Wiadomości - Miesięcznik "Pomerania" - Pomerania 10/2006
Losowe zdjęcie
22.05.2005 Koncert Bukanierów w Gdyni
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Miesięcznik "Pomerania" : Pomerania 10/2006
Wysłane przez: sgeppert dnia 1.10.2006 9:02:16 (4947 odsłon)

Pomerania 10/2006 Chcę mieć czarne podniebienie! Czy ktoś ma na to jakiś środek? Próbowałem z pastą do butów, ale to nie jest dobry pomysł. Uparłem się, żeby zostać Kaszubem, względnie Kaszubą, i co się okazuje? Normalne sposoby są do niczego. Zacznijmy od języka, który chciałem opanować. Włączam lektorat w telewizji, czyli gdańską „trójkę” z panem Gienkiem. Jest fajnie, pełen relaks, słucham i notuję. Przychodzi sąsiad – z dziada pradziada orze kawałek pola obok mojego kawałka, co go zasiedliłem ku zdziwieniu miejscowych – nie dość, że miastowy, to w dodatku Pòlôch, nawiedzony jakiś. Próbuję nawiązać kontakt, a on, że tej „Rodnej Zemi” nie ogląda, bo nic nie rozumie jak gadają. O co chodzi? To ja, kiedy go słucham w oryginale, myślę, że mi specjalnie na złość robi i nie chce, żebym pojął cokolwiek więcej niż „jo”.
Nowy numer „Pomeranii” ukaże się 5 października



Pomerania - miesięcznik wydawany przez Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Redakcja: 80-837 Gdańsk, ul. Straganiarska 21-22, tel. 058 3012731, e-mail red.pomerania@wp.pl



2. Janusz Kowalski, Sejmik swoje, media swoje
Sejmik Województwa Pomorskiego w uchwale podjętej 24 lipca wyraził „głębokie niezadowolenie z istniejącego modelu regionalnej telewizji publicznej” (...). Bo rzeczywiście TVP 3, nazywana regionalną, przesycona jest informacjami ogólnopolskimi, takimi jak np. wielogodzinne transmisje obrad (ględzeń) Sejmu i sejmowych komisji, konferencje prasowe polityków, także nie pierwszorzędnego znaczenia (byleby pochodzili z partii koalicyjnych), czy transmisje z meczów piłkarskich, głównie drużyn stołecznych. A do tego dochodzi co godzinę kurier, też ogólnopolski. W TVP 3, nasyconej takimi programami, jest bardzo mało miejsca dla treści regionalnych.

2. Janusz Świątkowski, Pòlôch gôdô głëpòtë
Chcę mieć czarne podniebienie! Czy ktoś ma na to jakiś środek? Próbowałem z pastą do butów, ale to nie jest dobry pomysł. Uparłem się, żeby zostać Kaszubem, względnie Kaszubą, i co się okazuje? Normalne sposoby są do niczego.
Zacznijmy od języka, który chciałem opanować. Włączam lektorat w telewizji, czyli gdańską „trójkę” z panem Gienkiem. Jest fajnie, pełen relaks, słucham i notuję. Przychodzi sąsiad – z dziada pradziada orze kawałek pola obok mojego kawałka, co go zasiedliłem ku zdziwieniu miejscowych – nie dość, że miastowy, to w dodatku Pòlôch, nawiedzony jakiś. Próbuję nawiązać kontakt, a on, że tej „Rodnej Zemi” nie ogląda, bo nic nie rozumie jak gadają. O co chodzi? To ja, kiedy go słucham w oryginale, myślę, że mi specjalnie na złość robi i nie chce, żebym pojął cokolwiek więcej niż „jo”. (więcej w „Pomeranii”)

4. Halina Szczepańska, Księga z warstw ziemi
Rozmowa z profesorem Marianem Rębkowskim, archeologiem, odkrywcą średniowiecznego Kołobrzegu (więcej w „Pomeranii”)

