artykuly-Próba monografii ZK-P
Losowe zdjęcie
Kòscérzëna-Flokùsë. Pòmnik Rogala'ów Tomasza
Pomerania
Wygląd strony

(2 skórki)
Kaszëbskô Jednota | www.kaszebsko.com
Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej

Próba monografii ZK-P
Author: s_ch_ (cholcha at wp dot pl)
Published: 28.11.2011
Rating 2.00
Votes: 1
Read: 1720 times
Article Size: 18.93 KB

Printer Friendly Page Tell a Friend

Pierwsze pół wieku istnienia ZK-P uczczono publikacją obszernej jego historii. Szybko okazało się, że niewielu ma ona czytelników.

Gdzieś po roku prof. Józef Borzyszkowski zaapelował nawet publicznie o jej zrecenzowanie, poczym... sam zamieścił dłuższe jej omówienie autorstwa własnego, które jednak minimalnie odwołuje się do tekstu książki, więc recenzją nie jest. Wygląda na to, że jedyna analiza jubileuszowej księgi została opublikowana onegdaj w internecie, skąd ją właśnie wyciągamy.

Nie natrafiłem na obszerniejsze omówienie cennej pracy prof. Cezarego Obrachta-Prondzyńskiego pt. „Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (1956–2006)”. Byłoby jednak szkoda pozostawić jego trud bez komentarza, jako że jubileuszowa książka wzbudza przy lekturze bogaty wachlarz refleksji.
Od razu powiem, że nie wszystko będę chciał komentować, już choćby dlatego, że pozycja ta jest znana w środowisku i np. reklamy (mimo nieatrakcyjnej okładki) nie wymaga. Pominę więc przykładowo kwestię adekwatności tytułu, a zresztą dokładna analiza 500-stronicowego dzieła musiałaby nadużyć cierpliwości ewentualnego czytelnika.

Na wstępie szczerze chcę pogratulować autorowi podjęcia się i wykonania w pojedynkę niełatwego zadania, jakim musiało być spisanie 50-letniej historii organizacji regionalnej, której przyszło działać w przysłowiowych „ciekawych czasach”. Przypuszczam, że następne księgi powstaną wysiłkiem większych zespołów autorskich, zważywszy już choćby to, że będzie więcej do opisania. Być może obejmą kilka tomów, z obszerniejszym wyciągiem ze źródeł, bogatszą ikonografią, może też sięgną do wspomnień...
Nie ma to znaczyć, że ich brak obciąża konto PT Autora recenzowanego dzieła. Warto jednak przy lekturze dostrzegać też poniekąd to, czego nie ma, by zyskać konieczny kontekst. Z kolei zagadnienie gromadzenia wspomnień uczestników powojennych wydarzeń należałoby jak najmocniej zaakcentować w chwili obecnej. Za dziesięć lat żniwo będzie mniejsze. Może więc warto już zacząć przygotowywanie monografii 60-lecia?

Tymczasem skupmy się na książce, którą Autor uznaje za pierwszy „zarys monografii największej organizacji regionalnej na Pomorzu”. Na pewno jest to pierwsza monografia tych rozmiarów. Pamiętajmy jednak o książce T. Bolduana „Nie dali się złamać. Spojrzenie na ruch kaszubski 1939–1995”, którą można uznać za pierwszy szkic dziejów Zrzeszenia. Również prof. Prondzyński docenia tę pozycję i nawet zaleca studiowanie swej pracy łącznie m.in. ze „Spojrzeniem”.
Ten postulat uznałbym za niekonieczny. Książka „Zjednoczeni w idei” mniej więcej do połowy wykazuje silne spowinowacenie, że tak powiem, ze swą poprzedniczką. Można powiedzieć, że Prondzyński jest tu „poszerzonym” Bolduanem: układ jest niemal identyczny, momenty przełomowe te same, bardzo zbliżony też repertuar cytowanych dokumentów oraz język. Do tego cytaty z „Nie dali się złamać”, co się rozumie samo przez się. Obszerniejszy jest zestaw archiwalnych papierów, np. z zasobów samego ZK-P, a także (nieco chaotyczna) ikonografia oraz ściślejsze z naukowej perspektywy podejście „Zjednoczonych”, czyli głównie przypisy i odnośniki do źródeł. Rezultat jest jednak dość zbliżony i zastanawiam się, czy to tylko kwestia wspólnej dla obu pozycji tematyki. Mając świeżo w pamięci „Spojrzenie” T. Bolduana, oczekiwałbym właśnie jakiegoś rzutu oka z innej perspektywy, szerszego uzupełnienia jego wywodów oraz odejścia od „upartyjnionego” języka, którym Bolduan, pewnie zarażony peerelowską „frazesologią”, za bardzo trąci.
Tego jednak w księdze jubileuszowej ZK-P nie ma. Bolduan znika gdzieś przy omawianiu początku lat 70., jednak pozostawia ten swoisty językowy gorset: długie, pokrętne i męczące przy dłuższej lekturze zdania, obfite wielokropki, częste wtrącenia w nawiasie pod koniec nadmiernie rozwlekłych wywodów (a nawet pytań!) oraz wspomniane pół-partyjne, pół-rządowe słownictwo. Może wirus tkwił nie w Bolduanie, ale w tych starych papierzyskach – tak czy owak kwarantanna była za krótka i nic nie dała. W rezultacie gdy śledzimy ostatnie dekady dziejów przesławnego stowarzyszenia i postrzegamy je poprzez rozliczne rezolucje, kongresy, postulaty, seminaria i uchwały, chcąc nie chcąc, budzimy upiora Deżawi. Nawet można by pytać, czy dorobek ZK-P to tylko te akta, teczki, sygnatury i „brak numeru karty”.
Oczywiście byłaby to niesprawiedliwość, zarówno w odniesieniu do Zrzeszenia, jak i książki C. Obrachta-Prondzyńskiego. Jego bilans, a i jej bilans takoż, jest bardziej złożony. Przejdźmy więc do rzeczy.

