmarła 11 października 2011 roku po wielu latach ciężkiej choroby, która odebrała jej możliwość zajmowania się ukochanym haftem.
Wszystko, co my, ludzie czynimy, jest ulotne. A może jednak nie wszystko? Na ołtarzu kościoła św. Brygidy w Gdańsku mieni się czasem olśniewający kaszubski haft. Wyszedł spod zwinnych palców Alfredy Nawrockiej.
Nakaz pracy w Gdańsku
Urodziła się w 1936 roku na Zamojszczyźnie. Ukończyła Technikum Elektryczne w Zamościu. We wrześniu 1954 roku dostała nakaz pracy w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Gdańsku. Została rzucona na „głębokie wody” miasta, które doświadczyło skutków wojny. W roku 1958 wyszła za mąż. W 1962 zmieniła pracę z ZNTK na Biuro Projektów Budownictwa Morskiego w Gdańsku. Jednak zdrowie jej nie dopisywało. Po poważnej operacji zmieniła miejsce pracy na Hydroster. Pracowała w nim do lat osiemdziesiątych. Zły stan zdrowia zmusił ją do rezygnacji z pracy zawodowej. Przeszła na rentę, zakwalifikowano ją do II grupy inwalidzkiej.

66. Słôwk Klas. Jistny tôczel
19 lëstopadnika Òglowy Zarząd K-PZ pòdjął dosc ùgòdlëwi ùchwôlënk w sprawie széfrowégò gazu. Tak wiôlgô òrganizacjô je prosto òbòwiązónô do zajãcô stanowiszcza w sprawie, jaczi skùtczi òdczëjă naji nôslédnicë. Równak bédënczi i zajiscenia przedstawioné w dokùmeńce są kąsk spóznioné. Dzysô nót je zadawac maklewné pëtania, a nié z lãka przëzérac sã notërnémù strzodowiszczu.
I nie sygnie nama „skuteczna kampania informacyjna” prowadzonô przez pòdjimiznë zajinteresowóné wëdobiwanim gazu, bò to brzëmi jak skùtecznô kampaniô reklamòwô, a to kòncernë rozmieją robic dobrze. Dosc òsoblëwie czëtô sã téż scwierdzenié ò „zminimalizowaniu szkód oraz zagrożeń”. Co to pň prôwdze mòże znaczëc? Czë dopùszczô sã nikwienié òkòlnégò strzodowiszcza? A chto mdze decydowôł, gdze i czedë procëmdzejac niszczotnym skùtkom wëdobiwczich robòtów?

67. Tómk Fópka. Nié dlô chłopa, abò czemù chłopi nie są mëmoma
„Jakô je różnica midzë elektriczną kòlejką a białczënyma piersoma? Ni ma żódny. Obëdwie rzeczë są dlô dzecy, a bawią sã nima chłopi...” Bò chłopi są jak dzecë. Nie brëkùją do żëcô za wiele. Leno nafùdrowac i miłosc dac. Żelë chłop sã cmùli z rena i chòdzy jak kòt kòl gòrącëch krëpów – gwësno chòdzy ò jedzenié. Czej je najadłi i dali sã cmùli, tej...
Chłopi są „prosti w òbsłudze”. Rozmieją prosté kòmùnykatë. Jak chcemë, żebë co bëło zrobioné, mùszimë dokładno rzec, co a jak. Mô kùpic 20 dekò wôrztë Żukòwsczi a kilo żôłtégò sëra Z Lëpińsczëch Pùstk – to nie piszta mù „cos na chléb”, bò chłopiskò w krómie òszôleje. Piszta jima wërazno a przemawiôjta wiôldżima lëtroma.
Wiele z domòwëch statków òstało wëmëszloné dlô białk. Temù niech sã chłopi za nie nie bierzą! Òmiwôrka statków, pralka, ekspres do kawë, òdkùrzôcz – nie rëszôjta chłopi! Statków. Dlô wajégò bezpiekù.

68. Rómk Drzéżdżónk. Gòdny czas 2011
Pańsczégò Rokù 2011 biôlëchny sniég nie zasëpôł mòjégò kòchónégò, zataconégò w żłobie, Pëlckòwa, temù ne gòdné swiãta bëłë taczé jaczés…
Ju w jagwańce setka z kòpicą gòdowëch a nowòrocznëch e-kôrtków zasztopała mòją majlową kastkã. Na kòżdą z òsóbna jem nie òdpisowôł, le żëcził wszëtczim rôz a dobrze: Wszëtczégò bëlnégò na Gòdë ë Nowi Rok z wôżnoscą na sto lat… wcëskającë knąpã sélôj wszëtczima. Ùfff… sto lat ùbëtkù, sto lat samòtnoscë.
Jo, jo, ò lubny samòtnoscë jô sã w nym spòkójnym, gòdnym czasu mógł leno rojic…
Kò jesz przed swiãtama, jak so wdarzã, zaczãło sã to w Mikòłaja, co sztócëk przëchôdałë dzecątka z szopką, gòrzi jak ne òsłë z betlejemsczi szopë, ni to jagweńtowé, ni to gòdowé piesnie wëjącë. Zôs we Wilëją, jak zwëk kôże, napiti jak scyrze, kraczając przëszlë Panëszczi. Próbòwalë zatuńcowac, le bëlë ju tak zmarachòwóny, że pò wlézenim w cepłą kùchniã flot sã rozłożëlë a chrapalë do rena.

Edukacyjny dodôwk „Najô Ùczba”
I. Janusz Mamelsczi. Nowi Rok
III. Alicjô Pioch. Jak nowi rok w prodżi, to stôri w nodżi
V. Ludmiła Gòłąbk. Gwiôzdka z Tëchòmia
VII. Hana Makùrôt. Kònsonanticzny system kaszëbsczégò lëteracczégò jãzëka

Dołączone pliki: okladka I_2012.jpg 
Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002