Forum
Losowe zdjęcie
Program poetycki
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Strona główna forum
   Historia
     Kaszubskie gwary

| Od najnowszych Poprzedni wątek | Następny wątek | Koniec
Nadawca Wątek
Stojgniew
wysłane dnia: 5.6.2011 18:01
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 19.5.2011
z: Antiquissima Polonia, Mazovia
Wiadomości: 306
Re: Kaszubskie gwary
Cytat:
Nie mam zamiaru walczyć ani z polskością, ani z kaszubskością.
Więc dla mnie temat kaszubskości w takim rozumieniu w ogóle został zakończony.
pozdrawiam serdecznie.



Pewnie, że nie masz. Jak i większość Kaszubów. Dlatego właśnie odbywa się to co narodowcy nazywają "polonizacją" i "uciskiem". Oni będą walczyć. Czyli każdy do swojego domku. Potwierdza to tylko to co już powiedziałem. Pole do dialogu czy współpracy przy tak diametralnych różniach zdań jest niewielkie.
sgeppert
wysłane dnia: 5.6.2011 18:55
Dobrzińc Najich Kaszëb
Zarejestrowany: 17.6.2003
z: 索波特
Wiadomości: 1608
Re: Kaszubskie gwary
W odniesieniu do tego, jak Stojgniew postrzega dysputę o kaszubskiej tożsamości - protestuję przeciw zdaniu "Dla osób o kaszubskiej tożsamości narodowej polskość to element obcy, wrogi". Dopóki nie zostanie ono poparte materiałem źródłowym, będzie ono dla mnie warte tyle, co stwierdzenie, że nadmorscy Kaszubi mają płaskie czoła i odstające uszy. Według moich doświadczeń ci, którzy wnoszą największy intelektualny wkład do kaszubskiej idei narodowej, wśród nich przytoczony Tomasz Żuroch Piechowski, nie traktują polskości jako czegoś immanentnie wrogiego - takie odczytywanie ich wypowiedzi jest dla mnie przejawem złej woli. Czytelnicy tego portalu doskonale znają rolę Polski (jej struktur świeckich i kościelnych oraz kultury) w ochronieniu rdzennej kultury Pomorza przed zniemczeniem - na pewnym etapie dziejów, znają również opresyjną rolę Polski odrodzonej w 1920 r. wobec tej kultury, którą nosząca ludność została wówczas uznana za narodowo niepewną (znają również polityczny kontekst tego stanu). I nieraz czytali stwierdzenie, że w dzisiejszej, niepodległej Polsce Kaszubi mają najlepsze od 700 lat warunki do rozwoju swojej kultury.

Problem, który stawiają zwolennicy narodowości kaszubskiej, można sprowadzić do pytania - czy dziś Kaszubi chcą rozwijać swoją rodzimą kulturę, okazywać ją (tzn. nie ukrywać, nie wstydzić się) we wszystkich sferach życia, uznając to za święte i oczywiste prawo - czy też zamknąć przeszłe dziedzictwo w malowanej skrzyni, otwieranej tylko na potrzeby rozmaitych izb pamięci, a za swoje przyjąć to, co dostarcza gazeta, telewizor, portal społecznościowy. Czy zamieniając konia po dziadkach na kombajn kupiony za eurodotacje, uznajemy dziedzictwo tych, którzy nam tego konia przekazali, za bezwartościowe rupiecie - czy też za fundament, na którym my możemy budować garaż dla nowego sprzętu, który kiedyś ktoś po nas odziedziczy i zamieni na coś jeszcze nowszego. Nawiązując do literatury - czy Kaszubi są mamutami, których truchła znajduje się tu i tam w ziemi, czy też koralami, na dorobku kolejnych pokoleń wznoszącymi piękną wyspę.

W moim odczuciu "opcja narodowa" jest próbą znalezienia godnego miejsca dla swojego dziedzictwa, w nowych realiach społecznych. Jest uznaniem, że dziś, w dobie internetu i lotów kosmicznych, nie ma sensu definiowanie swojej tożsamości przez kultywowanie zwyczajów nieprzystających do współczesnego życia (stroje, tabaka, język itp.). Opcja narodowa jest uznaniem, że przyjmując to, co współczesny świat niesie (globalna komunikacja, zupełnie inna technologia...), przyznaje się do bycia potomkami, kontunuatorami ludzi kiedyś tu mieszkających i wyróżniających się określoną kulturą. W świecie izolowanych społeczności tożsamość była określana przez wspólną kulturę. W świecie globalnym tożsamość w znacznym stopniu jest wynikiem świadomego wyboru. W realiach społecznych i prawnych Pomorza Gdańskiego leżącego w Polsce w początku XXI wieku ten świadomy wybór nazywa się narodowością kaszubską.