Właściwa książka zaczyna się po spisie treści oraz, tradycyjnym w publikacjach pracowników Instytutu Kaszubskiego, wykazie skrótów. Pewnie się czepiam, ale skróty te podano w zbędnym wytłuszczeniu, pominięto kilkanaście nieoczywistych abrewiacji, które występują w treści (np. RZK, IKP, KPE, MKiS, SZMP), stworzono też kilka nielogiczności, np. rkps –- rękopis, MS – manuskrypt, ale mps – maszynopis. Skrót „GW” przypadł „Głosowi Wybrzeża”, więc „Gazeta Wyborcza” podawana jest w pełnym brzmieniu. Drobiazgi warte przemyślenia na przyszłość.
Odautorski „Wstęp” wart jest uwagi nie tylko z powodu swych rozmiarów. Tam prof. Prondzyński naznacza założenia swego zarysu, relacjonuje główne trudności, podaje zwięzłą bibliografię tematu i swoistą topografię źródeł. Pada też po raz pierwszy hasło przyświecające pracy ZK-P, tu w wersji „Zrzeszonych naju nich nie złomie”.
Również we „Wstępie” znajdujemy 2–3 strony na potencjalnie atrakcyjny ostatnio temat agentury na szczytach Zrzeszenia. Prondzyński ogranicza zagadnienie do dwóch osób: B. Richerta i K. Derca, skłania się też do bagatelizowania całej kwestii. W sytuacji gdy wiemy już sporo więcej, takie postawienie sprawy jest raczej unikiem. Autor ma nadzieję, że jego praca nie jest „ani rozrachunkiem, ani hagiografią”, ale nie mogę go w tym niestety z całym przekonaniem wesprzeć. Słychać ostatnio przecież głosy typu: „A nawet jeśli to ubecy zakładali Zrzeszenie, to co?” No, właśnie, „ale o tym później” (Beckett).