8. Krzysztof Miśdzioł, Roman Kościelniak, Łowcy fok i inni
Wciąż wiemy o nich niewiele, choć z roku na rok coraz więcej. Był to lud polujący. Na łowy udawali się aż do ujścia Wisły w łódkach, zwanych dłubankami. Myśliwi znali już sznurek. Przywiązywali nim do pasa prymitywne harpuny. Polowali głównie na foki. Zabite zwierzęta zabierali do domu, do Rzucewa. Tutaj mieli swoją osadę. I na pewno nie przypuszczali, jak słynna będzie ona po kilku tysiącach lat.
W drugim i trzecim tysiącleciu przed naszą erą nad obecną Zatoką Pucką, w pobliżu wioski Rzucewo, znajdowała się spora, jak na owe czasy, osada. Nie odróżniała się zapewne niczym szczególnym od innych, ale to właśnie ona przeszła do historii. Dzięki archeologom, którzy już od stu lat opisują tzw. kulturę rzucewską. (więcej w „Pomeranii”)

10. Tomasz Szymański, Pierścień Świętopełka
Roku Pańskiego 1885 w miejscowości Korzecznik na pograniczu Kujaw i Wielkopolski podczas kopania rowu natrafiono na sygnet. Dobry stan znaleziska pozwolił na odczytanie umieszczonego wokół podobnego do odwróconej kotwicy znaku napisu: ANNULUS SVANT (pierścień SVANT...). (więcej w „Pomeranii”)

11. Kazimierz Ostrowski, Gdzie jest grób Hermana Hana? (felieton)
Niezły bałagan pozostawiły nam przeszłe wieki w podziemiach kościołów. W krypcie fromborskiej katedry odnaleziono przypuszczalnie szczątki Mikołaja Kopernika; genetycy poszukują teraz krewnych astronoma w linii żeńskiej, aby prawdopodobieństwo zamienić w pewność. Podziemia bazyliki pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela w Chojnicach eksplorują natomiast archeolodzy w nadziei na odnalezienie szczątków sławnego malarza śląsko-pomorskiego Hermana Hana, który blisko cztery wieki temu w świątyni tej został pochowany. (więcej w „Pomeranii”)

12. Artur Jabłoński, Czy w Gdańsku jest miejsce na pomnik Świętopełka Wielkiego?
Tegoroczny marcowy Dzień Jedności Kaszubów zgromadził na Długim Targu w Gdańsku przeszło pół tysiąca osób. (...) Już w kilka dni później, na posiedzeniu Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, Franciszek Kosznik z Helu złożył wniosek, by podjąć dzieło postawienia w Gdańsku pomnika Świętopełka II, zwanego Wielkim. Kolka godzin po obradach zadzwonił wicewojewoda pomorski Piotr Karczewski (...) i z entuzjazmem oznajmił, że wpadł mu do głowy pomysł... budowy pomnika Świętopełka! W ten oto sposób, zupełnie niezależnie i w dwóch różnych głowach pojawił się koncept upamiętnienia gospodarnego i zaradnego władcy średniowiecznego Pomorza Gdańskiego. (więcej w „Pomeranii”)

13. Grzegorz Gola, Nie samymi traktorami żyją Żuławy
Turystyka na Żuławach? Rzecz nie do pomyślenia? A jednak...
W głowach wielu ludzi, zarówno decydentów, jak i zwykłych obywateli, Żuławy kojarzą się z obszarem o predyspozycjach przede wszystkim rolniczych. Wymagającym intensywnych melioracji, zagrożonym powodzią, ale też dającym wysokie plony. Są i tacy, którzy do dziś pamiętają deltę Wisły jedynie jako miejsce, gdzie w czasach poprzedniego ustroju wysyłano za karę na ciężkie roboty „niebieskie ptaki” – osoby trwale uchylające się od obowiązku pracy.
Zaskakujące jest to, że w okresie powojennym powstało tak wiele (może pięć?) kompleksowych, aczkolwiek nigdy nie dokończonych, programów rozwoju Żuław. Można powiedzieć, że to region nasycony niezrealizowanymi planami. Każdy z nich rozwój turystyki na tym obszarze traktował raczej marginalnie. (więcej w „Pomeranii”)

