Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - Lipcowo-sierpniowy numer „Pomeranii”
Losowe zdjęcie
Europejskie Spotkania z Muzyką. Gdańsk HPIM4235
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : Lipcowo-sierpniowy numer „Pomeranii”
Wysłane przez: Redakcja-ncsb dnia 7.7.2012 22:10:00 (2407 odsłon)


Lipcowo-sierpniowa "Pomerania" już w sprzedaży, a w niej między innymi o przygotowaniach do Zjazdu Kaszubów w Sopocie oraz rozmowa z profesorem Jerzym Trederem, który 30 września zakończy pracę na Uniwersytecie Gdańskim.
Ponadto mnóstwo innych, wartych uwagi, publikacji.





II Reklama – Mùlk-Chëcz Kaszëbskô
III Radio Gdańsk, Letnia Szkoła Języka i Kultury Kaszubskiej 2012, Księgarnia internetowa „Kaszubska książka”
IV Reklama – lotos


2. Od redaktora
Sopòt môłi, Zjôzd je wiôldżi
Tu sã dzeją szpòrtë wszelczé
Tak w swojej specjalnej zjazdowej wersji „Kaszëbsczich nót” napisał Roman Drzeżdżon. Niektórzy mówią, że Zjazdy Kaszubów są zbyt ludyczne, że ich formuła się już „przejadła”, że szkoda na nie pieniędzy… A przecież co roku na tę imprezę przyjeżdżają tysiące Kaszubów, frekwencja nie spada, a wielu ludzi nie wyobraża sobie lata bez tej rozegracji. Zapewne w tym roku w Sopocie, w sobotę 7 lipca, też nie zabraknie zjazdowiczów, a wśród nich Czytelników „Pomeranii”.
Dla wszystkich uczestników tego święta przygotowaliśmy specjalny dodatek, w którym obok programu Zjazdu i ciekawostek z nim związanych, prezentujemy kilka artykułów podkreślających kaszubskość Sopotu. Nie wszyscy bowiem zdają sobie sprawę z tego, że w tym mieście mieszkali i działali znani Kaszubi, np. Aleksander Majkowski, który założył tu w lipcu 1913 r. Muzeum Kaszubsko-Pomorskie, Antoni Abraham, ks. Franciszek Grucza czy Marian Mokwa.
„Kaszubska mapa Sopotu”, którą znajdziecie Państwo w naszym dodatku, udowadnia, że miejsce tegorocznego Zjazdu nie jest przypadkowe.
Zapraszamy do lektury całego numeru, szczególnie zaś polecamy wywiad z prof. Jerzym Trederem, który w tym roku obchodził 70. urodziny, a 30 września uroczyście zakończy pracę na Uniwersytecie Gdańskim. Na szczęście zapewnia, że pracę dla kaszubszczyzny będzie kontynuował i już wkrótce jego kolejne dzieła pojawią się w księgarniach. Panie Profesorze, trzymamy za słowo, dziękujemy i życzymy „wszëtczégò bëlnégò”.
Dariusz Majkowski

3. Listy

3. Z dwutygodnika „Kaszëbë”

4. Artur Jabłoński. Wspólnota kaszubska jest jedna

Uradowałem się, gdy przeczytałem w kwietniowej „Pomeranii” słowa Cezarego Obracht- -Prondzyńskiego: „Sytuacja, w której funkcjonujemy, zmieniła się znacząco”.
Autor tekstu wygłoszonego na konferencji w Wieżycy (w „Pomeranii” podzielonego na trzy części, część 2. ukazała się w maju, a 3. w czerwcu br.) próbuje opisać zmiany w „świecie pomorskim, kaszubskim, czy też w samym ruchu kaszubsko-pomorskim”. Zastrzega też od razu, że „nie chodzi o ostatnie miesiące, gdy głośne stały się nowe przedsięwzięcia, choćby te związane z narodem kaszubskim, ale raczej o perspektywę lat – tego, co przyniosły nam minione dwa dziesięciolecia”.
Wreszcie mam sojusznika – pomyślałem – który dostrzegł to, o czym pisałem w „ Pomeranii” przed dwoma – trzema laty i o czym, w tym samym mniej więcej czasie, próbowałem jako ówczesny prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego rozmawiać ze środowiskami kaszubskimi (także tymi, w których działa prof. C. Obracht- -Prondzyński) w ramach przygotowań do III Kongresu Kaszubskiego.

6. Cezary Obracht-Prondzyński. Uwagi do głosu Artura Jabłońskiego
Przyznać muszę, że z dużym oporem przystępuję do polemiki z tekstem A. Jabłońskiego. Jest bowiem jego wypowiedź taką formą „nie-polemiki” – w dość luźny i nader wybiórczy sposób nawiązuje do tekstu, z którym rzekomo ma polemizować.
Wsadzanie szpilki
Są tu choćby nawiązania do dawnych debat nad III Kongresem Kaszubskim czy też do głosu prezesa Łukasza Grzędzickiego w Słupsku, którego zresztą – o ile mi wiadomo – Artur Jabłoński nie słuchał, bo na konferencji nie był obecny (a więc jest to taka dyskusja „z trzeciej ręki”…). Ma to bardzo luźny związek z moim tekstem i przywołane zostało chyba tylko po to, aby móc Prezesowi wsadzić przysłowiową szpilkę. A przy okazji również mnie, za to, że nie zechciałem uczestniczyć w zainicjowanej przez A. Jabłońskiego debacie kongresowej. Co więcej, z jego tekstu wynika, że znalazłem się w szeregu tych, którzy robili wszystko, aby naszego kaszubskiego rachunku sumienia nie kontynuować i debatę przedkongresową wyciszyć… I co tu odpowiedzieć na tak absurdalny zarzut? Nie będę się przecież tłumaczył, dlaczego czegoś nie napisałem albo nie powiedziałem! Na marginesie jednak powiem – jeśli już zostałem wywołany do tablicy – że pomysł III Kongresu Kaszubskiego moim zdaniem był nietrafiony nie z powodu tego, że niewiele się zmieniło w społeczności kaszubskiej
(bo się zmieniło).