I to wszystko jest sprawą samych Kaszubów i ich stosunku do własnego dziedzictwa. W tym zakresie polskość jest nie tyle przyjazna czy wroga, lecz - zewnętrzna. Dziś to, czy kaszubskość przetrwa, zależy od samych Kaszubów. I na początek należałoby uzgodnić, co to znaczy "kaszubskość" i "Kaszubi". Wtedy wiadomym by się stało, czy Zefka, Stojgniew i Jerk piszą o tym samym.


----------------
Stanisław Geppert

Stojgniew
wysłane dnia: 5.6.2011 20:45
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 19.5.2011
z: Antiquissima Polonia, Mazovia
Wiadomości: 306
Re: Kaszubskie gwary
Cytat:

sgeppert napisał:
W odniesieniu do tego, jak Stojgniew postrzega dysputę o kaszubskiej tożsamości - protestuję przeciw zdaniu "Dla osób o kaszubskiej tożsamości narodowej polskość to element obcy, wrogi". Dopóki nie zostanie ono poparte materiałem źródłowym, będzie ono dla mnie warte tyle, co stwierdzenie, że nadmorscy Kaszubi mają płaskie czoła i odstające uszy..



Już śpieszę:

Kaszubi muszą być Polakami!
Sie nie podoba, to wypierdalać za Odrę, Dunaj, czy Jenisej,
a nie grzać dupy na NASZEJ, świętej, piastowskiej ziemi
i żreć NASZ polski chleb. Zdrajcy jebani.
Amen.

A to Polska właśnie, ta codzienna i swojska…
Ukochany, kraj, umiłowany kraj…


http://www.piechowski.pl/



A to właśnie Pan Piechowski i jego wizja polskiej opresji...

Kulturkampf po polsku, tandeta po kaszubsku
Na świecie niespokojnie – w Kraju Kaszubów też wojna. Wojna o ziemię – „Rodną Zemię”.


To jest "wojna".
sgeppert
wysłane dnia: 5.6.2011 21:39
Dobrzińc Najich Kaszëb
Zarejestrowany: 17.6.2003
z: 索波特
Wiadomości: 1608
Re: Kaszubskie gwary
"Hymn kaszubski czyli polski", znam to.

Dosłowność i sieriozność odbioru, jak również pominięcie kontekstu literackiego i historycznego, przyjmuję do wiadomości.

W moim odbiorze podmiot liryczny odrzuca nie polskość w ogóle, lecz bezwzględność i zakłamanie (vide piastowska ziemia) jej narzucania.

Dobrze, że Kolega Stojgniew nie widział papierowego wydania tego utworu, bo oprócz dewiacji ideowych, mielibyśmy jeszcze wątek dewiacji seksualnych.


----------------
Stanisław Geppert

Jark
wysłane dnia: 5.6.2011 22:38
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 12.2.2004
z: Wiôldzi Kack
Wiadomości: 578
Re: Kaszubskie gwary
Polskość w stosunku do kaszubszczyzny jest ZEWNĘTRZNA jak celnie zauważył sgeppert. Nie wroga czy przyjazna, ale ZEWNĘTRZNA. Tak samo jak niemieckość, szwedzkość czy rosyjskość. Tak było przez wieki. I tak, jeśli chcemy myśleć o zachowaniu naszej odrębności dla przyszłych pokoleń, powinno pozostać.

Ogląd lokalnego świata przez kolegę Stojgniewa jest jak widać z większości wypowiedzi wielce oryginalny, bo zakłada że aktualne status quo pozostanie niezmienne do końca świata (albo dwa dni dłużej). Gdyby takie podejście mieli Kaszubi równo sto lat temu, to dziś wszyscy byśmy zajadali się na lęborskim lub kartuskim rynku doskonałymi Bratwurst mit Brotchen a przy wigilijnym stole zamiast dzielić się opłatkiem śpiewalibyśmy Stille Nacht.

Może więc warto patrzeć na kaszubskie sprawy w nieco szerszym kontekście dziejowym i historycznym, nie tylko tu i teraz? Może cytując Derdowskiego warto wziąć pod uwagę iż jego wypowiedzi dotyczą okresu Kulturkampfu, czasu gdy Kaszubi mieli do wyboru albo niemiecką asymilacją albo przyłączenie się do polskich aspiracji niepodległościowych?

Może śpiewając tak hołubiony przez kościelno-polskopatriotyczne kręgi Marsz Kaszubski pamiętać iż powstał on na zamówienie sanacyjnych władz realizujących twardą politykę integracji Pomorza z II Rzeczpospolitą? Może warto zauważyć, że katolicyzm to nie polskość ale wyznanie (o czym zdaje się zapominać także wielu księży)?