Dzieje „zrzeszonych” w optyce Prondzyńskiego zaczynają się krótko przed 1956 rokiem. Spotkania, dokumenty, a także niektóre postaci zaprezentowane są obficie i nawet wielostronnie. Brakuje może paru zdjęć, np. prof. A. Bukowskiego czy R. Komkowskiego, nie ma też żadnej fotografii z pierwszego zjazdu czy „z epoki”. Jest zdjęcie tablicy na pierwszej siedzibie ZK, ale nie dowiadujemy się, gdzie ona była (Grunwaldzka 516 – podpowiadam). Jednak większym brakiem jest prześliźnięcie się nad 10-letnim okresem historii poprzedzającym założenie Zrzeszenia. W całej książce nie pada np. nazwa „Zrzesz Kaszëbskô”, o wejherowskim kongresie dowiadujemy się dopiero z wzmianek przy okazji kongresów z ostatniej dekady XX wieku, raz tylko pojawia się tytuł „Regionalizm kaszubski”, a o publikacjach kaszubskich z połowy lat 50. czytamy tylko oględnie, że były – bez tytułów. Tło tamtych czasów zdecydowanie przydałoby się poszerzyć.
W kontraście do powyższego dzieje pierwszych, bardzo skomplikowanych, tak dla działaczy, jak i zwykłych Kaszubów, lat istnienia Zrzeszenia Kaszubskiego z kart „Zjednoczonych w idei” poznajemy dość szczegółowo. Ale z zastrzeżeniem, że są to dzieje widziane poprzez zachowane dokumenty i publikacje. Nie jest to zarzut, ale trzeba mieć świadomość, że w takiej perspektywie punkt ciężkości przesuwa się z „działania” na „gadanie” (oraz z terenu do stolicy!), a rzeczywistość nabiera wagi lekko „papierowej”. Pewien brak umiaru w cytowaniu rozmaitych szpargałów zaciąża też na proporcjach recenzowanej pracy. Pierwsze 15 lat ZK(P) zajmuje połowę książki, więc siłą rzeczy dalej mamy spore przyśpieszenie. Autor zaznacza braki stosownej dokumentacji za lata 1978–83, jednakowoż nie może to być wystarczającym usprawiedliwieniem, bo jest w końcu prasa oraz żyją jeszcze ludzie z tamtych lat.
We „Wstępie” znajdujemy pewną, dość oczywistą chronologiczną drabinę, której autor stara się trzymać w tekście całej pracy. Ale chciałbym podkreślić jeden istotny moment, ujęty nawet w osobny podrozdział – analizę sytuacji w Zrzeszeniu AD 1962 pióra Lecha Bądkowskiego. W „Zjednoczonych” służy ona za podsumowanie pewnego okresu historii „zrzeszonych”, ale na pewno jest czymś więcej. Warto czytać ją i studiować ciągle od nowa, pokazuje bowiem wielką dalekowzroczność „Inspiratora”, jak go nazywano. Jego inicjatywą był przełomowy zwrot w działalności Zrzeszenia: otwarcie na pomorskość oraz przejście na kadrowość zamiast masowości. Aktualność sporych partii tekstu „drugiego wiceprezesa” jest dla mnie poza jakąkolwiek wątpliwością. (Bolduan go zdaje się nie zamieszcza.)
Być może wspomniane braki archiwalne powodują, że od połowy recenzowanego dzieła daje się zauważyć lekkie przesunięcie na rzecz dokumentowania raczej działań niż posiedzeń zrzeszonych Kaszubów. Nie towarzyszy temu niestety zmiana językowego przyodziewku ani większy umiar w cytatach. Nie byłoby w tym może wielkiego grzechu, gdyby nie ów niestrawny język, a także niedostateczny dystans do zakurzonych, acz „tczëwôrtnëch” kart. Ledwo sporadycznie prof. Prondzyński śmie wyrażać wątpliwość wobec zapożyczanych treści, nawet jeśli zawierają one sprzeczności. Większym wyjątkiem jest chyba tylko postawa prof. A. Stryszaka w tzw. aferze zrzeszyńców – tu mamy jedno zdanie komentarza (str. 142).

Tak więc do pamiętnego przełomu demokratycznego dochodzimy w pracy C. Obrachta-Prondzyńskiego niejako dwutorowo: przez konkretne działania i przez papierowe rezolucje. Wielce to wymowne, tak jak i oczywiste, więc nie będę explicite komentował. Ile w tym prawdy tamtych czasów – niech każdy sprecyzuje sam. Za to przesławny rok 1989 zaznacza się w książce (oraz, rzecz jasna, w dziejach ZK-P) podjęciem działalności politycznej. Głównie owocuje ona karierą prof. Józefa Borzyszkowskiego, senatora i wicewojewody gdańskiego z pierwszej połowy lat 90., niekwestionowanego bohatera drugiej połowy „Zjednoczonych w idei”. Ma to przynajmniej dwie konsekwencje dla książki: wracamy do opisywania rezolucji zamiast konkretów, brakuje też komentarza, dystansu, a w konsekwencji również jakiegoś bilansu tych lat oraz tej konkretnej kariery.
Ostatni rozdział księgi jubileuszu 50-lecia ZK-P również nie przynosi „rachunku”. Nawet rozpada się na omawianie oddzielnych inicjatyw: Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego, wspomnianych kongresów, Instytutu Kaszubskiego i in., a działalność bardziej przyziemną kwituje informacjami statystycznymi i pewnymi egzemplifikacjami. Nie wątpię, że PT Autora zmusiła do tego obfitość materiału, więc nie czynię tu zarzutów. Niemniej wolno mi chyba postawić pytanie o sens tego wyboru i takiej, dość hybrydycznej wizji historii. Rozumiem też, że odpowiedzi tu nie ma, a jedynie indywidualne zdania.
Problemu bilansu 50-lecia nie można jednak ominąć, więc książkę Prondzyńskiego kończą krótkie refleksje okolicznościowe, też m.in. z obszernym cytatem z badań prof. B. Synaka nad samoświadomością Kaszubów. Jest z nią tak, jak możemy przypuszczać, więc zakończenie „Zjednoczonych” wypełniają znaki zapytania. Niejeden podzieli wątpliwości PT Autora, a może uzna je za pewien bilans i swoiste podsumowanie –- albo i spojrzenie na dzień dzisiejszy.
Publikację kończą wykaz źródeł, wybór literatury, aneks dokumentalno-statystyczny oraz wykaz tabel. Ten nieład konsonuje z resztą dzieła, ale żałować należy, że nie otrzymujemy ani indeksu nazwisk czy miejscowości, ani kompletnej bibliografii. Nie ma też żadnych ułatwień graficznych czy edytorskich w tekście. Praktycznie uniemożliwia to sensowne korzystanie z pracy C. Obrachta-Prondzyńskiego, a ją samą czyni elementem w przewadze dekoracyjnym. To może dużo, lecz za mało.