8. Vladislav Paždjerski. Zachęta do myślenia
Lektura tekstu „Ùdmùrckô biôtka ò jãzëk”*, który bodajże premierowo informuje czytelników polskiej prasy o tym odległym narodzie oraz wspomina o wielu podobieństwach sytuacji językowej i etnicznej Kaszubów i Udmurtów, dla mnie jako osoby znającej się co nieco na problematyce mniejszościowej w różnych regionach Europy, otwiera wiele nowych pytań. To dobrze, bo marna jest lektura, która nie wywołuje żadnej reakcji i nie zachęca czytelnika do myślenia.
Na s. 31 autor (autorzy?) pisze (piszą): „W XIX stalatim Ùdmùrtóm òstało narzëconé prawòsławie”. Po pierwsze, chętnie bym się dowiedział czegoś więcej na ten temat: w jaki sposób zostało ono narzucone, czy to był program misyjny, czy też władze zmuszały mieszkańców do przyjęcia wyznania prawosławnego, czy wymuszano to przejście innymi metodami pośrednimi (naciskami). Dalej, można by zadać pytanie, jaką inną odmianę chrześcijaństwa Udmurtowie mogliby w tym czasie i w tych warunkach przyjąć (katolicyzm, protestantyzm)? Czy w ogóle chrześcijaństwo w innych zakątkach świata było w tym okresie przyjmowane dobrowolnie (pod tym rozumiem, że dawano np. tubylcom możliwość pozostania przy swoich wierzeniach i traktowano ich na równi z innymi obywatelami)?


10. Z drugiej ręki
Òbezdrzóné
Akcjô Orzeł. Twoja Telewizja Morska, Klëka, 27.05.2012

– Bielik, chtëren òstôł nalazły na gòłobrzegù w Wiôldżi Wsë, trafił do swòjégò włôscëcela, pò dwùch tidzeniach nalezlë gò w Niemczech. Z sobieńczëcczégò Òstrzódka Rehabilitacëji Ptôchów wrócëlë do swòji chëczë. Dokładno 11 maja błądzył nad Wiôlgą Wsą.
[Dariusz Dyla, komendant Straży

Swiat na Kaszëbë sprowadzony. Telewizja Teletronik, Spiéwné Ùczbë, 1.06.2012
– W nen czas, czedë wiele ò dzecach mëslimë, gôdómë z Grzegòrzã Skrzëpkòwsczim,
chtëren je gòspòdarzã, włôscëcelã tegò Kaszëbsczégò Parkù Miniatur, tu w Strëszi Bùdze, kòle Swiónowa i Mirôchòwa. Pierszé, co bë sã pòmëslôł: skądka takô mësla sã wzãła, żebë założëc cos taczégò? Pierszé na Kaszëbach chëba…

Nowé lëzyńsczé miónczi. Twoja Telewizja Morska, Klëka, 3.06.2012
– 245 sztëk zawòdników wzãło ùdzél w pierszi edicëji Kaszëbsczi Piãtnôstczi – biegù na distansu 15 kilométrów. W minioną sobòtã (26.05) szasëje Lëzëna zmieniłë sã w bieżniã, na chtërny swòje mòżlëwòscë sprôwdzalë amatorowie i méstrowie. Metã pierszi przekrocził hònorowi gòsc, mieszkańc Wejrowa, reprezentant Pòlsczi na olimpijskich igrzyskach w Londynie.

XVII Wojewódzki Konkurs Haft
Kaszubski – Linia 2012. Twoja Telewizja Morska, Tu je nasza zemia (Na gòscënie), 14.06.2012

[Edmund Szymikowski] (…) W tym roku komisja, która oceniała prace, uznała za stosowne wprowadzenie nowej kategorii nagradzania: wykorzystanie wzorów kaszubskich w przedmiotach użytkowych, bo po raz pierwszy pojawiły się torebki piękne damskie wieczorowe – ze złotym haftem, i torebki z haftem kaszubskim na co dzień.

Ùczëté
Religijnô mùzyka w Stãżëcë. Radio Gdańsk, Na bôtach i w bòrach (Magazyn kaszubski), 3.06.2012

– W mòjim miesce nick sã nie dzeje. W mòji wsë ni mô niżódnëch rozegracjów. Gmina ni mô dëtków na kùlturã – są młodi, c htërny n a nen ôrt narzékają, a są téż taczi, jaczi chcą cos z tim zrobic, na przëmiôr czile m łodëch knôpów ze Stãżëcë.

12. Dariusz Majkòwsczi. Żëcé chùtkò nëkô…
Z profesorã Jerzim Trédrã gôdómë ò jegò kaszëbsczi i nôùkòwi drodze, Radzëznie Kaszëbsczégò Jãzëka, a téż ò tim, za co dostôł pasã òd tatka.
Latos Profesor mô baro „roczëznowi” rok. 70 lat òd ùrodzeniô, 20 òd òstaniô nadzwëkòwim, a 10 zwëczajnym profesorã. Swiãtëjece to jakòs òsoblëwie?
Prof. Jerzi Tréder: Żëcé tak chùtkò nëkô wprzódk, że człowiek zabiwô ò taczich sprawach. Nawetka jem nie pamiãtôł ò tëch nôùkòwëch roczëznach.
Ale 70. gebùrstach gwës je wôżny?
To prôwda. Chòcle dlôte, że to òznôczô przeńdzenié na emeriturã. 30 séwnika kùńczã swòjã robòtã na ùczbòwni.
Niejedny mają strach, że to bãdze téż kùńc Waszi robòtë dlô kaszëbiznë…
Nié. Tuwò jesz baro wiele móm do zrobieniô i wierzã, że Òpatrznosc dô mie jesz përznã czasu na dokùńczenié czile rzeczi. Nôwôżniészą dlô mie sprawą je słowôrz kaszëbsczi frazeòlogii. To je pewno spóznioné ju ò 40 lat, ale Kaszëbi baro gò brëkùją. Materiałë są ju dôwno zebróné, terô mùszã je wpisac do kòmpùtra wedle leksykògraficznëch zasadów.