Może...
CzDark
wysłane dnia: 6.6.2011 0:42
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 24.5.2004
z: Biebrznicczi Młin
Wiadomości: 1133
Re: Kaszubskie gwary
Prôwda; pisze ò tim chòcle x. J. Salij OP

Miłość ojczyzny jest jedną z najważniejszych cnót społecznych. Zarazem skazilibyśmy katolicyzm ciężkim bałwochwalstwem, gdyby jego głównym źródłem miała być miłość ojczyzny. A ujmując to mniej wzniośle – gdybyśmy przede wszystkim dlatego chcieli być katolikami, że jesteśmy Polakami. Nasz katolicyzm tylko wtedy jest autentyczny, kiedy płynie z miłości Boga i z fascynacji Ewangelią. Spróbujmy wyróżnić kilka wątków składających się na ten temat. Istotne zastrzeżenia wobec stereotypu Zbitka Polak katolik budzi dwa podstawowe zastrzeżenia. Po pierwsze, jeśli jest nośnikiem powątpiewania w patriotyzm tych Polaków, którzy nie są katolikami. Zastrzeżenie to sformułował zdecydowanie i jednoznacznie – choć, jak to on zazwyczaj robił, w formie pozytywnej – Jan Paweł II, kiedy 9 czerwca 1991 r. przemawiał w Warszawie, w ewangelickim kościele Świętej Trójcy: Ta luterańska świątynia dzieliła los innych kościołów Warszawy w roku 1939 i 1944. Okupanci nie traktowali jej lepiej, dlatego że była luterańska. Tutaj pracował od 1898 r. jako proboszcz ks. Juliusz Bursche, późniejszy biskup i zwierzchnik Kościoła ewangelickoaugsburskiego w Polsce. Ten wielki chrześcijanin i wielki polski patriota wolał oddać życie w niemieckim więzieniu niż wyrzec się polskości. W tej świątyni głosił również słowo Boże inny wielki chrześcijanin i Polak, sługa Kościoła ewangelickoaugsburskiego, biskup adiunkt Zygmunt Michelis, proboszcz tej parafii od 1921 r., który za obronę Warszawy w 1939 r. otrzymał wysokie odznaczenie. Tak biskup Bursche, jak biskup Michelis, którego miałem szczęście znać osobiście, swoim życiem i swoją śmiercią zaprzeczyli niejako rozpowszechnionemu przekonaniu, że luteranin to Niemiec, a Polak to katolik. Drugie zastrzeżenie wobec stereotypu Polak katolik jest jeszcze poważniejsze. Gdyby nasza polskość miała być głównym powodem, dla którego trzymamy się katolicyzmu, wówczas nasz katolicyzm skazujemy na nieuchronną bylejakość. Jednym z pierwszych, który na to wyraźnie zwrócił uwagę, był Zygmunt Szczęsny Feliński, późniejszy arcybiskup warszawski i sybirak, kanonizowany niedawno przez Benedykta XVI. Jako młody chłopak, będąc w latach czterdziestych XIX wieku na studiach matematycznych w Moskwie, bardzo martwił się sytuacją duchową polskich kolegów. W następujących słowach ubolewał nad tym, że katolicyzm większości z nich płynął raczej z przywiązania do polskości niż z przejęcia się Ewangelią: Pod względem religijnym atmosfera ta wiele, jeśli nie wszystko, do życzenia pozostawiała. Wprawdzie ze względów patriotycznych opuszczenie katolicyzmu, zwłaszcza zaś przejście na prawosławie lub ożenienie się z Moskiewką, uważano za nikczemną zdradę godną potępienia i wzgardy. Nie bawiono się też, jak po uniwersytetach niemieckich, w panteistyczne systemata filozoficzne, przeciwstawiając je objawionej religii, ale panował najzupełniejszy w rzeczach wiary indyferentyzm, także w koleżeńskich dysputach kwestie te nigdy nie były poruszane. Wyjątkowe tylko charaktery zachowały w duszy żywą wiarę wyniesioną z domu, ogromna zaś większość albo całkiem zaniedbywała praktyki religijne, albo spełniała je bezmyślnie, w życiu praktycznym nie oglądając się wcale na moralność chrześcijańską Trudno o większe poniżenie wiary niż zredukowanie jej do roli narzędzia podkreślającego przynależność narodową. Kulturowy związek polskości z katolicyzmem A jednak byłoby uproszczeniem negować związek polskości z katolicyzmem. Dość sobie uprzytomnić, czym dla nas, Polaków i niekoniecznie katolików, są opłatek, choinka, kolędy, imieniny, pisanki wielkanocne, znicze na grobach, święty Mikołaj – zwyczaje nikomu nienarzucane, emanujące narosłym przez pokolenia pozytywnym sentymentem. Zarazem trzeba przyznać, że w niektórych okolicznościach zachowanie katolickiego obyczaju było wręcz warunkiem wytrwania w polskości. Odnotujmy spostrzeżenie Zofii Kossak z pierwszych lat po rewolucji październikowej na temat Polaków, którzy znaleźli się pod panowaniem bolszewików: Kościół trwał przez te dzieje niezmiennie jednaki, nie ustąpił nic prawie ze swoich obrządków, ze swojej glorii, ze swego splendoru. Gdy wszyscy nurzali się w szarym błocie, starając się niczym nie odróżniać od plugawego tła bolszewickiego, służba Pana panów oddawała mu jednakowo cześć; a gdy bolszewizm nie dopuszczał wyższości niczyjej, nie wahała się stwierdzać, że Bóg jest Najwyższym. W dnie poświęcone Jego wielkiemu imieniu lub Najświętszej Matki Jego, lub w dnie imienin Świętych miłych Jego sercu, z jednaką wspaniałością i jednakim majestatem święcono Jego wielkość i Jego królewskość. Jednako tłum ludzi, całym głosem, całym sercem, głosił swą miłość ku Niemu i swą wiarę w Niego. A On, jednaki przez wieki i burze, w drżącym słońcu złotej monstrancji ukryty, niewidzialny, lecz