14. Renata Sobisz, Aspiracje gimnazjalistów z Tuchomia
Jakie są główne cele i plany życiowe młodzieży kończącej jeden z etapów edukacji? Co chciałaby w życiu osiągnąć? Kim zostać w przyszłości? Do czego zmierza? Odpowiedzi na powyższe pytania starałam się znaleźć wśród gimnazjalistów, którzy uczęszczali przez trzy lata do Zespołu Szkół w Tuchomiu w powiecie bytowskim. Wyciągnięte, na podstawie wypełnionych przez 56 osób ankiet, wnioski miały posłużyć do utworzenia portretu młodego Kaszuby, poznania jego stylu życia, poglądów oraz wartości, którymi kieruje się w swoim życiu.
To właśnie tu, w tuchomskiej szkole, 19 marca tego roku odbył się Dzéń Jednotë Kaszëbów i pobito rekord w jednoczesnym wykonywaniu na akordeonie utworu ks. Antoniego Peplińskiego „Kaszëbsczé jezora, kaszëbsczi las”. Impreza przyczyniła się do sporego rozgłosu placówki i wioski, w której i tak dużo się działo. W Tuchomiu od 1992 roku istnieje zespół kaszubski Gzubë, którego członkami są uczniowie szkoły. Ponadto prężnie działają Gminny Ośrodek Kultury, Centrum Międzynarodowych Spotkań oraz świetlica socjoterapeutyczna dla dzieci. (więcej w „Pomeranii”)

16. Andrzej Mróz, Kolnik – reaktywacja wiejskiego klubu
Śpiewają albo słuchają muzyki, układają wiersze, haftują lub wyszywają, wymieniają się przepisami swoich mam i babć, no i – jak przystało na prawdziwe gospodynie – plotkują. Grupa mieszkańców Kolnika w gminie Pszczółki (bo wśród rzeszy pań jest męski „rodzynek“ – Bernard Kunkiel) spotyka się co tydzień, by spędzić ze sobą dwie wesołe godziny w miejscowym domu podcieniowym.
– Wróciliśmy po szesnastu latach – uśmiecha się pan Bernard. – Jakie tu kiedyś się odbywały zabawy… Cała wieś się zbierała. Potem padły pegeery, geesy, ruchy i klub przestał istnieć. (więcej w „Pomeranii”)

17. Tomasz Żuroch-Piechowski, Porozumienie ponad podziałami (felieton)
Pamiętacie stary dowcip o Włodzimierzu Iliczu? Pewien Rosjanin skarży się koledze:
– Włączam telewizor: Lenin. Zmieniam kanał: Lenin. Włączam radio: Lenin. Idę do pracy: Lenin. Wiesz Wania, boję się lodówkę otworzyć...
Podobnie jest z Günterem Grassem, który za sprawą duetu Jacek Kurski & Lech Wałęsa stał się głównym problemem egzystencjalnym Polaków. Na jego temat napisano już tyle, że nie byłoby warto strzępić pióra, gdyby nie kilka zastrzeżeń. Przeszłość pisarza ma prawo interesować jego czytelników i nie ma nic niestosownego w tym, że zadają niewygodne pytania. Nie ośmieliłbym się jednak włożyć ich do jednej teczki z etykietą „sfora naganiaczy”, na co pozwolił sobie Adam Michnik. Redaktor „Gazety Wyborczej” jest jednak Wybitnym Autorytetem Moralnym i ma prawo pozwolić sobie na więcej niż pozostali obywatele naszego kraju. (więcej w „Pomeranii”)