16. Dariusz Majkowski. Na dziś to maksimum…
Z Lechem Parellem, prezesem zarządu i redaktorem naczelnym Radia Gdańsk rozmawiamy o kaszubskich audycjach i o „sile Warszawy”.
Jaką pozycję ma dzisiaj kaszubszczyzna w Radiu Gdańsk?
Lech Parell: Jest jej coraz więcej. Obecnie emitujemy w każdą niedzielę o godz. 8.05 magazyn kaszubski. Oprócz tego codziennie można wysłuchać Klëkę o godz. 22.40 oraz zapowiedź tej audycji około 17.50.
Czy jednak więcej oznacza wystarczająco dużo dla paruset tysięcy Kaszubów?
Jest to tyle, ile na dzisiaj może być w takiej rozgłośni, jak nasza. Oczywiście zawsze można formułować propozycje i oczekiwania maksymalistyczne. Przypomnę jednak, że jeśli chodzi o media publiczne, to jesteśmy jedynymi, którzy emitują programy kaszubskojęzyczne. W dodatku, podkreślam to, udział tych programów w naszej ofercie wzrósł.

17. Andrzej Busler. CUD nad Bożą Zatoką
23 września minie 90. rocznica przyjęcia przez Sejm Rzeczypospolitej ustawy w sprawie
budowy portu morskiego w Gdyni. W początkach II Rzeczypospolitej, w ciągu kilkunastu lat, powstał jeden z największych portów bałtyckich. Obok Centralnego Okręgu Przemysłowego była to największa inwestycja w międzywojniu.
Idea powstania portu
W 1920 roku Polska uzyskała zaledwie 140-kilometrowy dostęp do morza z dwoma niewielkimi portami rybackimi – Puckiem i Helem. Największą bolączkę stanowił brak portu morskiego i odpowiedniej bazy dla tworzącej się Marynarki Wojennej. Polski handel zagraniczny był skazany na korzystanie z usług niemieckich portów i pośredników. Postanowieniami traktatu wersalskiego pobliski Gdańsk w 1920 roku został wyłączony z obszaru Polski, stając się Wolnym Miastem, kontrolowanym w ogromnym stopniu przez Niemców. Początkowo władze polskie wysunęły koncepcję wykorzystania Gdańska jako głównego portu odrodzonego państwa. Najbliższe lata pokazały jednak, że polityka władz gdańskich, popieranych przez Rzeszę Niemiecką, uniemożliwi realizację takich wizji.

21. Jacek Borkowicz. Kamienie i jarzębina (część 2)
Czy pierwsi Pomorzanie mówili po fińsku? Mogą wskazywać na to stare nadbałtyckie nazwy i najstarsze kaszubskie mity.
W poprzednim odcinku mówiłem o uniwersalnej specyfice „pomorskości”, w której zawiera się jednocześnie konserwatyzm i chłonność nowych idei. Ten paradoks tłumaczy się geograficznym położeniem każdego „pomorza”. Przez wieki bywały one awangardą, jeśli chodzi o pierwszeństwo w odbieraniu zamorskich nowinek, ale także peryferią – względem obszarów położonych w głębi lądu i korzystających z cywilizacyjnych dobrodziejstw bliskości wielkich lądowych szlaków komunikacji, handlu i wymiany informacji.
Żywe skanseny
To samo położenie decydowało o jeszcze jednym, n iezmiernie ważnym dla tożsamości „pomorzan” zjawisku. Wspomnianymi szlakami lądowymi poruszali się nie tylko kupcy, ale także najeźdźcy.

23. Bożena Perszowska. Potrafią śmiać się z siebie
(…) gnieżdżewianom każdy zazdrości. – Czego? – spytacie. Ano: mądrości. Bo w tym Gnieżdżewie mieszkają sami sławetni mędrcy ponad mędrcami. Tu młynarz Białek w zeszłą niedzielę spalił młyn i dziś językiem miele. Tu kowal Narloch we wtorek z rana wilkowi kazał pasać barana. Tu krawiec Bocian w deszczową środę wlazł (by nie zmoknąć) po szyję w wodę. Tu Skorc – ogrodnik w czwartek o wschodzie dwa worki cukru zasiał w ogrodzie, potem zaś grządki podlewał jeszcze, spieszył się, no i zdążył… przed deszczem. Tutaj w sobotę szewc – majster Pyta rzekł do swej Białki: „Pilnuj kopyta”, a sam jął pisać ogromne dzieło: „Skąd na księżycu życie się wzięło”. Któż by tych wszystkich mędrców spamiętał…
F. Fenikowski, Gburzy z Gnieżdżewa
Trudno też spamiętać wszystkie anegdoty, jakie o gnieżdżenie opowiadają Kaszubi. Taka już dola tej wsi i jej mieszkańców, którzy podobno „od jednego z tych trzech mędrców pochodzą. Naumyślnie za głupców się przedstawiają, bo gdyby swoją mądrość pokazali, wtedy by ich cały świat o rady szturmował”.

26. Pioter Lessnaù, Patrik Mùdlaw. ¡Bienvenidos a Gniewino!
Szpanijczicë – méstrowie swiata i Eùropë. Mòglë wëbrac kòżdi plac na Ùkrajinie abò w Pòlsce, a zamieszkelë w kaszëbsczim Gniewinie. Jak przeżiwają to mieszkańcowie? I jak wëzdrzi jich wies pôrã dni przed EÙRO?
Taczé pitania zadôwómë so, sedzącë w Starbieninie, gdze prawie warają warkòwnie dlô piszącëch pò kaszëbskù. A że do Gniewina mómë czësto krótkò, tej jedzemë szukac òdpòwiesców na placu. Sadómë w aùto i nëkómë. Je 2 czerwińca 2012 rokù. 6 dni do EÙRO.
***
Òb drogã przejéżdżómë nôprzódka przez Nôdolé. To ju gmina Gniewino i widzymë to co 50 métrów – tëli prawie je òd jedny do drëdżi szpańsczi stanicë, wiszący na co trzecy, a môlama co drëdżi lãpie. Na aùtach z jedny stronë biôło- czerwòné, a z drëdżi czerwòno-żółto-czerwòné farwë. Równak czej gôdómë z mieszkańcama, czëjemë, że jesz je ùbëtno, że ta bënowô hëc przed mésterstwama ni mô jich jesz rozpôloné.

29. Martyna Zienkiewicz. Wejherowo koło Gniewina...
To określenie dość często pojawiało się w ostatnich tygodniach w hiszpańskich mediach.
Gniewino jest dziś w Hiszpanii jedną z najbardziej znanych polskich miejscowości. W Madrycie czy Barcelonie wiedzą, że leży na Pomorzu, niektórzy też zaczęli sobie uświadamiać, że na Kaszubach.
Euro 2012 na pewno zmieniło Polskę. Nie tylko dlatego, że to wydarzenie sportowe, które komentuje się na całym świecie, ale też dlatego, że my, Polacy, stanęliśmy na wysokości zadania i pokazaliśmy się z jak najlepszej strony. Wydaje się, że Kaszuby zyskały jeszcze więcej niż reszta kraju, choćby dlatego, że tutaj podczas mistrzostw zamieszkały aż trzy reprezentacje: Hiszpanii, Irlandii i Niemiec.