przytomny, ponad błękitnym obłokiem dymu z kadzideł płynący, wznosił rękę nad lud swój. I ta moc, ta niewzruszoność, takim blaskiem otaczały Jego dom, że nie śmiano nań się targnąć. Zamknięto dawno cerkwie, wypędzono popów; stokroć więcej niż cerkwi, nienawidząc kościoła, nie zamknięto go jednak, nie wzbroniono nabożeństwa. Jeżeli każde święto było naszym triumfem, to w dnie powszednie, gdy cicha msza się odprawiała, kościół był jedynym przytułkiem, jedyną przystanią, w której dusza wyprostowywała znużonym połamane skrzydła i nabierała otuchy. Tak dobrze tam było, bezpiecznie i pewnie. Te same, co dawniej, babki odmawiały półgłosem różaniec. Ten sam zapach świec woskowych, zwiędłej świerczyny i modlitwy ludzkiej w powietrzu. Ta sama cisza pod wysokim kapucyńskim sklepieniem, ten sam zakrystian, zapalający świece przy ołtarzu, obrzędowym ruchem zdejmujący z niego czerwoną nakrywkę. Ten sam ksiądz w jasnym ornacie, rozkładający ręce w świętym geście; a przede wszystkim ten sam, wieczyście obecny, dobrotliwy Ojciec Bóg. I widzieliśmy wszyscy, że dopóki nabożeństwo się odprawia, nie jest jeszcze tak źle, i że dopiero gdyby go zabrakło, bylibyśmy zupełnie opuszczeni, osieroceni, zgubieni… 2 Bolszewicy dość szybko zorientowali się, że otwarte kościoły opóźniają sowietyzowanie tych, którzy do nich chodzą, i szybko zaczęli je zamykać i zamieniać na kluby, magazyny, a nawet miejskie toalety. Znamienne, że miejscowa ludność świątynię katolicką prawie zawsze nazywała kościołem polskim. Kulturowy związek polskości z katolicyzmem potrafi niekiedy przetrwać nawet w tych Polakach, w których katolicka świadomość jest raczej niewielka, a nawet w tych, którzy już przestali być katolikami. To stąd bierze się zjawisko, ambiwalentnie oceniane przez duszpasterzy, że ludzie, którzy niemal już porzucili wiarę katolicką, jednak proszą o ślub kościelny i zależy im na tym, żeby ich dzieci zostały ochrzczone i przyjęły Pierwszą Komunię. Duszpasterze starają się wówczas wzmocnić w tych ludziach wątłą nitkę wiary i łączności z Kościołem, a z drugiej strony lękają się udzielać sakramentów ludziom, którzy może nie powinni ich przyjmować. Stosunkowo niedawno swoje kulturowe przywiązanie do katolicyzmu wykrzyczała, w proteście przeciw coraz większemu napływowi muzułmanów do swojej ojczyzny, Oriana Fallaci, zresztą ateistka. Zapewne i w Polsce nie brak ludzi niewierzących, którzy swój związek z katolicyzmem odczuwają analogicznie: Przy całym moim laicyzmie, przy całym moim ateizmie, jestem tak przesiąknięta kulturą katolicką, że stanowi ona wręcz część mojego sposobu wyrażania się. (…) Choć nie zgadzam się z księżmi i nie wiem, na co mogą mi się przydać ich modlitwy, ja bardzo lubię tę muzykę dzwonów. Ona pieści mi serce. Lubię również te rzeźby i obrazy Chrystusa, Madonny i świętych. (…) Kiedy byłam mała, [wujenka ewangeliczka] prowadziła mnie na nabożeństwo do swojego kościoła. Boże, jak ja się nudziłam! Czułam się taka samotna wśród tych wszystkich wiernych, którzy śpiewali psalmy i to wszystko, z tym księdzem, który nie był księdzem, i czytał Biblię, i tyle, w tym kościele, który nie wydawał mi się kościołem i w którym oprócz małej mównicy był tylko wielki krucyfiks i tyle. Żadnych aniołów, żadnej Madonny, żadnego kadzidła… Brakowało mi nawet smrodu kadzidła i miałam ochotę znaleźć się w pobliskiej bazylice Santa Croce, gdzie wszystkie te rzeczy były. Rzeczy, do których byłam przyzwyczajona Katolik, a więc Polak Trzeci wątek związany z naszym tematem zacznę od spotkania, które miało miejsce w obozie w Kozielsku, gdzie więziono polskich oficerów, którzy później zostali wymordowani w Lesie Katyńskim. Rotmistrz Zdzisław Peszkowski, jeden z nielicznych tam uwięzionych, których Sowieci zawieźli nie do Katynia, ale do obozu w Griazowcu, miał przygotować hostię do tajnej mszy. Ale niech on sam to opisze, rzecz zdarzyła się jeszcze w Kozielsku: Po godzinie ciszy nocnej, kiedy już nie było wolno opuszczać baraku (groziło zastrzelenie, aresztowanie), poszedłem do kuchni, która była położona pośrodku naszego skitu. Walę w drzwi. Otwiera zdumiony Wańka (tak nazywaliśmy naszego kucharza) i pyta, czy ja zwariowałem, co mnie przyniosło do kuchni. Mówię, że mój kolega jest chory, potrzebuję gorącej wody – kipiatku – i trochę mąki. Grzecznie się odezwał, czego zwykle nie czyniono, i powiedział: Przyjdź za pół godziny, przygotuję coś dla twego towarzysza. Wróciłem, a on rzeczywiście coś przygotował – to znaczy napełnił manierkę kipiatkiem i dał mi zawiniątko – bliny smażone. Ale nie dał mi mąki, więc mówię: Daj mi mąkę. – A po co? – Chcę zrobić opłatki. Powiedziałem to po polsku, bo nie wiedziałem, jak jest po rosyjsku opłatek. Oczy mu się jakby zaświeciły, zatrzymał się przez chwilę, po czym bez słowa przyniósł mąkę. Potem wyszedł ze mną na dwór i prosił, żebyśmy usiedli na schodach. Patrzyliśmy przed siebie, był już śnieg i panowała cisza, którą tylko śnieg dać może. Zapytał po rosyjsku: Ty Polak? Odpowiedziałem: