artykuly-De Croy Ernest - klątwa ostatniego Gryfity (1620-1684)
Losowe zdjęcie
Pręgowo. Prywatne muzeum Szczepana Czerwińskiego
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

De Croy Ernest - klątwa ostatniego Gryfity (1620-1684)
Author: Zbigniew Talewski (gochy at op dot pl)
Published: 25.01.2006
Rating 5.36
Votes: 28
Read: 12992 times
Article Size: 8.45 KB

Printer Friendly Page Tell a Friend

28 stycznia 2006 minęło 312 lat od śmierci (1684 r.) księcia Ernesta Bogusława de Croya. W swoim testamencie zawarł zdanie, że ktokolwiek śmiałby naruszyć spokój grobu, będzie ukarany przez Boga.

Nieszczęśliwy władca

Książe Ernest Bogusław był ostatnim z rodu Gryfitów. Mówiło się, iż matka Anna schroniła się z nim w Słupsku, by uchronić syna od Sydonii. Była to urodziwa panna, którą odrzucił jeden z Gryfitów. Sydonia rzuciła klątwę na cały ród i od tego czasu nie było roku, aby jeden z członków rodu nie umarł. Anna Croy znała klątwę. Udało jej się jednak ochronić syna w odległym Słupsku.

Książę już jako dorosły mężczyzna, miał „naturalnego” syna. Przydomek „naturalny” oznacza dziecko panującego, urodzone poza małżeństwem, którego matką nie jest osoba z szlacheckiego rodu. Matką tego chłopca była Dorota Lewin (Levin), córka obywatela Rostocku. Elektor brandenburski wystawił chłopcu dokument, nobilitujący go jako szlachcica. Młodzieniec już jako Ernest von Croy en Greiff (Gryf), w latach 1672-74, podróżował po Europie. Podobnie jak ojciec-książę, był wyznania protestanckiego. Młody Ernest przejeżdżał przez Rzym. -Porzucił luteranizm dla katolicyzmu i wstąpił do zakonu - mówi kustosz Alicja Konarska ze słupskiego zamku. - Ostatecznie zakończył życie w zakonie jezuitów. To dla ojca musiał być cios, zwłaszcza że musiał syna wydziedziczyć. Tym samym umarła szansa na przedłużenie rodu, książę Ernest Bogusław już wtedy nie był młodzieńcem.

Testament księcia

Księcia całe życie nękały tajemnicze choroby. - W zasadzie nie wiadomo, dlaczego - mówi kustosz Konarska. - Z dokumentów i zapisków wiemy, że prowadził higieniczny tryb życia, wcześnie kładł się spać. Na leczenie jeździł do wód, ale od czasu do czasu nękały go ataki tajemniczych dolegliwości.

W czasie jednej z takich niemocy, która dopadła księcia na przełomie 1680 i 1681 roku, Ernest Bogusław sporządził ostatnią wolę 3 czerwca 1681 roku. W testamencie przede wszystkim życzył sobie skromnego pochówku. - Miał być pochowany w skromnym czarnym odzieniu, czymś w rodzaju sutanny czy habitu zakonnego -wyjaśnia Konarska. - Natomiast za te pieniądze, które miały być przeznaczone na pochówek, książę zalecił, aby zafundowano 100 ubogim Słupszczanom porządne czarne ubrania.

Książę rozdysponował również swój osobisty majątek: pierścień, łańcuch i płaszcz zapisał uniwersytetowi w Greiswaldzie w Niemczech. Był rektorem tej uczelni. Zapisał jej też zamkową bibliotekę i oponę Croyów. - Ta opona to gobelin, wyhaftowany z okazji ślubu Filipa z rodu pomorskiego i Marii z rodu saksońskiego - opowiada Konarska. - Potężna materia, mająca 5X6 metrów wielkości. Niemcy co kilka lat wydobywają ją na światło dzienne i można ją oglądać. Mnie się udało obejrzeć płótno podczas ostatniej prezentacji kilka lat temu.

Ciekawostką jest, że książę nakazał spadkobiercom i wykonawcom testamentu odprawianie nabożeństw za matkę, Annę von Croy. Począwszy od 7 lipca 1690 roku, co 10 lat w rocznicę śmierci księżnej, miało być odprawiane nabożeństwo w kościele zamkowym - obecnie Św. Jacka. Spadkobiercy dawno nie żyją, a przeznaczone pieniądze na mszę już nie istnieją.

Elektor nie uszanował ostatniej woli

Książę Ernest umarł w Królewcu. Życzył sobie być przetransportowany drogą morską do Gdańska, a stamtąd do Słupska. Niestety, od początku elektor Fryderyk Wilhelm urządził wszystko po swojemu. Trumna ze zwłokami księcia była wieziona na wozie przez całą drogę do Słupska. Konduktowi towarzyszył oddział wojsk polskich.

Orszak pogrzebowy dotarł do miasta dopiero 16 marca 1684 roku. Jak opisuje prof. Zygmunt Szultka, o godz. 20 kondukt zatrzymał się na rynku staromiejskim, gdzie zgromadzili się rajcy, duchowni i młodzież szkoły łacińskiej. Następnie 12 mężczyzn przy biciu dzwonów przeniosło trumnę do żałobnej komnaty, którą urządzono w zamku.

Główne uroczystości żałobne odbyły się następnego dnia. Cynowego sarkofagu jeszcze wtedy nie było: gdańscy ludwisarze, którzy dostali zamówienie za życia księcia na sarkofag dla Anny von Croy i Ernesta, nie wykonali zamówienia. Kamerdyner księcia przeniósł ciało księcia z drewnianej trumny do miedzianej. Dopiero, kiedy sarkofagi były gotowe, w krypcie przeniesiono ciało zmarłego do cynowego sarkofagu. Przez kilkaset lat nie naruszono spokoju zmarłych.