30. Łukôsz Zołtkòwsczi. Kamë, czis, piôsk i nen biôłi pich
Gôdają na to gôsczé złoto, doch równo jak òno żôłté. Prôwdac przecã sygnie, żebë dac chléb niejedny familie wkół Bòrëszk.
Glësno, nié Bòrëszczi…
Wòjewódzczim szaséjem Bëtowò – Chònicë co sztërk nëkô cãżôrówka z kastą fùl piôskù. Gnają do Trzëgardu, Słëpska, Chònic, tam gdze jidą bùdacje, gdze pòtrzébny betón a jaczé pòdsëpanié, zasztopanié dzurë. Cãżczé aùta jakbë rodzëłë sã w lasu midze Wòjskã a Lëpińcama. To prawie tam tarabanią sã na asfalt z piôszczësti drodżi. Lesny szlach prowadzy do serca Gôchów, do Bòrëszk, në pierwi dosygô jednégò òd nôwiãkszich pòmòrsczich czerpisk. Wedle drodżi, czej przez dłëgszi czas blónë nie spùszczą deszczu jak prawie dzysô,
chòjnë, krzë a trôwa swòją zeleniznã mają ùtaconé pòd cenką wiôrszteczką biôłégò pichù. Lepi brac sã stąd chùtkò, żebë kùrzatwë, jaką skacą cãżôrówczi, nie pòbielëłë téż naszégò aùta.

32. Tatiana Slowi. Stolëca gôdô pò kaszëbskù
Zaczãło sã òd witôczów na rogatkach Gduńska, terôzkù kaszëbizna z ùbrzegów gardu wanożi do jegò ceńtra. Miast z górë nadôwac so miono stolëcë Kaszëb, gard nad Mòtławą mô ùdbóné so na nen titel zasłużëc, pòdsztrichiwając sparłãczenié z Kaszëbama w pùbliczny òbéńdze – w tramwajach, aùtobùsach i na priwatnëch aùtołach.
Kaszëbizna na bilietach…
Òd pierszégò czerwińca kòżden, chto miôł leżnotã zwëskac z gardowi kòmùnikacji we Gduńskù, a przez to kùpic mùszôł pasowny biliet, mògł pòczëc sã mileczno zaskòkniony. Na rewersu cédelka przeczëtac jidze krótëchny kòmùnikat po kaszëbskù: ,,Kasowac òd razu pò wéńdzenim do pòjazdu”. To leno czile słowów, równak ceszą òkò. Pò prôwdze kaszëbsczé tłomaczenié nie je jedurné, ale to, że nalazło sã òno midzë wersją niemiecką, anielską a ruską, pòdsztrichiwô jazëkòwi status rodny mòwë.

33. Róman Jan Drzéżdżón. Janów dwùch (dzél 1)
– Jô jem Jan, të jes Jan. Jô jem Drzéżdżón, të téż jes Drzéżdżón… le chtëren ne ksążczi pisze? – pòdkôrbiôł so Jan z Jana. Drzéżdżón z Drzéżdżóna. Kaszëba z Kaszëbë.
Dscheschtschon z Drezna?
Drzéżdżónów za wiele na swiece ni ma. Starna moikrewni.pl pòdôwô, że cos wicy jak 350 sztëk lëdzy tak sã mianëje. Do te wrechòwac mùszi nié le nëch, jaczi w ùrzãdowëch cedlach zapisóny są jakò Drzeżdżon, ale téż: Drzeżdzion, Drzeźdżon, Drzeźdzon, Drzezdzon, Drzeżdzion, Drzeżdżon a Drezdzon. Wersjów wiele, jak wiele bëło nëch ksãdzów a ùrzãdników, chtërny w rozmajitëch ksãgach a papiórach mùszelë je zapisowac. Jak widzec, zapisowelë je rozmajice.
– Wieeee? – 100 a wicy lat temù pewno dzëwòwôł sã niejeden prësczi szkólny ë ùrzãdnik, chtëren w papiórach chcôł miec ordnung.

35. Janusz Pawelczyk. Kaszubi w Sopocie
Niektórzy ze zdziwieniem pytają: dlaczego Zjazd Kaszubów organizujemy w tym roku w Sopocie? Tymczasem Kaszubi mieszkali tutaj od zawsze. Świadczą o tym m.in. nazwiska zapisane w księgach parafialnych. Przed I wojną światową, za sprawą takich działaczy, jak Antoni Abraham czy Aleksander Majkowski, Sopot stał się jednym z najważniejszych centrów ruchu kaszubskiego.
Arendt, Nagel, Gisk…
Po zagarnięciu Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków w latach 1308–1309 na te ziemie zaczęli napływać osadnicy niemieccy sprowadzani przez braci zakonnych. Nie zachowały się
żadne budowle mieszkalne ani gospodarcze ludności żyjącej w Sopocie od XIV do XVI wieku, dlatego też trudno jednoznacznie stwierdzić, jaki w tym okresie był tu stosunek ilości ludności kaszubskiej do napływowej. Można spróbować to uczynić na podstawie nazwisk mieszkańców wsi Sopot, ale jest to bardzo trudne. Nazwiska osób szlachetnie urodzonych wywodzą się z czasów średniowiecza, natomiast na niektórych obszarach Pomorza Gdańskiego nazwiska osób pochodzenia nieszlacheckiego zaczęły powstawać prawdopodobnie pod koniec XVI i na początku XVII wieku.