A kim, myślisz, mogę być? Tylko Polakiem. Chwilę milczał. Twarz mu znieruchomiała, patrzył przed siebie i spokojnym głosem, z kresowym cudnym zaciąganiem, zaczął mówić po polsku: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, a następnie: Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…, dalej: Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego… i skończył: Matko Boska Częstochowska, Królowo Polski, módl się za nami. Ocknął się i dodał po rosyjsku: Już idź; powiedział jeszcze: To jest tylko nasza tajemnica – rozumiesz. Szybko odszedł, trzasnął drzwiami za sobą i zaklął siarczyście. Musiała być Chrystusowi miła ta mąka, ta hostia, ten opłatek, który dźwiękiem słowa dotknął najgłębszej struny duszy, czegoś jedynego w osobowości Wańki – Jasia Ów Wańka był zapewne potomkiem żyjącej na dawnych naszych kresach szlachty zagonowej, która – wedle opisu Zofii Kossak – zruszczyła się zupełnie, natomiast „od zupełnego schłopienia i zlania się z tłumem rusińskim broniła ją tylko religia, jedyna jej ostoja i tarcza. Powoli zastąpić jej ona miała narodowość. Każdy szlachcic zagonowy, zapytany o to, kim jest, odpowiadał nieodmiennie: Ja katolik, panie. W słowie katolik mieściło się wszystko, co dusze ich zdołały jeszcze ocalić szerszego i jaśniejszego” Dość podobne nastawienie zaobserwował wśród wieśniaków w Poznańskiem młody Zygmunt Szczęsny Feliński, kiedy w 1848 roku wziął udział w powstaniu wielkopolskim. Różnica między zruszczoną i schłopiałą szlachtą zagonową spod Żytomierza a wielkopolskimi wieśniakami była jednak taka, że owa szlachta w znacznej mierze zagubiła swoją narodową świadomość, natomiast w poznańskich wieśniakach jeszcze się ona nie obudziła. Znamienne, że pochód powstańczy, w którym uczestniczył młody Feliński, przypominał bardziej pobożną pielgrzymkę niż wojsko: Cały patriotyzm włościan skupiał się w tych dwóch pojęciach: Polak – to katolik, Niemiec to luter; lutrzy prześladują Kościół, a więc precz z Niemcami! Pojęcia niepodległości politycznej, a tym bardziej potęgi narodowej i sławy były im zupełnie obce, o społecznych zaś przewrotach ani się im marzyło. Będąc już od dawna właścicielami gruntu i sąsiadując tylko z dawnymi panami, nie mieli do nich żadnej niechęci, a jeśli na to zasługiwali, okazywali im nawet wielkie zaufanie. Do powstania szli chętnie, ufając zwłaszcza księżom. Do przewodniczenia nie rwali się nigdzie, przyjmując chętnie szlachtę na oficerów i urzędników, ale swą katolicką chorągiew tak śmiało wywieszali, że nie ścierpieliby nawet, gdyby ją zechciano usunąć, a inną, chociażby narodową, na jej miejsce postawić. Zaledwieśmy ruszyli w pochód, wnet na czoło kolumny wystąpił jakiś poważny włościanin z kantyczkami w ręku i zdjąwszy czapkę, co też i wszyscy uczynili, zaintonował znaną pieśń pobożną, którą cała kolumna pełnym głosem śpiewać wnet poczęła, ani jednej nie opuściwszy strofy. Śpiewy te powtarzały się z pewnymi przystankami w ciągu całego pochodu; gdy zaś spotykaliśmy po drodze krzyż lub kapliczkę, wnet cały oddział, nie czekając komendy ani pytając o pozwolenie, klękał dokoła i odmawiał litanię do Pana Jezusa lub do Matki Boskiej. Dwaj demokraci, nie smakując w pobożnych pieśniach, a pragnąc raczej obudzić w ludzie patriotyczne uczucia, zaintonowali Jeszcze Polska nie zginęła, w czym szlachta im dopomogła, ale ani jeden głos z ludu nie połączył się z nimi, tak że nie ponowili próby. Gdy zaś we wsi jakiejś cały oddział padł na kolana dokoła stojącej na wygonie figury Zbawiciela, nasi zaś demokraci sami jedni nie przyklękli, lud począł patrzeć na nich tak groźnie, że kolana im mimo woli się ugięły Dzisiejsza postać stereotypu Wydaje się, że dzisiaj stereotyp Polak katolik w sposób poważny pojawia się rzadko – jedynie w środowiskach bardzo niszowych, nacjonalistycznych, zazwyczaj nawołujących do tego, żeby ojczyznę miłować ponad wszystko, a więc bałwochwalczo. Ponieważ Polska jest dla tych ludzi wartością najwyższą, katolicyzm traktują instrumentalnie. Stąd niewielkie ich zainteresowanie pytaniami naprawdę związanymi z wiarą oraz skłonność do lekceważenia autorytetów kościelnych, ilekroć im z nimi nie po drodze. Duchową pustkę tej postawy genialnie odsłonił Cyprian Norwid: „Oni kochają Polskę jak Pana Boga, i dlatego zbawić jej nie mogą, bo cóż ty Panu Bogu pomożesz?” Niestety, o wiele częściej stereotyp ten jest przywoływany ironicznie albo nawet pogardliwie, ale również w charakterze wyzwiska w różnych sytuacjach, zazwyczaj zupełnie nieuzasadnionych – zwykle przez ludzi niewierzących lub bardzo wobec swojego katolicyzmu zdystansowanych. Ale dotykam tematu, który domagałby się odrębnego potraktowania: Nam wszystkim potrzeba większej uważności w różnych wypowiedziach, które zawierają w sobie jakiś ładunek agresji. Jestem i Polakiem, i katolikiem, i czuję się osobiście napastowany, kiedy ktoś tych dwóch drogich mi nazw używa z pogardą lub w charakterze wyzwiska. Jacek Salij OP (czasopismo "W drodze", www.mateusz.pl)