18. Henryka Dobosz, Życie niczym scenariusz filmu dokumentalnego
Było to w roku 1975 lub w 1976. Bardziej prawdopodobna jest ta druga data, bo w redakcji „Głosu Wybrzeża”, gdzie wówczas podjęłam pracę jako dziennikarz, panowała bardzo napięta atmosfera.
Wiążę ten nastrój z wydarzeniami w Radomiu i Ursusie, i represjami w stosunku do uczestników tych wydarzeń. Nie miało to bezpośredniego związku z Gdańskiem, ale wydaje mi się, że w pewien sposób wpływało na środowisko dziennikarskie „Głosu”, które dobrze pamiętało Grudzień 1970. Nie mogę sobie tego momentu dokładniej umiejscowić w politycznym kalendarzu, mogło to też być wówczas, gdy zaczęła się w prasie kampania potępiania intelektualistów, którzy protestowali przeciwko planowanym poprawkom do Konstytucji. Byłam „nowa” w Gdańsku, dopiero co przeniosłam się z Zielonej Góry, może dlatego docierało to do mnie tak ostro, w każdym razie wyczuwałam przez skórę niepokój.
Zebrania redakcyjne i partyjne przebiegały w tym czasie mniej więcej tak, jak opisał to Bądkowski w powieści „Huśtawka”, w złagodzonej formie, bo to już nie był okres stalinowski, ale te karykaturalne dyskusje o racji stanu oraz poczuciu odpowiedzialności (nawet gdy rzecz dotyczyła felietonu na rozpoczęcie roku szkolnego) i oportunizm ludzi – podobnie były przygnębiające. (więcej w „Pomeranii”)

22. Regina Szczupaczyńska, Trzy i pół dekady
W 1971 roku Stefan Fikus wraz z grupą około dwudziestu osób postanowił założyć w Lęborku koło Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Do tej pory należeli oni do oddziału gdańskiego ZKP. Po uzyskaniu zgody od władz Zrzeszenia, przydzielono im opiekuna – Lecha Bądkowskiego. Wydawało się, że sprawa rejestracji oddziału to formalność, tym bardziej, że po wypadkach z grudnia 1970 roku i zmianie ekipy rządzącej społeczeństwo po raz kolejny uwierzyło, że warunki życia polepszą się i będzie więcej wolności. Sprawa nie okazała się wcale taka prosta. Władze polityczne i administracyjne miasta nie przyzwalały na rejestrację koła. Być może dlatego, że tworzyć je mieli ludzie nienależący do PZPR. (więcej w „Pomeranii”)

24. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Symbolika Pomorza (felieton)
Profesor Brunon Synak w wystąpieniu na temat tożsamości i wielokulturowości Pomorza, przygotowanym na sierpniową konferencję w ratuszu w Miastku, prawdę o „zachowaniu się”, a nawet współczesnym wzbogacaniu symboliki Pomorza – np. o Pomnik Poległych Stoczniowców stojący przy Stoczni Gdańskiej – podkreślił szczególnie dobitnie.
Będący ostatnim punktem konferencji odczyt znakomicie spointował wystąpienia mówców. Szkoda, że nagły wyjazd prof. Synaka na międzynarodowe forum europejskie na Malcie uniemożliwił mu obecność w Miastku. Nie mniej spotkanie, zorganizowane przez miejscowy oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Urząd Miejski w Miastku, znakomicie wypełniło zamysł inicjatorów. Bo też Miastko, założone ponoć przez legendarnego rycerza, łowczego książęcego czy wreszcie rozbójnika Rummela (stąd niem. Rummelsburg), przez stulecia było i jest wielokulturowym tyglem. (więcej w „Pomeranii”)