37. Halina Słojewska-Kołodziej. Okruchy urodzinowego tortu
Ten zachwyt! Ten zaparty dech! Ach, gdzie to jest? Gdzie to było!? Co sprawia, że słowo
Kaszuby odzywało się w nas echem uniesienia pełnego wspomnień? Zapachów, migotań
jeziornych wód? To jak z magdalenką u Prousta. Wystarczy jeden sygnał, a już wszystko wraca.
Kto nas do tego zachęcił? Czy była to Róża Ostrowska z Bedekerem kaszubskim i owianą miłosną tajemnicą Wyspą? Czy egzotycznie brzmiące nazwy kaszubskich wsi? Jakieś Węsiory, Babi Dół, Stare Polaszki czy trudny do wymówienia Strzepcz, jakieś Szatarpy, które Marian uparcie przemieniał na Szantrapy, a Szadółki na Szkatułki? A może pojawiające się co rusz wieści o skarbach dzieł sztuki ukrytych w kaszubskich kościółkach? Trudno przypomnieć jeden główny impuls. Wszystko przysypał złoty kurz odkładających się wzruszeń. Zaczęliśmy jeździć w każdy poniedziałek, a czasem w wolną od przedstawienia niedzielę. Oczywiście PKS-em, unoszącym nas z szaloną szybkością 60 km/h. Wysiadaliśmy na pierwszym lepszym przystanku – na chybił trafił, tak oddalonym od Gdańska, aby powrót, który zawsze planowaliśmy pieszo, zapewniał niespodzianki.

42. Marek Adamkowicz. Żuławskie wypiski z pamięci
Mieszkańcy Żuław chcą pamiętać, gdzie są ich korzenie. Próbują też zdobyć wiedzę o ludziach, którzy żyli tu przed nimi. Dlatego zbierają wspomnienia, chcą dokumentować przeszłość.
Utrwalanie pamięci
Wspomnienia, które udało się zarejestrować, układają się w mozaikę ludzkich doświadczeń. Jest w niej miejsce dla Niemców, Polaków, Żydów, protestantów i katolików. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wejść np. na stronę internetową Gminnej Biblioteki Publicznej w Suchym Dębie (www.biblioteka.suchy-dab.pl). Zamieszczono tu relacje mieszkańców Grabin-Zameczku, Koźlin, Krzywego Koła, Osic, Ostrowitego, Suchego Dębu, Steblewa oraz Wróblewa, które zebrano w latach 2007–2008 w ramach projektu realizowanego przez Lokalną Grupę Działania. Te opowieści pozwalają lepiej poznać sąsiadów. Nie jest już więc tajemnicą, który z nich jest Niemcem, kto kresowiakiem, a kto pochodzi z Polski centralnej czy z Kaszub.

45. Jerzy Samp. Z kotwicą w herbie
Na początku była nawa. A „nawa” znaczyło kiedyś tyle, co „okręt”. Ten zaś widnieje już na najstarszych pieczęciach Gdańska. Nie byłoby jednak okrętu, gdyby nie miał on przynajmniej
jednej kotwicy. Kotwica zaś, choć podobno odwrócona i bardziej lilię przypominająca, widnieje już na sygnecie pieczętnym tutejszego księcia Świętopełka Wielkiego. Ten był panem Gdańska i władcą pomorskiej ziemi, zanim jeszcze Krzyżacy nadali miastu w jego godle dwa ze swych licznych krzyży. Stało się to już po tym, gdy zamknął na wieki swoje oczy prawowity syn Świętopełka ‒ Mestwin II zwany też Mściwojem. Obaj spoczywają od wieków w oliwskiej swej nekropolii, której ściany prezbiterium zdobią od wieków portrety ojca i syna.

47. Maya Gielniak. Dogonić Beatę...
W 1993 roku zamieszkali w Starkowej Hucie. Planowali wspaniałe, beztroskie życie. Nie
uwierzyliby, gdyby ktoś im wówczas powiedział, że zajmą się rehabilitacją niepełnosprawnych dzieci. Że Wiesia w 2007 roku otrzyma tytuł Niezwykłej Polki. Że wydadzą dwie książki. Wiesława i Piotr Góreccy. Zwyczajni ludzie.
Raj koło Egiertowa
Gdy Góreccy przeprowadzali się z Gdańska-Oliwy do wymarzonego domu w Starkowej Hucie mieli mnóstwo planów. Hodowla koni, agroturystyka, ekologiczne gospodarstwo, wspólnie prowadzona firma. Zamieszkali w pięknym miejscu, daleko od szosy. Wkoło malownicze pagórki, pola, łąki, lasy… Raj na ziemi. Dzieci szybko zaaklimatyzowały się w nowym środowisku. Zakupili koniki polskie z samego Popielna. Wszystko układało się tak, jak sobie zaplanowali. Prawie wszystko. Ale nigdy nie przyszła im do głowy myśl, że urodzenie się trzeciego dziecka, Beaty, odwróci ich życie o 180 stopni.

51. Edmund Szczesiak. Komandor tysiąclecia
Przewodził wielu spływom kajakowym – krajowym i zagranicznym. Ale jeden był szczególnie ważny w jego turystycznym życiorysie. Ten zorganizowany z okazji milenium Gdańska. Andrzej Michalczyk, pomysłodawca i główny organizator tego spływu, dosłużył się wówczas wyjątkowego tytułu…
Przygotowania trwały dwa lata. Ale też była to skomplikowana impreza. Postanowiono bowiem uczcić 1000-lecie Gdańska spływem Wisłą. I to gwiaździstym. Uczestnicy rozpoczynali wodną wędrówkę w rozmaitych miejscach, docierając do królowej rzek polskich licznymi dopływami. Mimo wyjątkowo niesprzyjającej aury (katastrofalna powódź w lipcu tego roku, zapowiedzi wysokiej fali na Wiśle) do mety tego Ogólnopolskiego Gwiaździstego Spływu Kajakowego Wisłą i Dopływami na 1000-lecie Gdańska (tak brzmiała oficjalna nazwa) dotarło 230 osób, w tym kajakarze z Kanady, Luksemburga, Niemiec, Portugalii, Słowacji i Stanów Zjednoczonych.