zdrój:

http://www.scholka.org/index.php?option=com_content&view=article&id=275:polak-katolik&catid=3:artykuy&Itemid=42


----------------
Zdrzë: Peccunia non olet (Piniądz nie smierdzy)

Stojgniew
wysłane dnia: 6.6.2011 17:36
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 19.5.2011
z: Antiquissima Polonia, Mazovia
Wiadomości: 306
Re: Kaszubskie gwary
Cytat:

sgeppert napisał:
"Hymn kaszubski czyli polski", znam to.

Dosłowność i sieriozność odbioru, jak również pominięcie kontekstu literackiego i historycznego, przyjmuję do wiadomości.

W moim odbiorze podmiot liryczny odrzuca nie polskość w ogóle, lecz bezwzględność i zakłamanie (vide piastowska ziemia) jej narzucania.

Dobrze, że Kolega Stojgniew nie widział papierowego wydania tego utworu, bo oprócz dewiacji ideowych, mielibyśmy jeszcze wątek dewiacji seksualnych.




Boję się wnikać głębiej w to co podmiot liryczny miał na myśli. Wystarczy mi zacytowana już przeze mnie próbka polszczyzny.




Co do polskości i kaszubskości to oczywiście widzę, że dla Państwa te terminy określają jakieś zbiory rozłączne. Dla większości Kaszubów tak nie jest. Nie sądzę by brało sie to z "braku wiedzy", jak pisał Pan Pienczke, ale raczej z powodów historycznych, o czym uczą lektury całkiem wczesnych prac Lorentza, Alfonsa Parczewskiego, czy artykułów Dr Majkowskiego, jeszcze sprzed I wojny. Są w tych pracach konkretne fragmenty w których Kaszubi - prosty lud jak i elity expressis verbis dają wyraz swojej polskiej tożsamości. Pewnie, że proces ten był nierównomierny na Kaszubach i zwłaszcza na samej północy istnialo silne poczucie odrębności.