Gdyby słowo „próba” w tytule niniejszej recenzji rozumieć w sensie jubilerskim, wahałbym się gdzieś między 0,7 a 0,8. Na pewno wiele jest w książce słusznych zamiarów i jakiejś wizji historii, ewidentny jest ładunek materiału dokumentalnego, trafiają się cenne refleksje, szczegóły biograficzne i archiwalne. Z pewnością „Zjednoczeni w idei” zbliżają nas do pełnego opisu „działalności Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego”. Ale widać, że sporo jest jeszcze do opisania, dużo też należałoby skorygować i przemyśleć.
Wspomniałem wcześniej zagmatwany, w złym sensie „podręcznikowy” język dzieła i jego niedostateczne uporządkowanie. Sporo jest w nim drobniejszych uchybień, niedopowiedzeń i pospolitych pomyłek. Jednak trudno pisać jakąkolwiek historię bez nazwisk, tytułów czy dat, a tylko operując omówieniami: „szef bydgoskiej bezpieki” (str. 131), „wiceprzewodniczący PWRN” (str. 78), „jedyne pismo regionalne” (str. 80, chodzi o „Zrzesz”), „głosowanie niejednomyślne” (str. 291), „osoby prowadzące” (str. 236) czy też „przez kilka lat” (str. 299). Dotyczy to też spraw jak najbardziej neutralnych, np. daty przekształcenia „Biuletynu” w „Pomeranię”, daty odwieszenia tejże po stanie wojennym, składu władz z kolejnych zjazdów. Informacje te są do znalezienia, autor nawet sugeruje gdzie, ale przydałoby się rocznicową publikację uczynić trochę bardziej samoistną.
„Zjednoczeni” są historią pewnej organizacji, a na tę organizację składają się ludzie. Ich sylwetek w książce nie ma, a na pewno poszerzyłoby to tło opisywanych zjawisk. Myślę w szczególności o dramatycznej śmierci i pogrzebie L. Bądkowskiego, bez którego historia ZK-P jest po prostu niepełna. W książce prof. Prondzyńskiego nie ma o tym słowa. Nie padają też prawie żadne daty życia konkretnych osób, a jeśli już, to incydentalnie (str. 320) lub w tytułach książek – z tym że dwukrotnie czytamy błędnie Józef Ceynowa 1905–1911 (str. 27 i 459). Wyobrażałbym więc sobie monografię Zrzeszenia uzupełnioną również o sylwetki co ważniejszych aktorów, a także o jakieś kalendarium, czy np. mapę, która bardzo by się nadała przy – kilkakrotnym w dziele – omawianiu przemian zrzeszeniowej topografii. Można by uniknąć też takich usterek, jak przypisanie Leśniewa do powiatu wejherowskiego, a Nadola i Głodnicy (!) do puckiego. A jak na dzieje kaszubskiej organizacji mało jest w tej „knidze” kaszubszczyzny: dwa cytaty z J. Trepczyka (str. 182 i 229) i parę okolicznościowych zaklęć.
Wkraczam być może w kwestie ściśle redakcyjne, ale nie można ich przemilczeć bez szkody dla sprawy. Redakcją inkryminowanej księgi zajął się dwuosobowy zespół młodych specjalistów (cała książka jest zresztą płodem „zrzeszeniowej młodzieży”, że zacytuję dzieło, str. 386), ich praca na pewno zaznaczyła się przy „wypieku”. Mogę w skrócie powiedzieć, że na tle np. ostatnich publikacji Instytutu Kaszubskiego „Zjednoczeni w idei” są o połowę lepsi. Literówek jest chyba tyle co stron, więc nie aż tak źle, jak gdzie indziej. Oczywista większość to drobiazgi, typu „spaw” – „spraw”, „punk” – „punkt”, „Pomoru” – „Pomorzu”, „zajazd” – „zjazd”, choć trafiają się przykre błędy w nazwach miejscowości (Starogard, Gnieżdżewo, Wierzchucino) czy personaliach (ok. 20 przypadków, np. Węgierski – Węsierski). Pechowcem jest komandor Gereon Grzenia-Romanowski, którego imię w książce permanentnie brzmi „Geron”. Zakwestionowałbym też pisanie nazw własnych bez cudzysłowów (a jak już, to małą literą) i „zlewanie” się cytatów z tekstem właściwym.