53. Édmùnd Szczesôk. Kòmandor tësąclecégò
Tłomaczenié Bòżena Ùgòwskô

55. Krzysztof Korda. Z Kociewia i dla Kociewia

Nieobce są mu sprawy kaszubskie – w końcu jest autorem książki o Kaszubach w Kanadzie. Przede wszystkim jednak pokochał Kociewie, a zwłaszcza Tczew, któremu poświęcił liczne publikacje. Przez wiele lat był tutaj nauczycielem i dwukrotnie został uznany za Tczewianina Roku.
Kazimierz Ickiewicz urodził się w 1955 roku w Starogardzie Gdańskim. Pierwsze trzy lata życia spędził w Skarszewach, kolejne – w Tczewie. Tu chodził do szkoły podstawowej, a następnie do Technikum Mechanicznego.
W trakcie studiów historycznych na Uniwersytecie Gdańskim, za namową swojego nauczyciela akademickiego Józefa Borzyszkowskiego, wówczas doktora w Instytucie Historii UG, wstąpił do Klubu Studenckiego Pomorania. Jego członkami byli wówczas Feliks Borzyszkowski, Jerzy K aiser, Stanisław Janke, Witold Bobrowski, Halina Polonis, Felicja Borzyszkowska, Halina Bargańska, Krystyna Maciaś, Hanna Grabowska, Tomasz Szymański, Kazimierz Kleina, Stefan Rambiert, Kazimierz Klawiter i wielu innych.

57. Marta Szagżdowicz. Morskie historie
Dzisiejsza wędrówka zaprowadzi nas do Nowego Portu. Spotkamy tu Gdańskiego Latarnika oraz przespacerujemy się nabrzeżem imienia wielkiego Polaka – Tadeusza Ziółkowskiego.
Gdański Babel
Nowy Port to dzielnica, która została założona pod koniec XVIII wieku. Po I rozbiorze Prusacy chcieli zdławić port nad Motławą, który pozostawał w rękach polskich. Statki musiały zatrzymywać się i płacić cło już tutaj. Gdy Gdańsk także znalazł się w granicach Prus, p orty przestały z sobą konkurować. Nowy Port był nowocześniejszy, mógł przyjmować większe jednostki, dlatego jego rola wzrosła. Atmosferę d zielnicy w X IX stuleciu opisał gdańszczanin Wilhelm Ferdinand Zernecke: „Dominują tu ludzie morza. Szyprowie i marynarze wszystkich nacji wypełniają karczmy, pięć do sześciu języków brzmi jeden przez drugi, a marynarz, który w końcu schodzi na ląd, szybko przepuszcza uzyskany w trudzie zarobek, by wkrótce ponownie podjąć uciążliwą podróż, a może i znaleźć daleki, mokry grób”*.

58. Jadwiga Bogdan. Sikorzyński wehikuł czasu
Kilkanaście lat temu jego ruiny zachwyciły pewnego gdańszczanina, dziś odrestaurowany zachwyca licznych zwiedzających. Kto raz trafi do Dworku Wybickich w Sikorzynie, będzie tutaj wracał. Przekroczenie bramy posiadłości jest niczym podróż w czasie i gościna u jej XIX-wiecznych gospodarzy.
Druga połowa lat dziewięćdziesiątych, wczesna wiosna. W trójmiejskiej prasie kolejny raz pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży dworku, gdzieś na Kaszubach. Informacja zwróciła uwagę Leszka Zakrzewskiego, gdańskiego konserwatora zabytków, który postanowił poznać ową tajemniczą posiadłość. Na miejscu zastaje zrujnowany budynek, otoczony zarośniętym parkiem, nad którym dominuje przykuwający uwagę trzystuletni dąb. Zobaczyłem, trochę się zachwyciłem, mocno przeraziłem stanem, ale dla mnie, konserwatora sztuki, nigdy nie jest za późno – tak wspomina dziś swoje pierwsze spotkanie z dworkiem Leszek Zakrzewski, który postanowił nabyć i ratować ruiny.

59. Ks. Zbigniew Straszewski. Krótka historia krzyża w Wojtalu
Wędrując po ziemi kaszubskiej, poszukujemy reliktów przeszłości, często pomijając te, które znajdują się obok nas. Owymi zabytkami są m.in. kapliczki i krzyże przydrożne, które mają swoją niepisaną historię. Przechodzimy obok nich obojętnie, gdyż najczęściej niczym się nie wyróżniają.
Taki niepozorny krzyż stoi naprzeciw szkoły w Wojtalu, wsi należącej do parafii Odry, na skraju Borów Tucholskich. W 1819 r. niedaleko karczmy, która swoimi korzeniami sięgała czasów krzyżackich, Prusacy postawili drewnianą szkołę. Wprawdzie miała ona charakter wyznaniowy ewangelicki, ale uczęszczały do niej dzieci z rodzin polskich i katolickich. Mimo że nie znajdujemy potwierdzenia w dokumentach, jednak można przypuszczać, że krzyż postawiono w 1820 r., kiedy szkoła spłonęła. Prawdopodobnie mieszkańcy chcieli w ten sposób uchronić budynek od kolejnego pożaru. Obrona była dosyć skuteczna, gdyż ogień strawił budynek dopiero w 1883 r. Cztery lata później wybudowano nowoczesną szkołę murowaną, która zachowała się do chwili obecnej.

60. Piekło kòl Stalingradu
Pòchòdzył z Gôrcza w kartësczim krézu. Òb czas wòjnë biôtkòwôł sã m.jin. na rusczim fronce. Ùretôł żëcé, ale wrócył z martwą rãką. Léón Fòrmela (1923–2012) krótkò przed smiercą ò swòjich cãżczich wòjnowëch przeżëcach òpòwiedzôł Eùgeniuszowi Prëczkòwsczémù.
Co pamiãtôce z pierszich dni wòjnë?
Zarô jak nen Hitler wstąpił, béł strach, baro wiôldżi strach. Òni brelë do Stutthofù abò na robòtë. Jô z sostrą béł wëwiozłi na Żuławë. Tam gbùr, ù jaczégò më robilë, pòwiedzôł: „Chto chce jachac dodóm na gwiôzdkã, ten mòże”. Tej jô jachôł, a wiãcy na Żuławë nie wrócył. Mòja sostra tam òstała.
Tata z mëmą mielë gòspòdarstwò. Tatk z warkù béł krôwcã. Òni sã mielë w pisac na lëstã Eingedeutsch, a le sã mòcno òpiérelë, jaż tatowi wzãlë kònia, brikã, trzë krowë i miôł jic do dwòru w Gôrczu na szarwark. To ju bëłë lata sztërdzesté. Tedë w Chmielnie béł pòdzemny gminny pòlsczi rząd. Òni gôdelë, żebë sã nie dac wpisac na lëstã. Ti, co ni mielë dzecy, delë sã zarô w 1940 rokù zapisac. Ti, co mielë blós dzéwczãta – téż. A ti, co mielë knôpów, sã òpiérelë, żebë jich dzecë ni mùszałë jic do wòjska. Niemcë rozmajcie zmùszelë. Tace wzãlë krawiecką maszinã, a òn nie béł do robòtë na gbùrstwie.