25. Roman Landowski, Ballady, dumy i wesołe frantówki
Temat z pozoru prosty, wymagający jednak dla pełnej przejrzystości uściślenia, czym jest literackość? Jej kryteria wobec literatury ludowej powinny być szczególnie precyzyjne, bowiem anonimowość tego rodzaju twórczości utrudnia osadzenie jej w konkretnym czasie, co niekiedy ma zasadnicze znaczenie dla tych i podobnych dociekań.Według najprostszych definicji słowników terminów literackich (np. red. Janusza Sławiriskiego), literackość jest zespołem właściwości literatury pięknej jako sztuki słowa, pozwalającym odróżnić ją od innych sposobów użytkowania języka. Jej kryteria i wzory nie mają charakteru uniwersalnego, są kulturowo i historycznie zmienne. Ich przemiany stanowią ważny element procesu historyczno-literackiego. Natomiast literatura piękna jest tą dziedziną piśmiennictwa, której głównym celem jest zaspokajanie potrzeb estetycznych odbiorcy, zmiennych w danej epoce.
Częścią literatury pięknej jest literatura ludowa, rozumiana jako twórczość warstwy chłopskiej. Początkowo była ona anonimowa, ustna, później zapisywana przez badaczy. Ten typ twórczości złożony jest z wielu tradycyjnych gatunków – pieśni, ballad, dum, kołysanek. (więcej w „Pomeranii”)

28. Stanisław Janke, Dumki z kaszubskiej strony
Epigonem Hieronima Derdowskiego nazwał Franciszka Sędzickiego młodokaszuba Jan Karnowski. W „Muzie kaszubskiej powojennej” napisał on: „Tradycyjność jest cechą jego pism, a Derdowski alfą i omegą w politycznym i literackim pojmowaniu rzeczy kaszubskich”. Inni krytycy literatury kaszubskiej odmawiali Sędzickiemu nie tylko oryginalności, ale wręcz talentu poetyckiego, podkreślając jednocześnie, że jego twórczość przesączona jest niezachwianym polskim patriotyzmem. Autor polemizując w latach 30. z centrokaszubskimi poglądami zrzeszińców nazwał ich maniackimi „narodorobami kaszubskimi” i wyznał: „Kocham Kaszuby i ich lud, ale kocham też w równej mierze Polskę. Od młodości pracowałem i żyłem dla Polski, poświęcając [jej] karierę życia”. (więcej w „Pomeranii”)

30. Eugeniusz Kupper, Moje spotkania z Jerzym Giedroyciem
Był twórcą Instytutu Literackiego i redaktorem paryskiej „Kultury”, miesięcznika wychodzącego na emigracji przez cały okres powojenny. Andrzej Stanisław Kowalczyk w pamiętnej książce „Giedroyc i »Kultura«”napisał o nim: „Kim jest Jerzy Giedroyc? Jak sportretować redaktora, twórcę »Kultury«, polityka, wydawcę i mecenasa, który z uporem uchyla się określeniu i wciąż zaskakuje. Ryzykował, próbował, mylił się i zwyciężał. Polityka nie jest sakramentem – powiada. – Kto chce ją uprawiać, musi polegać na zmiennej rzeczywistości. »Trzeba umieć zachowywać zasady i zmieniać poglądy«. Obojętny na laury, głuchy na pochwały, obsesyjnie niezależny wobec opinii przyjaciół; sam czyn dla Polski jest dlań już wystarczającą nagrodą”. A w innym miejscu tej książki: „Jerzy Giedroyc w ciągu powojennego półwiecza stworzył i redagował najważniejsze polskie pismo, wydał arcydzieła nowoczesnej literatury polskiej i myśli politycznej, wreszcie w istotny sposób przyczynił się do obalenia komunizmu. Dla Redaktora wolność polityczna narodu i jego kultura są nierozdzielne. Tylko ci, których ożywia wolny duch, mogą ustanowić suwerenne państwo i zbudować społeczeństwo obywatelskie”. (więcej w „Pomeranii”)