Z podziemi do zamku

4 lipca 1977 roku, po południu, komisja weszła do kościelnych podziemi. Wśród członków komisji był obecny konserwator zabytków Zdzisław Daczkowski, kustosz Alicja Konarska, ówczesny proboszcz parafii Julian Mizera. Jedynym dziennikarzem przy tym wydarzeniu był Jerzy Dąbrowa-Januszewski. - Pamiętam, jak odkuwano zalutowane cyną wieko sarkofagu księcia Ernesta - wspomina. -Kiedy je uchylono, z wewnątrz wydobył się pył.

Prace badawcze w krypcie grobowej w podziemiach kościoła trwały dwa dni - w sobotę i niedzielę. Wszystko sfotografowano i skatalogowano. - Mało kto myślał wtedy o klątwie na naruszających spokój - mówi A. Konarska. - Chyba specjalnie nikt się nią przejął, bo gdyby było inaczej, nie otwierano by sarkofagu. Dlaczego jednak to zrobiono? -To jedyna okazja, żeby zapoznać się z dorobkiem materialnym -wyjaśnia kustosz. - Wszystkim formułującym klątwy w testamentach zapewne chodziło o to, żeby nikt nie plądrował szczątków zmarłych. Dodatkowo w wierzeniach starożytnych Egipcjan wiązało się to z tym, że ciało musiało być zachowane w stanie nienaruszonym.

Zbadano sarkofagi księcia i księżnej Anny. Dziś można je oglądać w muzeum, podobnie, jak suknie i biżuterię zmarłych. Doczesne szczątki książęcej pary spoczywają w krypcie w podziemiach kościoła.

Gdyby rozpatrywać życie księcia, nad nim samym ciążyło fatum: za młodu uciekał przed klątwą Sydonii. Zyskał syna, po czym musiał się go wyrzec i wydziedziczyć. Umarł nagle. Jego ostatnia wola co do sposobu pochówku nie została spełniona. Skarby przejęli spadkobiercy. Msze za księcia nie są odprawiane.

Małgorzata Budnik-Żabicka
Autorka była dziennikarką Głosu Pomorza oddziału w Słupsku, obecnie pracuje w GOK w Głobinie - Gminy Słupsk
(do nr. 1-2 /2006 „Naji Gochë”)


Sydonia

„Pochodząc z zamożnego rodu pomorskiego (Borków – o historii tego rodu, z którego się wywodzi, pisze w cyklu „Skąd nasz ród” Bolesław Bork - NG nr 1-4/2005, a także w tym wydaniu – red. ) Sydonia zgodnie z życzeniem ojca przebywała wiele lat na dworze księcia Filipa I (1515-1560) w Wołogoszczy, (...) Czwarty z kolei syn księcia, najpiękniejszy, Ernest – Ludwik, trochę marzyciel i melancholik, obdarzony pięknym głosem i grający na lutni, podbił serce pięknej Sydonii. A kiedy w porywie swych młodzieńczych uczuć obiecał dumnej szlachciance małżeństwo, zupełnie zniewolił ją ku sobie. Niestety zabrakło mu tej siły charakteru i męskiej stanowczości, jaką wykazał w podobnej sytuacji jego kuzyn , Zygmunt August. Młody książę ugiął się pod naciskiem familii i ożenił się z córką księcia Brunszwiku, łamiąc tym samym książęce słowo dane Sydonii. Dla ambitnej Borkówny był to straszny cios. (...) Opuszczając na zawsze dwór w Wołogoszczy, rzuciła na cały rod pomorskich Gryfitów klątwę – przepowiednię, że pół wieku nie przeminie, a cała tak liczna wówczas dynastia zejdzie bezpotomnie z tego świata...” ( Zygmunt Boras ).

Powyższe słowa są posłowiem prof. Z. Borasa do pięknego, poetycko – historycznego poematu „Sydonia” autorstwa Słupskiego poety śp. Stanisława Misakowskiego , wydanego w 1978 roku. Poemat ten jest także bogato ilustrowany graficznie przez Zbigniewa Kaję, To jego autorstwa są załączone „portrety” Sydonii i ksiecia Ernesta Ludwika.

Również Bogdan Frankiewicz napisał i wydał w Szczecińskim wydawnictwie Glob w 1986 roku bardzo ciekawą monografie (kronikarskie zapiski) życia Sydonii i jej tragicznej śmierci „czarownicy” ściętej i spalonej na stosie.. Pozycja ta jest także ciekawie ilustrowana ( mrok i czerń) przez Jacka Tyburę i ozdobiona charakterystycznym liternictwem tytulików przez Anetę Kamizelich.

O ostatnim Gryficie, Bogusławie Erneście de Croy, który wraz z swoją matką księżną Anną Gryfitką, spoczywają w krypcie słupskiego kościoła św. Jacka – wydał ciekawą publikacje książkowa , napisaną w oparciu o rzetelnie przeprowadzone przez siebie badania historyczne , prof. Zygmunt Szultka .

Książka ta pt. „Książę Ernest Bogusław von Croy (1620-1684)” została wydana przez Polskie Towarzystwo Historyczne i Zrzeszenie Kaszubsko – Pomorskie – Oddziały w Słupsku – w 1996 roku.

Zbigniew Talewski



1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Komentarze wyrażają poglądy ich autorów. Administrator serwisu nie odpowiada za treści w nich zawarte.
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002