62. O Kaszubach u franciszkanów
Książka stanowi dokumentację pielgrzymki Kaszubów do Ziemi Świętej i Jordanii w dziesiątą rocznicę odsłonięcia w kościele Pater Noster w Jerozolimie tablicy z Modlitwą Pańską w języku kaszubskim. Publikacja zawiera informacje o odwiedzanych miejscach, reportaż z podróży Arkadiusza Golińskiego oraz zapis kazań wygłoszonych podczas pielgrzymki w języku kaszubskim przez ks. dziekana Mariana Miotka.

64. Kazimierz Ostrowski. Daleko od stolicy
Gdzie się zaczynają, a gdzie kończą się Kaszuby? Oto jest pytanie, na które niełatwo odpowiedzieć. Przypomnijmy dwie książki Józefa Borzyszkowskiego o Karsinie – tytuł pierwszej Tam gdze Kaszëb kuńc nie przypadł do gustu mieszkańcom, toteż drugą, po blisko trzydziestu latach, zatytułował Tam gdze Kaszëb pòczątk. Podobny problem mają także inni, na przykład Gdańsk, któremu wielu odmawia nie tylko prawa do miana stolicy kraju kaszubskiego, lecz w ogóle neguje jego historyczny (i współczesny) związek z Kaszubami. Takim poglądom trzeba dać zdecydowany odpór, jak to uczynił Jacek Borkowicz w majowym numerze „Pomeranii”.

64. Kadzmiérz Òstrowsczi. Dalek do stolëcë
Tłomaczenié Danuta Pioch

66. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch. Ùczba 12. Ùczba dlô letników. W kaszëbsczi krôjnie

Cwiczënk 1
Spróbùj przeczëtac gôdkã. (Spróbuj przeczytać rozmowę).
W kaszëbsczim mùzeùm
– Dzień dobry.
– Witóm baro serdeczno w najim mùzeùm. Widzã, że wë
przëjachelë do nas kòłã.
– O! Mógłby pan przetłumaczyć, co pan powiedział?

68. Maria Pająkowska-Kensik. Zamanówszi usióńdźta se w cichaczu…
To moje życzenie na wakacje, które niech będą też kolorowe jak polne kwiaty, z muzyką
świerszczy i echem lasów, chłodem kociewskich jezior…
Żeby jednak usłyszeć głos Boga (od niego wszystko warto zaczynać), trzeba się wyciszyć, zatrzymać… Też na dłuższą, nie zdawkową rozmowę z bliskimi warto siąść w cichaczu i nie patrzeć na zegarek. Kiedy tak być powinno? No, właśnie zamanówszi, czyli od czasu do czasu. Kryje się w tym słowie wielokrotność. Dobrze, by to, co miłe i ważne, nie było przypadkowe, jednorazowe. Miarą udanych wakacji może być liczba chwil, które pragniemy zatrzymać.

68. Costerina 2012

69. Zyta Wejer. Do boru na grzibi!

Wew naszym boru było fest jagodóf ji grzibóf. Jak żam szła zez kankó na jagodi, to podle drogi zahaczałóm o bujafka na landach, kele Baczińskych. A jak wisok szmyrgałóm timi golaniami pot samniytke gałanzie brzóski, co mniała chyba wjanci niysz 7–8 mytróf wew góra. Asz dzif bjerze, że żam sia niy skańtowałóm ji niy jezdóm połómana!

69. Maria Block. Kepki życiowe
Ja to móm tak, że jak coś nié lézie jak trza, to ja nié deliberuja za dużo, nié łycam jak gzub, co mu grabnéli bómbóna, ino zara na to sia gapsie zéz boku i se robja kepki. No i mówja wóm, zara sia to zdaje śmnieszne i nié take cianżke, jak na poczóntku!
Na tan przykład, żam se zamówiła kedyś u krawcowy, co by mnie poprawjiła trocha fraketa. Na pióntek mniała być rychtych, leze tamoj, ale nié mniała. No to na poniédziałek.

70. Lektury

73. Arkadiusz Gòlińsczi. Dzejanié i nôùka

Kòżdô roczëzna zachãcywô do wspòminków czasów, co są ju za nama. Pòmòraniô w tim rokù mia swòje 50 lat. A w mòjim przëtrôfkù minãło ju 20 lat, jak jô trafiôł do klubù.
Tedë prawie, a béł to rok 1992, jô zaczął swòjã nôùkã w Sopòcczi Bankòwi Szkòle. Szczeslëwie czësto fëjn sã ùłożëło, że w a kademikù w jedny jizbie z mòjima drëchnama z liceùm, co sztudérowałë na pòlonistice, zamieszka Béjata Pòbłockô (dzysô w Genewie), rodã z Wãsorów.

75. D.M. Ùczba, kôrbiónka i pisanié…
20 lëdzy, co chcą sã czegò naùczëc, snôżi òstrzódk Kaszëbsczégò Lëdowégò Ùniwersytetu w Starbieninie i gazétnicë, chtërny dzelą sã swòjim doswiôdczenim z młodszima drëchama pò fachù – tak krótkò mòżemë òpisac czerwińcowé warkòwnie dlô piszących pò kaszëbskù.
Òsoblëwim brzadã tegò zeńdzeniô bãdą repòrtaże z Nordë, bò prawie ten dzél Kaszëb òbjachelë ùczãstnicë warkòwniów. 2 i 3 czerwińca òbzérelë farwné môle, gôdelë z czekawima lëdzama i próbòwelë wszëtkò przelac na papiór (a tak pò prôwdze na kòmpùtrë).
Ju w tim numrze najégò cządnika bédëjemë pierszi z tekstów, jaczi pòwstôł òb czas starbienińsczich warkòwniów. To artikel Piotra Lessnaùa i Patrika Mùdlawa ò przërëchtowaniach do EÙRO w Gniewinie. Pòstãpné ju niedługò.