32. Paweł Dzianisz, Malarz „Traktatu toruńskiego”
Nie tylko książki mają swoje losy. Podobnie bywa z obrazami. Szczególnie w czas wojny, szczególnie z obrazami mającymi polityczne znaczenie. Wielkie płótna Jana Matejki, „Bitwa pod Grunwaldem” czy „Hołd pruski”, przeszły w latach II wojny światowej prawdziwe „odyseje”. Prawie cudem uniknęło zagłady wielkie malowidło o podobnej tematyce – ku pokrzepieniu polskich serc – „Traktat toruński” Mariana Jaroczyńskiego.
Kim był jego twórca? Marian Jaroczyński to rodowity torunianin. Urodził się 24 lipca 1819 roku jako syn Ignacego Jaroczyńskiego, profesora chełmińs­kiej szkoły kadetów z czasów Księstwa Warszawskiego, i jego żony Anastazji z domu Cieleckiej. (więcej w „Pomeranii”)

34. Jerzy Marian Michalak, O życiu muzycznym Gdańska w latach 1739-1819
Lata 1739-1819 to zaledwie osiem dziesiącioleci w dziejach Gdańska i jego życia muzycznego. Ramy czasowe i tematykę w jakiejś mierze wyznacza tu przypadek: w 1739 roku w grodzie nad Motławą osiedlił się Johann Jeremias du Grain, co w znaczący sposób wpłynęło na całe późniejsze życie muzyczne miasta, zaś latem 1819 roku bawił tutaj przejazdem Franz Xaver Mozart, urodzony w Wiedniu lwowski muzyk. Zbiegiem okoliczności dzień urodzin jego ojca od dnia zgonu gdańskiego muzyka dzieli kilkanaście dni. (więcej w „Pomeranii”)

39. Andrzej Grzyb, Podróże w czasie (felieton)
Jak mam w zwyczaju, skacząc po czasie i tematach niby pasikonik w poszukiwaniu co soczystszych źdźbeł, przypomnę tym razem ze „Słowiańskiego rodowodu” Pawła Jasienicy fragment, który sięga daleko w przeszłość, bo do roku 58 przed Chrystusem. Wówczas to Korneliusz Nepos zanotował, że rzymski prokonsul Galii, Metellus Celer, otrzymał od króla Batawów rozbitków morskich, kupców, którzy zapędzili się na wybrzeże Atlantyku. Żeglarze ci, nazwani przez Neposa Indami to w rzeczywistości Wenedzi. Był bowiem czas, że Zatokę Gdańską nazywano Wenedzką, a Słowian, potem Pomorzan – Wenedami. Później bywało, że na Pomorzu, nim pojawiła się nazwa Kociewie, dla odróżnienia terenu Casubii na ziemie Prus Królewskich mówiono Wenedia. Czyż nie jest to smakowity drobiazg? (więcej w „Pomeranii”)

40. Roman Robaczewski, Kostkowie na Kaszubach
Analizując przeszłość najbliższej rodziny czy historię znakomitych rodów, dochodzimy do wniosku, że z reguły jest ona nieuchwytna i rozpływa się jak we mgle. Krzyżują się lub wręcz zanikają linie naszych przodków, gubimy się w ich nadmiarze. Nie powinno to nikogo dziwić. Wszak każdy z nas ma dwoje rodziców, czworo dziadków, ośmioro pradziadków, aż szesnaścioro prapradziadków, ale już 32 pra-, pra-, pradziadków. Ta liczba podwaja się z każdym poprzednim pokoleniem. I tak w dwudziestym wstecz możemy się doliczyć ponad jeden milion przodków. Żaden, nawet najbardziej arystokratyczny i znany ród, nie jest w stanie wymienić wszystkich należących doń osób. Jesteśmy wnukami, prawnukami konkretnych osób, ale pra-, pra-, prawnukami całego substratu narodu polskiego, jak również narodów i plemion nie tylko sąsiednich. Z pewnością w wielu z nas płynie nieco krwi piastowskiej. I nie ma w tym nic dziwnego! Prasa światowa zauważyła w tym roku i rozpowszechniła jako wielką sensację informację, że na świecie żyje kilka milionów Irlandczyków, którzy posiadają geny identyczne z genami jednego z historycznych władców Zielonej Wyspy. (więcej w „Pomeranii”)