Dla Państwa jednak polskość jest "zewnętrzna", a więc tyle co "obca", a "kaszubskie" to z definicji nie "polskie". Promują Państwo więc narodowość kaszubską zupełnie "niezależną" i "odrębną" od polskiej - tak jak zresztą napisała tu wcześniej Pani Cirocka. To w oczywisty sposób godzi w polskość na Kaszubach. Nie można tych dwu opcji pogodzić w jednym modelu.



A więc odkładając wszystkie eufemizmy na bok, polskość nie jest jedynie dla Państwa obca i "zewnętrzna", ale w konkretnych dzisiejszych uwarunkowaniach jest ona na Kaszubach szkodnikiem, bo uniemożliwia popularyzację narodowości kaszubskiej, której Państwo przecież jesteście wiernymi apostołami. Więc trzeba to jasno zaznaczyć - polskośc jest obca, i w momencie w którym wygrywa walkę o rząd dusz jest szkodliwa, wroga.



Dlatego nie wsytarczy ogólne zchecenia do deklarowania jezyka kaszubskiego oraz narodowosci kaszubskiej w jednym z dwóch pytań o narodowość. Na pytanie o narodowosć zalecają Państwo odpowiedź "kaszubska", a na drugie pytanie udzielnie odpowiedzi negatywnej.



Tak samo jest z Panem Piechowskim. Nie wystarcza mu lamentowanie nad sytuacją Kaszub i gorące promowanie kaszubskiej narodowości i kultury. Nie. Musi się on jeszcze uciec do ataku. Musi zaatkować i wyszydzić hymn Derdowskiego, Polaka-Kaszeby. Czemu to robi? Przecież nie musiałby tego robić gdyby polskość była jedynie neutralna i zewnętrzna.... Pan Piechowski jednak ma rację. On dobrze wie, że polskość jest wrogiem światopoglądu jaki chciałby zaszczepić w społeczeństwie kaszubskim. I dopóki polskość jest tu silna to nie ma co marzyć o narodzie kaszubskim. Poglądy Pana Piechowskiego są oczywiste:


szklane domy w Warszawie
budują za twoje pieniądze
„drewniany pomost” w Sopocie
sypie się, oj sypie…

Autonomia! Autonomia!





Polskość nie może tolerowana tak dlugo jak długo trwa i umacnia sie na Kaszubach. Musi zostać z Kaszub wyrugowana by zrobić miejsce dla nowej narodowości kaszubskiej. Tego "sporu o pryncypia" nie da się zmieść pod dywan.
bcirocka
wysłane dnia: 6.6.2011 21:38
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 10.12.2004
z: Przodkowo
Wiadomości: 530
Re: Kaszubskie gwary

Stojgniew napisał: "A więc odkładając wszystkie eufemizmy na bok, polskość nie jest jedynie dla Państwa obca i "zewnętrzna", ale w konkretnych dzisiejszych uwarunkowaniach jest ona na Kaszubach szkodnikiem, bo uniemożliwia popularyzację narodowości kaszubskiej, której Państwo przecież jesteście wiernymi apostołami. Więc trzeba to jasno zaznaczyć - polskośc jest obca, i w momencie w którym wygrywa walkę o rząd dusz jest szkodliwa, wroga".

Zatem i ja odłożę wszelkie eufemizmy na bok: wypraszam sobie sugerowanie mi, że polskość jest dla mnie (jako "apostołki narodowości kaszubskiej") obca, szkodliwa i wroga. Z przesłanki "narodowość kaszubska jest odrębna i niezależna od polskiej" nie wynika wniosek, że to, co nie jest kaszubskie, uważam za wrogie, obce czy szkodliwe. Imputowanie mi takich poglądów obraża mnie.
Nie twierdzę, że żaden Kaszuba nie jest Polakiem, znam i cenię wiele osób, które uważają się jednocześnie za Polaków i Kaszubów, cenię ich i szanuję w takim samym stopniu, jak tych Kaszubów, którzy uważają się tylko za Polaków, i tych, którzy identyfikują się tylko z narodowością kaszubską. Nie zamierzam nikomu mówić, jak ma myśleć i co ma czuć, nie wiem zatem, czy zasłużyłam na piękne miano "apostoła". Poczucie wrogości wobec kogokolwiek jest mi obce, bronię jedynie własnego prawa do bycia tym, kim chcę - nie w walce z kimś, nie przeciw komuś.
Bronię prawa do wyrażania własnej opinii, do kształtowania własnej osoby, swojej tożsamości bez narzucania innym tego, co i jak mają myśleć. Także w przypadku dzieci - pełnoprawnych członków społeczeństwa. One mają takie samo, jak dorośli prawo do wolności poglądów, do dokonywania wyborów - a żeby mogły wybierać, mają prawo poznawać różne idee, różne spojrzenia na świat, bez wmawiania im, bez podawania im jako dogmatu, że Słowacki wielkim poetą był, islam jest jedyną Prawdą, czerwony jest ładniejszy od zielonego, a każdy Kaszub jest Polakiem.
Nie lubię stereotypów, poznawczych dróg na skróty - wolność myślenia jest mi droga. Ale nawet w jej imię nie pójdę walczyć, nie uznam tych, którzy ją tłumią, za wrogów - tylko wyrażę swój sprzeciw. Legalnymi metodami. Co uczyniłam, pisząc onegdaj o pewnym lęborskim konkursie.
Cenię naród polski, serbski, hiszpański, francuski, waloński, łużycki i wszystkie inne, tak samo jak kaszubski.
I podpisuję się pod tym nazwiskiem moich przodków, nie pseudonimem: Bogumiła Cirocka
sgeppert
wysłane dnia: 6.6.2011 21:39
Dobrzińc Najich Kaszëb
Zarejestrowany: 17.6.2003
z: 索波特
Wiadomości: 1608
Re: Kaszubskie gwary
Bałbym się mieć do czynienia z wyznawcami poglądów opisanych przez Stojgniewa. Na szczęście udało mi się nie spotkać takich ludzi.