76. Wiérztë. Latowô pòra

78. Klëka

85. Tomasz Żuroch-Piechowski. Fenomen Zbigniew Gach

Do napisania o Zbyszku zabieram się od dnia jego śmierci, która nadeszła niespodziewanie 26 lutego tego roku. Wciąż mam w pamięci telefon od przyjaciela, który przez ściśnięte gardło wydusił: „Piechu, Zbyszek Gach nie żyje”. Oniemiałem i tkwię w tym stanie po dziś dzień. Wciąż widzę Zbyszka żywego i roześmianego. Spotkaliśmy się zaledwie kilka razy, ale kiedy go poznałem, nie był dla mnie obcym człowiekiem.
Rozpoznałem swoją ziemię
Mając kilkanaście lat, kupiłem książkę Jeden z Wiela, wydaną przez oficynę Arkun. Nazwisko jej autora – Zbigniew Gach – niewiele mi wówczas mówiło, a le t a k siążeczka
(88 stron w formacie dzienniczka ucznia) była dla mnie, co dostrzegam dopiero po latach, jednym z olśnień, które sprawiły, że rozpoznałem w Kaszubach swoją ziemię, swój lud i swoją historię.

87. Jerzy Nacel. Odszedł pokorny pasterz
Umarł dobry człowiek, był kapłanem wielkiego formatu – tak wspomina księdza kanonika Mikołaja Sampa jego przyjaciel i kolega z czasów studiów w gdańskim Biskupim Seminarium Duchownym ksiądz prałat Franciszek Cybula, kapelan Prezydenta RP Lecha Wałęsy.
Mikołaj Samp urodził się w Gdańsku 1 października 1942 roku. Pochodził ze starej kaszubsko-gdańskiej rodziny. Jego ojciec Paweł pracował w Parowozowni PKP w Gdańsku-Zaspie, matka Helena (z domu Zielke) zajmowała się wychowywaniem czterech synów. Jak wspomina ks. Cybula, był to dom na wskroś kaszubski, wypełniony katolicką wiarą.

88. Tomasz Żuroch-Piechowski. W drodze do Meklemburgii
Wracam na łamy „Pomeranii ” jako felietonista po wielu miesiącach nieobecności. Zdążyłem w tym czasie przeczekać kilku redaktorów naczelnych (płci jednej i drugiej), kilka koalicji rządowych i przeżyć kilku przyjaciół.
Najbardziej będzie mi brakowało Wojciecha Kiedrowskiego, który dla mojego pokolenia był legendą. Miałem w nim życzliwego czytelnika, w pół słowa wyłapującego wszelkie aluzje, rzeczy pisane między wierszami i między spacjami nawet. Gdzież ja teraz znajdę w Kraju Kaszubów tyle wręcz angielskiego poczucia humoru, dystansu do świata, do innych i do siebie samego przede wszystkim?

89. Słôwk Klôsa. Jic szlachã Niemców?
Ze Sztrategie Rozwiju Wòjewództwa Pòmòrsczégò 2020 mòże sã człowiek doznac, że jedną z zôwadów udało gòspòdarczégò rozwicô Pòmòrzô je wësoczé bezrobòcé. Zwikszëwanié sã wielenë lëdzy, jaczi ni mają robòtë, nie je apartną znanką naszégò regionu, ale prosto wëchôdô z òglowò złégò stanu gòspòdarczi nié blós w Pòlsce. Zmianë na rënkù robòtë bãdą miałë mòcny, dërżéniowi cësk na przińdny rozwij naszégò òkòlégò. Temù téż bez zmëslnëch
zmianów na rënkù robòtë nie ùdô sã nama òdwrócëc negò żochù i nie dobãdzemë nad roscącym bezrobòcym. Mającë tã swiądã, ùrzãdnicë mùszą szukac mòżlëwòtë zlepszaniô mechanizmów lżészégò ùdostawaniô robòtë. Za dobri przikłôd do szlachòwaniô pòdôwô sã naszich zôpôdnëch sąsadów – Niemców, ù jaczich w slédnëch latach widzec je stolëmné zmianë.

90. red. Kùńc sztridów ò labializacjã?
Szkólny kaszëbsczégò jãzëka, gazétnicë i ùczałi wiele w òstatnym czasu gôdelë ò pisënkù lëtrów „ò” i „ù”. Ùchwôlënk Radzëznë Kaszëbsczégò Jãzëka (RKJ) z 2009 rokù wprowadzył pòzmianë, chtërne nie widzałë sã wiele ùżëtkòwnikóm kaszëbiznë.

90. red.Stôrodôwny drzewiany „mail”
Kò tam-sam na Kaszëbach, òsoblëwie w môłëch wsach, jesz dzysdnia szôłtës wësélô do mieszkańców cedel z wiadłã ò wôżnëch dlô nich sprawach. Dzysô je to le sóm cedel, a przódë béł òn zatkłi w rësënã grëbégò, krzëwégò czija. Nen czij zwôł sã rozmajice: klëka, kluka abò
kòzel. Béł krzëwi, bë mógł jegò za płotã zawieszëc.

91. Tómk Fópka. Piersë górą!
30 maja béł Midzënôrodnym Dniã Gòłëch Piersów, bez slë, sztëcë i sztelôżów. Chłopi! Widza Wa czejs tak cos?! Ten dzéń, bò piersë gwës! Jaż jem wcësnął „lubiã to” na tã leżnosc pòd smacznym òdjimkã pôrzëstëch, piãknëch, niezwieszonëch, bùszno-sztopòrczącëch…
W „Bôłtiszecajtungù” pòdelë, że „wpatrywanie się w zadbany kobiecy biust służy zdrowiu i przedłuża życie.

92. Rómk Drzéżdżónk. Gduńsczi bówka
Slédnym czasã jô mùszôł dosc wiele z negò mòjégò Pëlckòwa do naju stolëcë SKM-baną rézowac. W banie rozmajitëch lëdzy jô pòtikôł: zaczëtónëch lubòtników letczi a nieletczi lëteraturë, przekłôdającëch z grëpczi na grëpkã skserowóné notatczi sztudérów, czëtińców gazétów kòmeńtejącëch nônowszé wiadła, biliet nerwés scëskającëch, dërchã grającëch na I-padach, wcyg plestającëch przez mòbilkã, bez òprzestónkù feflotającëch ze sobą, cëchëch, zazdrzónëch w miesczi krôjòbrôz ùcékający za òknã, trzézwò rozmëszlającëch ò bëcym a niebëcym, a filozofów w bùdlach cwëkù żëcégò szukającëch…

Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002