44. Bartłomiej Szczepanik, Marynarz z Braniewa
Karol Iwański jest braniewianinem. Urodził się 18 maja 1918 roku w Duisburgu w Nadrenii.
Gdy miał pół roku, jego rodzice postanowili wrócić do ojczyzny, która właśnie odzyskała niepodległość. Zamieszkali w Toruniu. Tam chodził do szkoły podstawowej, gimnazjum, a następnie zdał maturę. W roku 1936, na fali panującej w tym czasie propagandy zbliżenia Polski do morza, zaciągnął się jako ochotnik do marynarki wojennej. Przez trzy miesiące przebywał w szkółce floty, gdzie dowódcą jego kompanii był porucznik Andrzej Piasecki, w latach późniejszych oficer na ORP „Orzeł”. Po trzech miesiącach służby Iwański złożył przysięgę i został zaokrętowany na ORP „Bałtyk” – stary, francuskiej produkcji, krążownik, na stałe przycumowany do nadbrzeża i wykorzystywany tylko do celów szkoleniowych. (więcej w „Pomeranii”)

46. Wacław Tempski, Kaszëbë – po leśny horyzont (5)
Nadchodzą żniwa. Na niebie w miejsce ptaków wojna rozsyła swoje klucze. Na wschód lecą wysoko eskadry alianckie. Niżej pojedyncze samoloty niemieckie nurkują nad zamienioną na poligon nieodległą wioską Borkowo. Jeden z nich spada do lasu, przy drodze do tempskiego młyna. Oglądam ścięte drzewa, pogubione skrzydła. Na leśnej łące leży kadłub.
Spocony, długimi widłami chwiejnie podaję snopy na załadowany kopiasto wóz. Spod kopek po ściernisku uciekają nornice. W wolnej chwili łapię którąś i wsadzam za koszulę. Lata wokoło pasa i łaskocze do śmiechu. (więcej w „Pomeranii”)

50. Dark Majkòwsczi, Collegium Marianum
Pelplin, môłi gard na Kòcewim, jeżlë jidze ò nôùkã, je jednym z nôwôżniészich môlów całi diecezëji, jaczi je stolëcą. Je tak za sprawą Wëższi Dëchòwny Seminarëji, jakô pôrã lat temù fejrowała 350 lat swòjégò jistnieniégò, ale téż dzãka nadzwëkòwò zasłëżony strzédny szkòle Collegium Marianum, chtërna prawie latos swiãtëje 170. rôczëznã pòwstaniégò. Z ti lëżnoscë przëjachelë do Pelplina m.jin. kardinôl Stanisłôw Dzywisz, abp Józef Kòwalczik – nuncjusz Apòstolsczi Stolëcë i wiele jinëch gòscy. Gòspòdarzama ùroczëznë bëlë direchtór szkòłë ks. dr Tomôsz Patoka, a przede wszëtczim ks. bp pelplińsczi Jón Bernard Szlaga, bez jaczégò gwës nie bëłobë dzysô Collegium Marianum. (więcej w „Pomeranii”)

52. Jolanta Nitkowska-Węglarz, A ja słyszę dzwony...
Jubileusze mają to do siebie, że piszącego o nich ciśnie presja statystyki, sukcesów, lat. Ponieważ dostojnym jubilatem jest poeta, dziennikarz i regionalista – Jerzy Dąbrowa-Januszewski, chciałabym go od wyliczanek uwolnić. Trudno jednak przemilczeć, że mija właśnie 30 lat jego pracy twórczej, tak silnie związanej ze Słupskiem.
A miał być tutaj zaledwie przelotem, na chwilę. Zadziwiało mnie zawsze, że – przygotowywany do bycia leśnikiem – potrafił obronić swoje marzenia i został… literatem. Tylko odważnym się to udaje. (więcej w „Pomeranii”)