Osobną kwestią jest korekta cytowanych materiałów. Ponieważ nie publikujemy ich krytycznego wydania ani faksymile, należałoby drobniejsze sprawy (np. interpunkcję) poprawić bez tzw. kozery, a tylko większe ingerencje lub odstępstwa zaznaczać. Wiadomo wszak, że nie przywiązywano do precyzyjnego zapisu aż takiej wagi, nie było też takich możliwości jak teraz. Niestety obyczaje są inne i w książce mamy wiele niezgrabności, które jeszcze mniej korzystnie odcinają się od średniej, że tak powiem.
„Rzeczówki” są dość urozmaicone i nawet liczne. Nie będę mógł ich wszystkich wymienić na tym miejscu, a skądinąd szkoda. Bądkowski nie obchodził 60-lecia pracy twórczej (str. 275), jego „Samorządność” nie była dodatkiem do „Dziennika Bałtyckiego” (str. 277), ale rubryką, a potem samodzielnym tygodnikiem, „Pomerania” nie wydała nigdy numeru 13 (str. 267), szkoła w Luzinie jest właśnie imienia Bądkowskiego, a imię Roppla nosi tamtejsza biblioteka (str. 383). Rzekomy „dopisek cenzury” (str. 87) jest raczej autorstwa red. Bolduana. W roku 1970 nie obchodzono 15-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy (str. 215). Z kolei nie było „300-letniej rocznicy” (str. 304) ani żadnego „SA Kaszëbow” (str. 365) –- aż strach pomyśleć!
Zdaję sobie sprawę, że czasem winny jest komputer, ale to nie on pisze np. o „pozytywnej zgodzie” (str. 292), „okolicach czasowych spisu” (str. 443) ani o tym, że „I. Trojanowska charakterystyczne zdarzenie w jednym z artykułów zanotowała” (str. 80), a „głos wprowadzający zabrał M. Pelczar” (str. 241). Nie komputer spłodził myśl, iż „argumentem przeciwników jest odrzucenie tezy o językowym statusie kaszubszczyzny” (str. 179–180). Nie maszyna też narusza standardy „przypisologii”, czego przykłady znajdujemy niemal na każdej stronie „Zjednoczonych”. Może pomyłki i konfuzje w tabelach (np. tab. 7 i 9 oraz Aneks 5) dałoby się mu podrzucić...
Dla pełności obrazu muszę wspomnieć też o kilku zauważonych rozbieżnościach w tekście pracy. Jedną jest data wstąpienia J. Kiedrowskiego na fotel prezesa ZK-P. Rozjeżdżają się niekiedy cytaty i szczegóły dostępne w reprodukowanych materiałach, np. tytuł głównego referatu I Kongresu Kociewskiego czy tekst odezwy wyborczej (str. 92–93). Powtarzają się, acz w innych wersjach, np. cytat z listu biskupów do Kongresu Pomorskiego, fragment partyjnej analizy (str. 119 i 129) i tytuły „leninowskich” referatów (str. 215 i 222). Bez potrzeby powracają niektóre detale, np. „skład społeczno-zawodowy” ZK-P (str. 261 i 283).
Jaki jest więc bilans „Pięćdziesięciu lat działalności Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego”? Na pewno dzieło jest czymś więcej niż historią zrzeszeniowej biurokracji i wybranych „jajogłowych”, ale do pełnych dziejów tytułowej „działalności” trochę mu nie dostaje. Wyliczanka imprez nie odda ich bogactwa, laurki nie przekonają nikogo, legenda wymaga dowodów, trzeba też pokazywać błędy i negatywy. Unikać przy tym pustosłowia, postarać się o atrakcyjność i czytelność. Nie da się bez pytań, nie da się też bez nazwisk. (SC)



1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Komentarze wyrażają poglądy ich autorów. Administrator serwisu nie odpowiada za treści w nich zawarte.
Wyróżnienia
Medal Stolema 2005   Open Directory Cool Site   Skra Ormuzdowa 2002