----------------
Stanisław Geppert

Stojgniew
wysłane dnia: 6.6.2011 22:14
Nie mogę oderwać się od tej strony!
Zarejestrowany: 19.5.2011
z: Antiquissima Polonia, Mazovia
Wiadomości: 306
Re: Kaszubskie gwary
Cytat:
Zatem i ja odłożę wszelkie eufemizmy na bok: wypraszam sobie sugerowanie mi, że polskość jest dla mnie (jako "apostołki narodowości kaszubskiej") obca, szkodliwa i wroga. Z przesłanki "narodowość kaszubska jest odrębna i niezależna od polskiej" nie wynika wniosek, że to, co nie jest kaszubskie, uważam za wrogie, obce czy szkodliwe. Imputowanie mi takich poglądów obraża mnie.
Nie twierdzę, że żaden Kaszuba nie jest Polakiem, znam i cenię wiele osób, które uważają się jednocześnie za Polaków i Kaszubów, cenię ich i szanuję w takim samym stopniu, jak tych Kaszubów, którzy uważają się tylko za Polaków, i tych, którzy identyfikują się tylko z narodowością kaszubską. Nie zamierzam nikomu mówić, jak ma myśleć i co ma czuć, nie wiem zatem, czy zasłużyłam na piękne miano "apostoła". Poczucie wrogości wobec kogokolwiek jest mi obce, bronię jedynie własnego prawa do bycia tym, kim chcę - nie w walce z kimś, nie przeciw komuś.
Bronię prawa do wyrażania własnej opinii, do kształtowania własnej osoby, swojej tożsamości bez narzucania innym tego, co i jak mają myśleć. Także w przypadku dzieci - pełnoprawnych członków społeczeństwa. One mają takie samo, jak dorośli prawo do wolności poglądów, do dokonywania wyborów - a żeby mogły wybierać, mają prawo poznawać różne idee, różne spojrzenia na świat, bez wmawiania im, bez podawania im jako dogmatu, że Słowacki wielkim poetą był, islam jest jedyną Prawdą, czerwony jest ładniejszy od zielonego, a każdy Kaszub jest Polakiem.
Nie lubię stereotypów, poznawczych dróg na skróty - wolność myślenia jest mi droga. Ale nawet w jej imię nie pójdę walczyć, nie uznam tych, którzy ją tłumią, za wrogów - tylko wyrażę swój sprzeciw. Legalnymi metodami. Co uczyniłam, pisząc onegdaj o pewnym lęborskim konkursie.
Cenię naród polski, serbski, hiszpański, francuski, waloński, łużycki i wszystkie inne, tak samo jak kaszubski.
I podpisuję się pod tym nazwiskiem moich przodków, nie pseudonimem: Bogumiła Cirocka


Cieszę się odłożyliśmy na bok eufemizmy. Utradniały w dotarciu do sedna sprawy. Polskosc jest dla Pani bardziej obca niż kaszubskośc. To fakt. Kolejnym natomiast faktem jest, że promowanie narodowości kaszuskiej kłóci się z polską tożsamościa Kaszub. Ja też wypraszam sobie sugestie, że nauka większościowego kaszubskiego punktu widzenia i historii narodu polskiego w państwowej polskiej szkole to "indoktrynacja". To nie jest żadna indoktrynacja tylko głos Kaszub. Nie ma najmniejszego powodu by zmieniać to przez wzgląd na 1%


Cytat:

sgeppert napisał:
Bałbym się mieć do czynienia z wyznawcami poglądów opisanych przez Stojgniewa. Na szczęście udało mi się nie spotkać takich ludzi.



Czyli właściwie jakich? Polskich? Nie ma się czego bać. Proszę dokończyć myśl :) Wystarczy nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli mówimy o promowaniu narodowości kaszubskiej to może odbywać sie to tylko kosztem polskiej. To chyba oczywiste? Czemu unikać odpowiedzi?
« 1 2 (3) 4 5 6 ... 12 »
| Od najnowszych Poprzedni wątek | Następny wątek | Top

 
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002