53. sj, Ojciec Gaudenty Kustusz
W szpitalu w Poznaniu 10 sierpnia zmarł o. Gaudenty Kustusz, franciszkanin, wykładowca akademicki, badacz dziejów Kalwarii Wejherowskiej.
Urodził się 7 czerwca 1934 r. w Wejherowie. Tutaj po wojnie uczęszczał do szkoły podstawowej, był ministrantem we franciszkańskim kościele. Po wstąpieniu do zakonu studiował filozofię w Opolu i teologię w Katowicach Panewnikach. Pracę doktorską o problemach odnowy mariologii w okresie posoborowym obronił na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Był wykładowcą dogmatyki i ekumenizmu na kilku uczelniach katolickich, a w latach 1988-1991 rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Franciszkanów w Katowicach Panewnikach.
Jako wierny czytelnik i autor „Pomeranii”, przyjaciel red. Wojciecha Kiedrowskiego, publikował na łamach miesięcznika artykuły o Kalwarii Wejherowskiej, które były wynikiem jego solennych i pogłębionych badań nad tym sanktuarium. Artykuły i przyczynki historyczne ogłaszał także w „Studiach Pelplińskich”, „Studiach Franciszkańskich”, „Przewodniku Katolickim”. (więcej w „Pomeranii”)

54. Stanisław Janke, Badacz dziejów Pomorza
Ksiądz Władysław Szulist jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu należał do bardzo wąskiego grona duchownych zajmujących się historią i kulturą Kaszub i Pomorza. Dziś możemy już wręcz mówić o środowisku księży historyków i regionalistów pomorskich. Wielu z nich – związanych z uczelniami i instytucjami kościelnymi – badaniami naukowymi zajmuje się profesjonalnie. Obchodzący w tym roku 70-lecie urodzin Władysław Szulist jest jednym z najwybitniejszych znawców dziejów Kościoła na Pomorzu i Polonii kaszubskiej w Ameryce Północnej. Zadebiutował jako autor artykułów o tradycji kaszubskiej na łamach „Dziennika Bałtyckiego”. Na początku przyszłego roku przypada 50-lecie jego twórczości publicystycznej i naukowej. (więcej w „Pomeranii”)

55. Lektury,

58. Klëka

62. Kow., Informator regionalny

64. Rómk Drzeżdżónk, Òddzãkòwanié lata (felieton)
Lato flot minã. Òstałë blós wspòminczi słunkòwëch sztótów. Wspòminczi bëlné, ale téż te lëché. Jak to w żëcym.
Na gwës baro dobrze lato wspòminają ti, co jizbë letnikóm wënajimòwalë. Taczégò bëlnégò wiodra dłudżé lata nie bëło, wiãc „stonczi” zewsząd bòkadosc sã nazlecało, bë na sztrądze biôłé cała zbrunic. Dzãka złotémù słunuszkòwi, gwôscëcele pensjonatów a wiwczasowëch dodomów mieszczi dosc tëli nasztopalë. Ti co lodë krącëlë, gòfrë pieklë, a piwò z biksów hektolitrama naléwalë, téż są dosc rôd (leno, że tegò głosno na sztrasach nie gôdają, bò w wikszoscë są Słowianama, a Słowianin jak to Słowianin narzékac a stãkac lubi). Në kò pewno że jo, òni bë wicy chcelë, leno że na Kaszëbach sezon krócëchny. Cëż to są dwa miesące? Nawetka Wszëtkòwiedzący Wësoczi Rómk ë Gbùrowati Bruny Andris wëdłëżëc jegò nie są w sztãdze. Trzë razë sã pùrknie, dwa razë wkół òbkrący a je pò lece. Temù téż òbez nen czas mùszi „stonkã” dobrze wëdojic, drodżi priz ji wsztopac, taszë na rãbë wëwrócëc, bë do swòjégò duńc. Geszëft je geszëft. (więcej w „Pomeranii”)

Dołączone pliki: pomerania_0610.jpg 
Strona do wydruku Poleć tę stronę (e-mail)
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002